Rozważanie na 5.08.2015 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
wtorek, 04 sierpnia 2015 22:14

XVIII Tydzień Okresu Zwykłego, Rok B


Lb 13, 1-2a. 25 – 14, 1. 26-29. 34-35; Ps 106(105), 6-7a. 13-14. 21-22. 23; Łk 7, 16; Mt 15, 21-28


Ten fragment jest głęboką nauką o ufności, wierze i miłości ogarniającej każdego. Za Jezusem wołała pewna kobieta, która miała córeczkę dręczoną przez nieczystego ducha. Słyszała o Nim, o Jego cudach, między innymi o tym, że wypędza złe duchy z ludzi. W serce jej wstąpiła nadzieja, bowiem próbowała już różnych sposobów, bez rezultatów. Cierpiała bardzo widząc swoje dziecko w coraz gorszym stanie. Była zdesperowana. Pomyślała sobie, że Jezus jest ostatnią deską ratunku. Jeżeli On jej dziecka nie uzdrowi, to nikt już tego nie będzie potrafił uczynić, a jej córeczka męczyć się będzie dalej, może nawet umrzeć z powodu tego, co z nią wyczynia szatan. Dlatego głośno i rozpaczliwie wołała. Wydawało się, że Jezus nie reaguje. Ona natomiast krzyczała jeszcze głośniej i jeszcze bardziej błagała. W końcu uczniowie myśląc, że Jezus nie chce jej pomóc, proponowali, by ją odprawił, by kazał jej odejść. Jej rozpaczliwy krzyk bardzo niepokoił ich dusze. Oni sami nie mogli sobie z tym poradzić.

 

Jezus nie odmówił kobiecie wprost. Nie odsunął jej od siebie. Ona zaś w Jego spojrzeniu i głosie wyczuła łagodność i pewnego rodzaju przyzwolenie, więc powodowana rozpaczą rzuciła się do Jego stóp i dalej błagała o pomoc. Od początku widział jej wiarę, zdesperowanie oraz ból i rozpacz.

 

„Nie dobrze jest zabrać chleb dzieciom, a rzucić psom”. Wielu z nas na taką odpowiedź na pewno by się obruszyło. Uważałoby za upokarzające, poniżające, a przede wszystkim odmowne te słowa. Jednak kobieta była bardzo pokorna. Przyjęła wszystko, co powiedział Jezus do niej i niejako o niej. Nie wynosiła się i nie pyszniła, nie obruszyła i nie obraziła.

 

Wiara i pokora zostały nagrodzone, zatriumfowała miłość. Oprócz spełnienia prośby, uwolnienia od złego ducha, Jezus dokonał jeszcze czegoś innego. Dotknął swoją miłością serca tej kobiety. On nie tylko pomógł jej córce. On przemienił tę kobietę, serce i duszę. Dał tej kobiecie siebie, swoją miłość, swoją łagodność. W tej kobiecie oprócz szczęścia z uzdrowienia, było również coś innego. Była miłość do Jezusa. Miłość, która pomaga człowiekowi iść przez życie pomimo trudności. Która daje mu ufność i nadzieję. Która sprawia, że podejmuje on szereg wyzwań odważnie, bo serce jego jest mężne Jezusem i Jego miłością. Czyni wszystko z radością płynącą z poczucia szczęścia. Od tej chwili kobieta ta przestała być poganką. Uwierzyła w Jezusa i tę wiarę przekazała swej córce.