Rozważanie na 8.10.2015 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
środa, 07 października 2015 22:45

XXVII Tydzień Okresu Zwykłego, Rok B


Ml 3, 13-20a; Ps 1, 1-2a. 3. 4 i 6 (R.: por. Ps 39, 5ab); por. Dz 16, 14b; Łk 11, 5-13


„Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.” Będziemy chcieli dzisiaj uzmysłowić sobie rzecz bardzo istotną dla naszych wzajemnych relacji z Bogiem. Bardzo pragnie On, abyśmy prawdziwie poczuli się Jego dziećmi. Cóż to znaczy? Oznacza to, iż nasz stosunek do Boga będzie bliższy niż dotychczas. Mniej oficjalny. Cieplejszy. Bóg chciałby, abyśmy naprawdę wierzyli, że On jest Ojcem, a nie sędzią. Jest Miłością, a nie surowością. Jest łagodnością. Chciałby, abyśmy mieli to wewnętrzne przekonanie, iż Bóg nas kocha i możemy do Niego zwracać się ze wszystkim.

 

Nasze myślenie o Bogu, dalekie jest od prawdy. Stale wykrzywiamy Jego obraz patrząc przez pryzmat ojca ziemskiego, patrząc przez pryzmat własnych słabości. Jest naszym Ojcem, który pragnie dla nas tylko szczęścia. Który chce uczynić nas najszczęśliwszymi na świecie. Który robi wszystko, abyśmy to szczęście osiągnęli. My zaś zachowujemy się w tej sprawie jak dzieci, bo widzimy swoje szczęście w czymś innym. Nie w tym, co nam Bóg przygotował. Chcemy wszystko robić po swojemu i nie ufamy Mu, że przecież, jako Ojciec wie najlepiej, co potrzeba Jego dzieciom. Czasem nawet myślimy o Bogu z lękiem. To szczególnie Go rani. A On jest miłosiernym Ojcem, dobrym Tatą, który dla szczęścia swych dzieci gotów jest zrobić i poświęcić wszystko. Nawet życie. I poświęcił je w osobie swego Syna Pierworodnego.

 

Bóg chciałby, abyśmy zwracali się do Niego bardziej bezpośrednio. Aby nasze słowa były przepojone ufnością, czułością, miłością. Tak rzadko słyszy w naszych słowach, którymi Go przyzywamy, miłość. Słyszy wszelkie relacje, przeróżny stosunek, ale miłości w nich niewiele. Jemu wystarczyłoby słowo Tato, Tatusiu, ale wypowiedziane czule, ze świadomością, iż mówimy je do Niego. Niczego więcej nie musielibyśmy mówić. To wystarczy. Nasza miłość przyzywałaby Go, przywoływałaby. Nie mógłby się jej oprzeć. Słysząc swoje dzieci nie może przecież pozostać obojętnym. A czując naszą miłość tym bardziej otwierałby swoje serce, by dać nam wszystko, czego potrzebujemy. „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.”

 

Aby jednak nasz stosunek do Boga był bliższy, musimy o to się modlić, bowiem, ze względu na swoje słabości nie jesteśmy w stanie zmienić cokolwiek w nas samych. Musimy wzywać Ducha Świętego, by On dał nam otwartość serca. By On dał poznanie istoty Boga. By On poprowadził nas przez swój świat - Świat Ducha. Powinniśmy często, bardzo często Go wzywać, bowiem tylko On może udzielić nam mocy swojej, dać poznanie prawdy, uzdolnić do jej przyjęcia. Tylko Duch Święty daje tę moc duszy, by wołała do Boga: Abba! Tatusiu! Tylko dzięki mocy Ducha Świętego jesteśmy w ogóle w stanie wznieść oczy ku Niebu, skierować swój wzrok na Boga i wierzyć w Niego.