Rozważanie na 6.03.2016 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
niedziela, 06 marca 2016 11:37

IV Niedziela Wielkiego Postu, Rok C

Joz 5, 9a. 10-12; Ps 34 (33), 2-3. 4-5. 6-7 (R.: 9a); 2 Kor 5, 17-21; Łk 15, 18; Łk 15, 1-3. 11-32


Widzimy postać starca, który wygląda powrotu ukochanego syna – wciąż ukochanego, mimo że trwoni rodzinny majątek. Ojciec czeka całymi latami i nie traci nadziei, że go ujrzy, że spojrzy na linię horyzontu i zobaczy jego sylwetkę. Pewnego ranka widzi zbliżającą się postać, w której rozpoznaje własne dziecko. Wybiega przed dom i wyciąga ręce w jego kierunku. W jednym momencie zdaje się zapominać o wyrządzonych mu przykrościach, o zawiedzionym zaufaniu. Dla niego liczy się tylko to, że dziecko znów jest przy nim, że je odzyskał. Syn zatapia się w ramionach ojca i opowiada, jak uległ pokusom świata, jak po zachwycie, po zachłyśnięciu się wolnością zorientował się, że klęczy nad korytem i moczy usta w świńskim jedzeniu; jak się zmobilizował i mimo wstydu zdecydował się na powrót do domu.

 

Bóg czeka na nas nie po to, by okrzyczeć, ale by przytulić. Każdy nasz grzech jest jak spakowanie się i ucieczka z domu. W tym domu pozostaje ojciec, który czeka. Czeka nie po to, by potępić i robić wyrzuty, nie ma zamiaru rozliczać z powierzonego majątku. Nie chce odesłać z powrotem, ale czeka, by przyjąć jak syna i po raz kolejny obdarzyć zaufaniem, po raz kolejny dać schronienie. Takie jest Boże miłosierdzie. Bóg nie mówi: możesz wrócić, pod warunkiem że… On czeka, aż zechcesz podnieść głowę znad koryta grzechu, aż zrobisz kilka kroków w stronę domu i powiesz, że znowu chcesz być blisko niego. Wiemy o tym. Wiele razy każdy z nas przekonał się, że tak jest w miejscu spotkania z miłosierdziem, w konfesjonale, gdy po wyznaniu niewierności i błędów usłyszał przebaczające słowa: „Ja odpuszczam tobie grzechy”, a nie wyrzuty, że znowu przyszedł, że ciągle wyznaje te same słabości… Mamy świadomość ogromu tej Bożej miłości, dobroci i cierpliwości. Wiemy, jak mało potrzeba, by znów być bez grzechu. A jednak tak wielu trwa całymi miesiącami czy latami bez stanu łaski, udają, że im dobrze, i nie znajdują w sobie odwagi, by przyznać się, że przy stole Ojca jest lepiej niż nad korytem, że popełnili błąd. Tak wielu czeka nie wiadomo na co, żywiąc się pokarmem dla świń.

 

On szanuje naszą wolność. Zadałem sobie pytanie: Czy ojciec z tej przypowieści nie mógł wyruszyć lub wysłać sługi, chwycić za kark i przyprowadzić syna do domu, zamknąć w komórce i poczekać, aż dziecko zmądrzeje? Mógł i miał możliwości, by tak postąpić, a jednak tego nie zrobił. Czekał. Tak samo Bóg. On widzi grzesznika i czeka. A przecież ma możliwości, by piorunem powalić każdego, kto naruszy przykazania, by natychmiast grzeszników zamienić w słupy soli. Może to zrobić, bo jest Bogiem. Nie robi tego jednak i nie zrobi, ponieważ stworzył nas wolnymi, a wolność jest naszym najcenniejszym przymiotem. To dzięki wolności możemy wybierać i grzeszyć, ale też dzięki wolności możemy kochać. Bóg nie odbierze nam wolności i nie zaprogramuje, byśmy czynili tylko dobro.