Rozważanie na 13.03.2016 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
niedziela, 13 marca 2016 00:26

V Niedziela Wielkiego Postu,Rok C


Iz 43, 16-21; Ps 126 (125), 1-2ab. 2cd i 4. 5-6 (R.: por. 3); Flp 3, 8-14; Jl 2, 13; J 8, 1-11

 

Postarajmy się dzisiaj wczuć w sytuację kobiety opisanej w tym fragmencie Ewangelii. Została przyprowadzona do Jezusa przez tłum Żydów. Po tym, co zrobiła, wg prawa mojżeszowego powinna zostać ukarana przez ukamienowanie. Oczywiście Żydom wcale nie chodziło o tę kobietę, czy o prawo, ale o to, by mieć argumenty na pojmanie Jezusa. Żydzi robili wiele hałasu. Popychali kobietę, krzyczeli, grozili, obrażali ją. Okazywali niekiedy bardzo dosadnie swój brak szacunku wobec niej. Postawili ją przed Jezusem oczekując sądu.

 

 

 

Kobieta była przerażona, żydzi domagali się wyroku. rozemocjonowany tłum, wykrzykiwał swoje racje, można było spodziewać się wszystkiego. W końcu po zadaniu pytania, co Jezus sądzi na temat postępowania wobec takich kobiet, mężczyźni ucichli. W napięciu czekali na to, co powie Jezus. Kobieta spuściła wzrok oczekując najgorszego. Cisza przedłużała się. Jezus nie powiedział nic. Pisał coś palcem po ziemi. Po chwili niektórzy Żydzi zaczęli się niecierpliwić. Ponawiali swoje pytanie. Wtedy Jezus „podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi.”

 

Jaką moc musiały mieć te słowa, co takiego niosły w swej treści, że Żydzi zmienili zupełnie swoją postawę. Z tych pewnych siebie, wojowniczych, zagniewanych, żądających kary, zamienili się nagle w przysłowiowe potulne baranki. Ta potulność była pozorna. W sercu była złość, że nie mogą osiągnąć zamierzonego celu. Ale nie chcieli wystawiać siebie, własnych sumień na konfrontację z Jezusem. Obawiali się, że ich reputacja mogłaby na tym ucierpieć. Wiedzieli dobrze jacy są. Znali swoje grzechy i grzeszki. Wcale nie byli w porządku wobec prawa. nieopatrzne zachowanie mogłoby im zaszkodzić. Zaczęli się więc wycofywać. Powoli, z niechęcią, powstrzymując się, by nie zgrzytać zębami, odchodzili pełni niezadowolenia. Znowu z tego spotkania z Jezusem odchodzili pokonani. To jeszcze bardziej wzbudzało ich nienawiść.

To wydarzenie posłużyło Jezusowi, by okazać miłosierdzie jeszcze jednej zabłąkanej duszy, by jeszcze jedna osoba doświadczyła Bożej miłości, by miała szansę na nawrócenie. Teoretycznie rzecz biorąc, powinien zająć jakieś stanowisko wobec tej kobiety, ponieważ publicznie ukazano jej grzech naruszający prawo, a Jego prowokowano do osądzenia jej. Jednak Jezus nie daje się wciągać w szatańskie intrygi, ale czyni wszystko, by zatriumfowała miłość i miłosierdzie. On jest Panem tej sytuacji i to On nią kieruje. Nie pomogą żadne starania ludzkie, żadne zamysły i plany. On panuje nad wszystkim.

 

Wszystko to, co działo się w jej sercu po odejściu Żydów, jest nie do opisania. Początkowo jeszcze z lękiem, cała skulona w sobie, oczekiwała na wyrok Jezusa. Gdy usłyszała Jego słowa z pytaniem i spojrzała w Jego oczy, zobaczyła coś, co ją zadziwiło i wzruszyło. W tych oczach była łagodność i dobroć. Żadnej wrogości, czy nienawiści. W tych oczach była miłość. Nieśmiało odparła, że nikt jej nie potępił. Następne zdania Jezusa były miodem na jej strwożone, ściśnięte ze strachu serce: „I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” Upadła do stóp Jezusa, a z jej piersi wydobył się długo tłumiony szloch. Razem ze łzami wylewała cały swój ból, cierpienia swego życia, wszystko co doprowadziło ją do grzechu. W jej sercu było tyle wdzięczności. To, co czuła, czego doświadczała jej dusza, kierowało jej myśli ku Bogu. Ona czuła wielką wdzięczność wobec Boga! Nikt jej nie powiedział przecież, że stoi przed Synem Bożym. Jednak jej serce wyczuwało więcej. Wystarczyło to spojrzenie Jezusa, by uznała swój grzech, by otworzyła serce na łaskę miłosierdzia i doświadczyła wewnętrznej przemiany, na co zamknięci byli ci, co chcieli jej ukamienowania.

 

 

 


Poprawiony: niedziela, 13 marca 2016 00:33