Rozważanie na 21.03.2016 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
poniedziałek, 21 marca 2016 03:31

Wielki Poniedziałek, Rok C


Iz 42, 1-7; Ps 27 (26), 1. 2. 3. 13-14 (R.: 1a); J 12, 1-11


Czyn ten ma być dla każdego z nas wzorem postawy wobec Boga. Ma pokazywać, jakie jest miejsce duszy przed Bogiem. Powinna ona nieustannie uniżać się wobec swego Stwórcy, uznawać swoją nicość wobec Jego wszechmocy. Ma czuć się Jego poddaną. Stąd to bycie twarzą przy ziemi. Chcąc wytrzeć włosami nogi Jezusa, Maria musiała się pochylić i swoją głowę trzymać przy samej ziemi oraz całkowicie uznać swoją nicość. Do wytarcia Jego nóg mogła przecież użyć ręcznika, lecz ona użyła cząstki siebie - swoich włosów. W ten sposób jeszcze bardziej oddała Mu cześć, uznając Jego wyższość, panowanie i przyjmując brak jakiegokolwiek znaczenia swojej osoby. Siebie zdeptała zupełnie, zdegradowała do roli nic nieznaczącego przedmiotu. Do namaszczenia użyła bardzo drogiego olejku. Dla przeciętnego, ubogiego Żyda był on niedostępny ze względu na swoją wysoką cenę. Maria wylała całą zawartość na Jezusa.

 

Dla Niego użyła czegoś, co jest synonimem bogactwa, co było używane tylko przez zamożną część Izraelitów, co podkreślało rangę Jezusa, niejako ukazując Go, jako osobę niezwykle ważną, osobę, której Maria się poddaje całkowicie, osobę, którą uznaje za swego Pana, za władcę. Siebie zaś czyni niewolnikiem, którego traktuje się jak przedmiot, z którym można zrobić wszystko. Właściciel niewolnika jest panem jego życia i śmierci. Jednak w całej tej postawie najważniejsze są przesłanki, dla których Maria postępuje właśnie w ten sposób. To one nadają tej scenie taką wagę.

 

Maria czyni to wszystko z miłości i z wielkiej wdzięczności wobec Jezusowej miłości i miłosierdzia. W swoim życiu dotknęła dna. Żyła w wielkim grzechu. Mimo bogactwa była bardzo nieszczęśliwa. Rodzina, choć starała się, nie potrafiła jej pomóc. Zresztą ona sama zachowywała się tak, jakby tej pomocy nie chciała i odrzucała ją. Dopiero spotkanie z Jezusem odmieniło jej życie. Jej serca dotknęła prawdziwa, czysta, doskonała Miłość. Dotyk tej Miłości przemienił wszystko. Wydobył z niej niezwykłą godność, jaką Bóg dał każdemu człowiekowi, jako Jego stworzeniu. Do tej pory ona sama nie szanowała siebie. Inni, zatem również postępowali wobec niej tak, jak ona wobec samej siebie. A w sercu rosło wielkie cierpienie. Poraniona dusza „jęczała” w niej wołając o ratunek. Jezus był tym, który usłyszał i dobrze odczytał sygnały płynące z wnętrza Marii Magdaleny. Jednym spojrzeniem pełnym miłości miłosiernej otworzył jej serce, obmył je, opatrzył rany, uzdrowił i uczynił nowym.