Rozważanie na 1.08.2016 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
niedziela, 31 lipca 2016 21:41

XVIII Tydzień Okresu Zwykłego, Rok C


Jr 28,1-17; Ps 119,29.43.79-80.95.102; Mt 4,4b; Mt 14,13-21



Cóż zatem Jezus czyni w tym fragmencie Gdy usłyszał o ścięciu Jana Chrzciciela, „oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno”. Jan Chrzciciel był głosem przepowiadającym nadejście Mesjasza. Był tym, który dzięki Duchowi Świętemu wiedział więcej i rozumiał więcej niż inni. On też bardziej ukochał. Choć może to być niezrozumiałe dla wielu z nas, Jan szczególnie ukochał Jezusa. Po pierwsze - więzy krwi. Byli przecież krewnymi.

 



Jego miłość była jednak czymś więcej niż tylko miłością kuzynów. Po drugie - Mesjasz Bóg. Jan ukochał Jezusa dzięki natchnieniu Ducha Świętego jako Mesjasza, jako zstępującego na ziemię Boga. Chociaż nie miał w pełni objawionej prawdy o Mesjaszu, jednak to, co Bóg przed nim odsłonił wystarczyło, by pokochał Jezusa wielką miłością. Ileż tęsknoty wyrywało się nieraz z serca Jana za Jezusem. Ileż razy musiał tłumić w sobie pragnienie pójścia za Nim. Wiedział, że jego powołaniem jest głosić nadejście Zbawiciela i do tego przygotować ludzi. Dlatego nie chodził za Jezusem. Jednak serce Jana należało do Jezusa, należało do Boga. Można powiedzieć, że był pierwszym, bo już w łonie swej matki, wyznawcą i uczniem Jezusa. Był Jego apostołem. Jezus, jako, że był Bogiem, wiedział o wszystkim. Znał serce Jana doskonale.



On widział to wypełnianie swej misji przez Jana. Kochał go i doceniał tę wierność Bogu i wyznaczonemu powołaniu. Gdy zatem usłyszał o jego śmierci, zasmuciło się Jego serce. Pragnął być sam, aby się modlić. Dlatego odpłynął szukając samotności.


Jednak ludzie byli spragnieni Jego słów. Chcieli go słuchać. Spragnieni byli samej Jego obecności. Chcieli z Nim przebywać. Chorzy pragnęli, aby ich uzdrowił. Wszyscy spragnieni byli Jezusa. Wszystkie serca szły za Nim, bo w Nim widzieli ratunek dla siebie, ukojenie dla dusz, zdrowie dla ciała. Gdy więc Jezus dobił do brzegu, ujrzał ten wielki tłum spragnionych, biednych ludzi, w których sercach była nadzieja na Słowo, na spojrzenie Jezusa, na modlitwę, na uzdrowienie. „Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych”. Jezus, który przecież, jak powiedzieliśmy pragnął samotności, aby się modlić, którego serce było smutne z powodu okrutnej śmierci Jana, widząc te tłumy rezygnuje ze swego pragnienia. Odsuwa na bok swój smutek. Jest cały dla ludzi. Dlaczego tak czyni? Odpowiedź jest jedna: bo kocha. On kochał ten tłum. On kocha każdego pojedynczego człowieka.