Rozważanie na 10.08.2016 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
środa, 10 sierpnia 2016 02:48

XIX Tydzień Okresu Zwykłego, Rok C


Mdr 3, 1-9; Ps 112 (111), 1-2. 5-6. 7-8. 9 (R.: por. 9a); 2 Kor 9, 6-10; J 12, 26; J 12, 24-26



Pięknym jest to porównanie naszego życia, nas samych do ziarna pszenicy. Słowa Jezusa wyrażają wielką głębię, istotę życia duszy. Dusza żyć będzie prawdziwie tylko wtedy, gdy umrze dla samej siebie. Czym bowiem ma być życie duszy? Skoro została stworzona z wnętrza Bożego Serca, skoro jest wynikiem i konsekwencją nieskończonej miłości, skoro posiada w sobie pierwiastek Boski, a jej celem jest powrót do pierwotnego swego stanu życia w zjednoczeniu doskonałym ze Stwórcą, to życie jej ma być na wzór życia Bożego. To zaś życie wyraża się w miłości. Miłość natomiast jest ciągłym dawaniem siebie, ciągłym rodzeniem, ciągłą ofiarą i ciągłym tworzeniem. Ziarno pszenicy, by rodzić, musi obumrzeć w ziemi. By dać siebie, musi pozwolić, by je zmieliły żarna, starły, aby potem można było upiec chleb.


Tak, czy inaczej następuje niejako śmierć tej podstawowej formy ziarna. Ale to, co dzięki temu otrzymuje człowiek, jest dobrem, wielkim dobrodziejstwem dla niego. Otrzymuje pokarm - chleb powszedni karmiący człowieka, dający mu życie. Z jednego ziarna wyrasta jedno tylko źdźbło, ale zakończone kłosem z wieloma ziarnami. Dzięki śmierci tego jednego, narodziły się inne. Te, jeśli obumrą w ziemi, każde przyniesie kolejnych kilkanaście. W szybkim tempie to jedno ziarno przyniesie obfity plon.

 

Dusza, by upodobnić się do Boga, by zbliżyć się do Niego, musi zgodzić się na własną śmierć. Umrzeć musi jej miłość własna, jej „ego”, pycha, jej pragnienia, jej ambicje, jej zainteresowania, to, co stanowi oparcie dające poczucie bezpieczeństwa. Wszystko to, co stanowi o odrębności tej duszy, co jest jej, co ją wyraża i określa. Musi niejako przestać w ten sposób zaznaczać własną odrębność, by stopić się z Bogiem. Pozornie wydaje się to śmiercią duszy, która przestaje być sobą. Dusza zdaje się tracić samą siebie. Jednak tak naprawdę dusza dopiero wtedy zaczyna prawdziwie żyć. Ponieważ powraca do swego Stwórcy. Jednoczy się ze swoimi korzeniami, jednoczy ze źródłem swego istnienia, istotą swego bytu. Dopiero wtedy zaczyna być tym, czym w zamierzeniach Bożych miała być od początku: Miłością. Miłością, której cechą jest rodzenie, tworzenie. I dusza taka rodzi nowe dusze. Na jej gruncie otrzymują nowe życie kolejne dusze. Z tych dusz - następne i następne. Jest to cudowne zjednoczenie z Bogiem w Miłości czego konsekwencją są kolejne narodziny. Dusza ta w doskonały sposób wypełnia swoje powołanie, a mianowicie jest Miłością. Chociaż pozornie wydaje się, że straciła na tym, bo umarła dla samej siebie, nie realizuje swoich pragnień i dążeń, to jednak ona w pełni realizuje siebie, swoje człowieczeństwo, swoje powołanie, żyje pełnią darów otrzymanych na Chrzcie św. Jest szczęśliwa. Dopiero wtedy jest spełniona. Czuje, że jej życie ma sens. Staje się duszą ofiarną. Pozwala zetrzeć siebie na żarnach miłości, by w postaci chleba dać siebie innym, by stać się dla innych pokarmem, źródłem życia.