| Ochrzczone lenie |
|
| Wpisany przez TOMASZ32-VAD |
| poniedziałek, 15 lipca 2013 11:10 |
|
Teresa Wielka doświadczała swego czasu mocnego ataku pokus. Męczyło ją to paskudnie. Jęczała, wzdychała, padała na kolana. W końcu krzyknęła z całych sił do Boga. „Co mam robić?... Jak sobie z tym poradzić”?... Usłyszała głos. Sam Pan przemówił do niej, pytając: „Tereniu… Ty się zastanów poważnie, czy to są pokusy, czy ty sama tego chcesz”?...
Grzechy nasze powszednie. I te ciężkie, które wiercą w nas dziury przez całą dobę. Czasami stękamy: „Już nie dam rady”… „Mam dość”… Innym razem zamieniamy się w obrońców naszego biednego losu. Usprawiedliwiamy się, szeptamy Bogu do ucha (także w konfesjonale): „Jestem tylko człowiekiem, słabym i grzesznym, jak inni”… A tak naprawdę to powiedz mi szczerze: Ile w tym wszystkim jest pokusy a ile tego, co chcesz?...
Miłosierdzie jest dla grzesznika, który płacze i chce się podnieść. Nie dla lenia, któremu nic się nie chce. I który ciągle stawia wszystko na Boga. On za mnie powalczy, On się napoci, On mnie podniesie… Tak, w Nim cała nasza siła. W Nim, ale nie na zasadzie, że Najwyższy będzie harował a my poleżymy sobie odłogiem, bośmy słabi…
Pamiętam jak z moim ojcem na wiosnę kopaliśmy działkę. Tato zasuwał ostro, ja co chwilę odpoczywałem, przecierając pot z czoła. Wtedy ojciec krzyczał: „Rób synku, rób, samo się nie zrobi”. I miał rację…
„Łopata miłosierdzia” sama nie pokopie. Wiele z tego, co jawi się jako grzech, jest na nasze żądanie. Tak naprawdę my tego chcemy. Bo łatwiej, bo przyjemniej, bo na skróty. Mam wrażenie, że czasami wielu z nas, katolików, idzie na łatwiznę. A sakrament pojednania sprowadzamy do pralki, która wszystko wypierze. Pralka jest, więc możemy łachy brudzić. Takie nastawienie trąci profanacją Bożego Miłosierdzia. Kiedyś jeden z księży wygarnął mi pół żartem: „I dobrze i źle, że Jezus ma przybite stopy do krzyża. Bo jak by cię kopnął w …. to byś może się otrząsnął i przestał się usprawiedliwiać bez sensu”… Stary, poczciwy kapłan miał rację…
Święty nie jest mistrzem usprawiedliwień. To działka Jezusa. Święty za to potrafi dobrze machać łopatą i wie, że moc w słabości się doskonali. Słabości, która nie ma nic wspólnego ze świadomym mniej lub bardziej założeniem, że nie dam rady, żem słaby. Założenie chrześcijanina, spłodzone na krzyżu, prześwietlone blaskiem Zmartwychwstania brzmi zupełnie inaczej : „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”… To jest punkt wyjścia. Także w walce z naszymi słabościami.
Nie wszystko, co nas atakuje jest pokusą. Czasami to my prowokujemy. My wybieramy, my stwarzamy okazje do grzechów. Chcemy tego. Nawet jeśli mówimy sobie, że jest inaczej. Sakrament pojednania nie jest pralką. A Miłosierdzie Boże nie jest jeszcze jednym pachnącym płynem do płukania tkanin.
Walka z grzechem to ciężka praca. Bóg daje siły. Ale łopaty za nas w łapę nie weźmie. Samo się nie zrobi. On umacnia, my możemy „wszystko”. W Nim i dzięki Niemu. To nie pokusy nas wykańczają, ale to, czego chcemy… A chcemy czasami za dużo… Za szybko… Czasami za nic…
„Zastanów się poważnie, czy to są pokusy, czy ty sam(a) tego chcesz”?...
AUTOR: Ks. Rafał J. Sorkowicz SChr
|
| Poprawiony: poniedziałek, 15 lipca 2013 11:39 |