Bioetyczny labirynt: poród fizjologiczny Drukuj
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 09 grudnia 2012 04:39

Słuchaj:  http://pl.radiovaticana.va/Articolo.asp?c=645772

 

Cud narodzin jest wcale nie mniejszy, niż cud poczęcia. Dokładna analiza fizjologii porodu każe ze czcią pochylić się przed wspaniałością stworzenia. Okazuje się bowiem, że poród jest czymś zdecydowanie poważniejszym, niż prostym wydostaniem się dziecka z matczynego łona. Jest precyzyjnie zaplanowanym procesem, który ma zaowocować uruchomieniem kolejnych funkcji organizmu dziecka. Siłą rzeczy, nieuzasadnione medycznie ingerencje w jego przebieg, mogą mieć poważne konsekwencje dla zdrowia – a niekiedy życia – młodego człowieka.

Nie wystarczy, by dziecko wyszło z łona matki drogami rodnymi, by móc mówić o porodzie naturalnym czy fizjologicznym. Trwająca od lat technicyzacja medycyny doprowadziła do sytuacji, w której personel medyczny traktuje interwencję w proces rodzenia jako rzecz oczywistą. Rodząca kobieta traktowana jest z założenia jako pacjentka, a szpital – jako najlepsze, najodpowiedniejsze i najbezpieczniejsze miejsce przeprowadzenia porodu.

 

Jakkolwiek od czasu do czasu zdarzają się sytuacje, w których – czy to ze względu na stan matki, czy też dziecka – koniecznym jest, by narodziny miały miejsce w szpitalu i pod czujnym okiem lekarza, zazwyczaj – wbrew obiegowej opinii – tak być by nie musiało. Nie musiało, pod warunkiem oczywiście, że zarówno matka (czy lepiej powiedzieć: rodzice), jak i personel medyczny pozwoliliby sobie na odrobinę zaufania do Pana Boga, i na rezygnację z pośpiechu.

Wydaje się, że słowo „pośpiech” jest tu jakimś kluczem do zrozumienia problemu. Współczesny człowiek przywykł do tego, by uzyskiwać założone efekty natychmiast i jak najmniejszym kosztem.Stąd zapewne wzięła się tendencja do podłączania rodzącej kobiety do oksytocyny, przebijaniu pęcherza, nacinania krocza, czy też niemal natychmiastowego przecinania pępowiny, o cesarskim cięciu na życzenie nie wspominając. Żadna z tych praktyk nie pozostaje bez negatywnych konsekwencji dla dziecka, jeśli zatem nie ma dla nich medycznego uzasadnienia (a przez uzasadnienie należy rozumieć konieczność podjęcia interwencji stricte terapeutycznej), trzeba je oceniać jako działanie na szkodę dziecka. Pośpiech nie jest dobrym doradcą, zwłaszcza jeśli stoi za nim dążenie do wygody już to kobiety (domagającej się znieczulenia lub cesarskiego cięcia) już to lekarza, przyspieszającego i skracającego czas trwania porodu.

Dziecko do narodzin przygotowuje się przez cały okres swojego życia płodowego i bynajmniej nie chodzi wyłącznie o ukształtowanie tkanek i narządów. Oddziałujące na ciało dziecka bodźce dotykowe i słuchowe stymulują rozwój układu nerwowego, mięśni i zmysłu równowagi. Dziecko uczy się swojego ciała już w łonie matki, reagując jednocześnie na warunki, w jakich za jej pośrednictwem przychodzi mu żyć.

Bezpośrednie przygotowania do porodu polegają najpierw na ułożeniu się głową w kierunku dróg rodnych matki, by podczas samych narodzin prześliznąć się nimi na zewnątrz. W trakcie przejścia dziecko wykonuje kilka zwrotów głową i ciałem, ale możliwe to jest tylko wtedy, gdy da mu się na to czas i sposobność. Przyspieszenie porodu działaniem oksytocyny, przebiciem pęcherza lub naciskiem z zewnątrz na macicę utrudnia lub wręcz uniemożliwia tę ekwilibrystyczną sztukę, stwarzając jednocześnie zagrożenie dla bezpieczeństwa dziecka. Konieczność wykorzystania kleszczy czy też próżnociągu do wydobycia dziecka bardzo często jest wymuszona wcześniejszymi interwencjami personelu próbującego przyspieszyć narodziny dziecka.

Narodziny są procesem, w którym matka – współpracując z dzieckiem – pomaga mu wyjść na zewnątrz. Jej ciało stworzone zostało w ten sposób, by dawać życie i by chronić poczęte potomstwo. Jeśli oboje są zdrowi, żadna interwencja medyczna nie jest potrzebna. Pomoc doświadczonej położnej polega na wsparciu komunikacji matki z jej własnym ciałem, uspokojeniu atmosfery i przyjęciu dziecka, gdy się narodzi. Zatem położna raczej towarzyszy kobiecie, niż by miała spełniać rolę przewodnika a tym bardziej aktywnego współuczestnika porodu.

Poddanie się naturalnemu biegowi akcji porodowej – a więc bez farmakologicznego czy mechanicznego stymulowania i jej przyspieszania – przynosi dziecku wiele korzyści. Brak sztucznej stymulacji oksytocyną pozwala na uniknięcie przedłużających się stanów podduszenia dziecka. Wolniejsze (a zwłaszcza niewymuszone przebiciem pęcherza) przesuwanie się dziecka daje mu możliwość dostosowania się do kształtu dróg rodnych matki bez jednoczesnego narażenia się na nadmierny wzrost ciśnienia śródczaszkowego. Pozostawienie tętniącej pępowiny aż do samoistnego wygaśnięcia jej pracy pozwala zaś dziecku na przyswojenie sobie znaczących ilości zawartego w krwi pępowinowej żelaza.

Warto też zauważyć, że poród drogami natury jest niezwykle ważny z punktu widzenia immunologicznego bezpieczeństwa dziecka. Podczas przejścia, dziecko przejmuje od matki kultury bakteryjne, które następnie wnikną do jego układu pokarmowego, do tej pory sterylnego. Wraz z mlekiem matki, czyli produkowaną w pierwszych dniach po porodzie siarą, otrzymuje zaś przeciwciała na znane ciału matki patogeny.

Wbrew temu, co można usłyszeć od różnych ekspertów, poród naturalny, fizjologiczny, jest możliwy. Gdyby tak nie było, ludzkość dawno by już wymarła. Oczywiście, są sytuacje, gdy interwencja medyczna jest konieczna, by ratować życie dziecka i jego matki. Są one jednak zdecydowanie rzadsze, niż zapatrzeni w technikę medycy są gotowi przyznać.

ks. Piotr Kieniewicz MIC

 

ŹRÓDŁO:

BANER

 

Poprawiony: niedziela, 09 grudnia 2012 05:04