Pierwociny cudów. Cud wiary i posłuszeństwa. Drukuj
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 06 stycznia 2013 01:30

Ale zaślubiny odbywały się i będą odbywać do końca świata. Wesela także. Małżeństwo, choć atakowane i deformowane ze zwierzęcą furią przez tabuny współczesnych barbarzyńców, przetrwa mimo wszystko jako pomysł Boga i jako sakrament! Owszem, po drodze rozpadną się tysiące, a nawet miliony małżeństw i rodzin; będą wielorakie ofiary tego rozpadu, ale małżeństwo mimo wszystko przetrwa! Ocali je gen niezniszczalności nadany mu przez Stwórcę! Małżeństwo jest szczególnym dziełem Boga. To wciąż najlepszy scenariusz wspólnoty mężczyzny i kobiety, a przy zachowaniu wierności – jedyny! Jedyny, który daje poczucie bezpieczeństwa. Jedyny, w którym można zaślubiać się aż do śmierci.

 

Niestety, zbyt mało małżonków ma świadomość, że małżeństwo jest drogą zbawienia dwojga konkretnych osób. Małżeństwo to nie zabawa. To nie jest żaden eksperyment! Nie tylko małżonkowie, ale także osoby samotne, enigmatycznie nazywane singlami, także duszpasterze, wszyscy mamy zastanawiać się nad grzechami przeciwko małżeństwu i rodzinie! Wszyscy jesteśmy świadkami, nieraz bardzo bliskimi, małżeńskiej codzienności. Jak reagujemy na nagłe lub pełzające kryzysy małżeńskie? Jak reagujemy na wznowy dawnych grzechów? Czy nie jesteśmy powodem czyjejś zdrady, choćby zdrady psychicznej? Także ustawodawcy i prawnicy, którzy tak błyskawicznie chcą rozwodzić innych, mają się zastanowić, że uczestniczą w destrukcji nie tylko ludzkich projektów, ale także planu Bożego! Bywa, że sami rozwiedzeni nie znajdują motywacji, by ocalać innych małżonków przed autodestrukcją. Także prawnicy kościelni, orzekający o ważności małżeństwa, zawsze i przede wszystkim mają być obrońcami(!) węzła małżeńskiego W sytuacjach wątpliwych zawsze powinni rozstrzygać na korzyść małżeństwa, o czym wielokrotnie przypominał bł. Jan Paweł II.

 

Tak, to piękne określenie obrońcy węzła małżeńskiego ma nosić każdy chrześcijanin. I ma postępować jak prawdziwy obrońca małżeństwa i rodziny! Jest wezwany bronić rodziny w sobie i w innych, zwłaszcza że każdy z nas jest jej lepszym lub gorszym dzieckiem. Wszyscy mamy dług i zobowiązanie wobec tej historycznie pierwszej, a więc najstarszej, wspólnoty ludzkiej.

 

Ale w Ewangelii św. Jana małżeństwo i uczta weselna mają sens metaforyczny, symboliczny. Samo miejsce pierwszego cudu nie jest przypadkowe. Kana znaczy po hebrajsku „trzcina”. Może dlatego została wybrana na miejsce pierwszego cudu Jezusa, bo ludzkie szczęście jest kruche jak trzcina na wietrze lub w obliczu ognia. W każdej chwili może ją złamać lub spopielić poryw nagłych i niespodziewanych namiętności.

 

Nie wiemy, dlaczego Jezus z Matką znaleźli się na weselu w Kanie. Nie wiemy też, kim byli dla nowożeńców i ich rodzin. Może kluczem jest postać apostoła Natanaela – prawdziwego (prawowiernego) Izraelity, który stamtąd pochodził (por. J1,48). A może gospodarze chcieli się dowartościować obecnością honorowych gości. Ustalenie tego faktu jest ważne dla odkrycia sensu całego zdarzenia, gdyż późniejsze zachowanie Maryi wykracza poza standardową obecność gościa. Samo wydawanie poleceń w czyimś domu bez wątpienia jest czymś nietypowym i wyjątkowym. Jaki tytuł ma Maryja, by to robić? Tajemnica!

 

Jedno jest pewne, że gospodarzom, staroście i nowożeńcom grozi prawdziwa kompromitacja. Najwyraźniej przeliczyli się – albo zaprosili za dużo gości, albo przygotowali za mało wina. Brak wina na weselu to zły omen. Przesąd mówił, że zapowiada on wyczerpanie się miłości małżonki dla męża. Już można sobie wyobrazić, jak ludzie szemrząc zaczną wychodzić z uczty, a następnego dnia obniosą ich na językach. I jak tu zaczynać wspólne życie od skandalu. Małżonkowie wiedzą, jak ważne i trudne zarazem bywają początki małżeńskiego szczęścia.

 

A w ogóle skąd Maryja wie, że zaczyna brakować wina? Czy to wynik trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość? A może temat braków pojawia się gdzieś między wierszami w rozmowach toczonych symultanicznie? Może Maryja bezbłędnie odczytuje mowę min i gestów? Może któryś domownik zwierzył się Maryi z obaw i lęków? Może to kobieca intuicja? Skądkolwiek Maryja dowiedziała się o tym, odpowiada w sposób niezwykle konkretny na ludzki problem – zwraca uwagę samego Jezusa. W tym momencie przyjmuje rolę wstawienniczą i będzie ją spełniać do końca świata. Małe i wielkie potrzeby ludzi stanowią treść Jej macierzyńskiej opieki nad Kościołem i światem. Maryja utożsamia się z losem gospodarzy wesela. Zachowuje się, jakby była jednym z domowników. Brak wina to już nie jest tylko ich problem, ale również Jej.

 

Pierwotnie Jezus odmawia. Mówi:„Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Jeszcze nie nadeszła godzina moja?” (J 2,4), by ostatecznie odpowiedzieć cudem. Co powoduje tę radykalną zmianę? Tajemnica, której istotę stanowi darmowa miłość. Ale jest jeden warunek: słudzy wykonają to, co mogą wykonać i tylko to, czego Bóg chce! Dlatego Maryja zachęca i prosi każdego zawsze w ten sam sposób: „ Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie Syn” (J 2,5). Posłuszeństwo musi być całkowite i w dodatku – w odpowiednim czasie! Wcześniej to będzie za wcześnie, później to będzie za późno! Pan Bóg od nikogo nie wymaga rzeczy niemożliwych. Jeżeli coś obiektywnie leży w granicach ludzkich możliwości, człowiek nie tylko może, ale powinien wykonać. Inaczej popełni grzech zaniedbania i żaden cud się nie wydarzy.

 

AUTOR:  Ks. Ryszard K. Winiarski
 


ŹRÓDŁO: