| Miłość czworga imion |
|
| Wpisany przez TOMASZ32-VAD |
| czwartek, 21 marca 2013 12:25 |
|
Wstęp: Redakcja V.A.D
Świat zmaglowany
Słusznie poeta ksiądz Jan Twardowski pozostawia "nietkniętą" miłość, która przecież pośród zmiennych ludzkich dziejów pozostaje wierną towarzyszką człowieka. Jak jednak rozumiano ową "wariatkę"? Odpowiedź na to pytanie odnajdziemy w wielu księgach myślicieli, tomikach poetów, na kartach bardziej znanych i już zapomnianych książek, w obrazach malarzy, w tekstach pieśni i piosenek. Człowiek wierzący zaś pierwszego albo ostatecznego wyjaśnienia miłości będzie szukał na natchnionych przez Ducha Świętego kartach Biblii. Ktoś powiedział, iż miłość nie jedno ma imię, dlatego w Leksykonie Filozofii Klasycznej pod hasłem miłość znajdziemy potwierdzenie, iż jest to nazwa wieloznaczna, oznaczająca całą gamę przeżyć uczuciowo pozytywnie zabarwionych: sympatię, lubienie, pragnienia seksualne, zakochanie, współczucie, dobroczynność, opiekuńczość, poświęcenie się, przyjaźń. Czy jednak dzisiaj, w czasach coraz śmielej kroczącego w Polsce liberalizmu, nie umyka gdzieś to, co prawdziwie ludzkie i Boże?
Pierwsze najpokomiejsze i najbardziej rozpowszechnione imię miłości to według Lewisa przywiązanie. Jest ono miłością-potrzebą, a tą potrzebą jest dawanie siebie. Ta miłość jest zdaniem autora najmniej dyskryminacyjna. Prawie każdy, głupi, brzydki, nawet nieznośny może się stać przedmiotem tej miłości. Przywiązanie nie zna przeszkody wieku, płci, sfery, wykształcenia i choć samo jest miłością, może stać się jednym ze składników innych miłości, zabarwić je i stać się tworzywem, którym się one dzień po dniu posługują. Przy omawianiu przywiązania pisarz porusza temat zazdrości, ponieważ każdy rodzaj miłości, każdy niemal typ ludzkich związków jest skłonny do zazdrości. W granicach przywiązania zazdrość jest ściśle uzależniona od faktu, że przywiązanie opiera się na tym, co dobrze znamy i do czego przywykliśmy. Wszelka zmiana może rodzić w człowieku zazdrość i jest groźbą dla przywiązania.
Przyjaźń - drugie imię miłości wypowiedziane przez Clive Staple Lewisa. Niestety - ubolewa słusznie autor - mało osób ceni przyjaźń, bo mało osób ją odczuwa. Można bowiem przejść przez życie bez przyjaźni w przeciwieństwie do innych rodzajów miłości. Gdyby nie Eros, nikt z nas nie zostałby poczęty, gdyby nie przywiązanie nikt z nas nie zostałby wychowany. Przyjaźń jest najmniej naturalną z miłości (i w tym znaczeniu jej nie uwłacza), jest w najmniejszym stopniu instynktowna, organiczna, biologiczna, gromadna i niezbędna. Jest najmniej uzależniona od stanu naszych nerwów, najmniej wybuchowa, nie ma w niej nic, co by przyśpieszało bicie naszego tętna, wywoływało wypieki na twarzy lub pokrywało je bladością. Istnieje wyłącznie między jednostkami i łączy je na najwyższym poziomie ich indywidualnego rozwoju. W zestawieniu z ludźmi zakochanymi przyjaciele bardzo rzadko rozmawiają o swojej przyjaźni, kochankowie zaś, zawsze rozmawiają o swojej miłości.
Zmierzając z Lewisem ku wierzchołkowi, zgodnie z przytaczanym powiedzeniem: najwyższe na najniższym wznosi się i opiera, dochodzimy do trzeciego określenia miłości - Eros. Jest to stan, który autor rozumie jako zakochanie, nie podejmując problematyki doznań seksualnych bez Erosa, bez "zakochania". Eros przemienia przyjemność - potrzebę w przyjemność, w której upodobanie odgrywa dominującą rolę. Pod wpływem zakochania potrzeba nawet najbardziej intensywna odnosi się do swego obiektu-osoby -jak do zjawiska w swej istocie godnej podziwu i ważnej, zupełnie niezależnej od potrzeb kochanka. Eros, według autora, choć jest królem rozkoszy, w chwilach najpotężniejszego rozkwitu, sprawia takie wrażenie, jakby uważał rozkosz za produkt uboczny. Autor nazywając pierwiastki cielesne, sprawy płci - imieniem Wenus, uwrażliwia czytelnika w dalszej swej refleksji, by nie traktował tej sfery z przesadną powagą. Co prawda płata ona figle kochankom, ale potrafi się srogo zemścić, gdy będzie się ją traktowało jako "absolutną" władczynię. Słusznym w tym kontekście i odpowiadającym gustowi autora, staje się porównanie ciała do "osła" - za św. Franciszkiem z Asyżu. Osioł bowiem to zwierze pożyteczne, uparte, leniwe, cierpliwe, wzbudzające sympatię i doprowadzające do wściekłości: raz zasługuje na baty, a raz na marchewkę; jest piękne w sposób jednocześnie żałosny i niedorzeczny. Eros, konkluduje autor, to najbardziej śmiertelna z naszych miłości. Może przynaglać nas do dobrego, ale też do złego. Jeśli nie będzie posłuszna Bogu, staje się demonem.
Dochodzimy do szczytu miłości - korony, zwieńczenia i odniesienia do wszystkich wcześniejszych przyrodzonych miłości - Caritas - do miłości człowieka do Boga, przekraczającej ontyczny dystans między Nim a stworzeniem. Przywiązanie, przyjaźń, zakochanie nie są "konkurencją" dla Caritas, jeśli pozostawi się właściwe miejsce Panu Bogu. Więcej, bez pomocy Bożej przyrodzone miłości nie mogą nawet pozostać sobą i dotrzymywać swych obietnic: "są wywyższone, gdy składają pokłon" - powiada autor Czterech miłości.
Ukoronowaniem Caritas jest cześć wyrażona przez autora wobec Bożej miłości. To Ten, który jest Miłością, stworzył wszystkie miłości, udzielą człowiekowi cząstkę swej własnej miłości-daru. Różni się ona jednak od miłości-darów, które wmontował w ludzką naturę. Boska Miłość-dar, czyli Sama Miłość, działająca w duszy człowieka, jest całkiem bezinteresowna i pragnie po prostu tego, co najlepsze dla ukochanego. Człowiek wówczas jest zdolny pokochać tych, którzy w naturalnym porządku rzeczy nie wzbudzają miłości: trędowatych, przestępców, wrogów, ludzi ponurych, nadętych. I w końcu - szczyt paradoksu - Bóg sprawia, że człowiek może ową miłość-dar zwrócić ku Niemu, poruszony Bożą laską człowiek może ofiarować Bogu swoje serce, wolę i całą swoją istotę. Według autora Pan Bóg udziela jeszcze dwóch darów: nadprzyrodzonej miłości-potrzeby Jego samego i nadprzyrodzonej miłości-potrzeby ludzi między sobą, by w ten sposób człowiek mógł nieustannie "doświadczać obecności Boga".
* * *
Treść tej rozprawia odkrywa przed oczami i umysłem czytelnika konkretne wyrazy miłości: przywiązanie, przyjaźń. Eros czyli zakochanie i Caritas. Autor niczym kompozytor w zapisie nutowym czyni treściowe crescendo: od najpokorniejszej miłości przyrodzonej do nadprzyrodzonej łaski - miłości Boga do człowieka i człowieka do Boga. Odwoływanie się do autorytetu samego Boga wyrażonego w Piśmie Świętym czyni niewątpliwie pełniejszą i bardziej przekonywającą refleksję na temat miłości, którą z powodzeniem ubogacają ponadto odniesienia do myślicieli i twórców literatury światowej takich jak: Wiliam Szekspir, George MacDonald, Denis de Rougemont, Robert Browning, Samuel Taylor Coleridge, Bernard Bosanquet, John Fisher i inni.
Autor całą swą refleksję skupił na rodzajach miłości, jej podmiotach i przedmiotach. Nie ma natomiast, przede wszystkim w omawianiu Caritas, odniesienia do klasycznej "definicji" miłości w ujęciu św. Pawła w Liście do Koryntian (l Kor 13,1-13). Niedosyt ów czy brak można jedynie usprawiedliwić tym, co sam autor wy-raził w swej publikacji: "pozostawiam wolną drogę tym, którzy zechcą go sprostować, ludziom lepszym ode mnie, lepszym kochankom, lepszym chrześcijanom" (str. 124-125). Autor nie zamknął więc drogi czytelnikowi w poszukiwaniu prawdziwej miłości, doprowadził do pewnego momentu, by czytelnik mógł powędrować dalej sam.
Jest miłość jest wielka miłość
AUTOR: br. Krzysztof Lewandowski OFMCap
Clive Staples Lewis, Cztery miłości, tłum. M. Wańkowiczowa, Warszawa 1993, ss. 181, Wydawnictwo Księży Klaretynów PALABRA, Instytut Wydawniczy PAX.
1. J. Twardowski, Wiersze. Wydanie nowe i uzupełnione, Wybór i posłowie W. Smaszcz. Białystok 1995. s.232. Wydawnictwo ŁUK.
ŹRÓDŁO: |
| Poprawiony: czwartek, 21 marca 2013 17:11 |