Bóg cię pierwszy ukochał... PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
środa, 24 grudnia 2014 04:06

25 grudnia, w uroczystość Bożego Narodzenia, łamałem Chleb w świątyni, ochrzciłem piątkę dzieciaczków, pobłogosławiłem nowożeńców, którzy rozpoczęli drogę sakramentalnego małżeństwa. Przyglądałem się rodzicom nowo ochrzczonych dzieci, przyglądałem się setkom twarzy ludzi, którzy przybyli do świątyni, adorowałem twarze pary młodych. I uświadomiłem sobie nagle, że to wszystko dzieje się właśnie dlatego, że Bóg stał się człowiekiem. I że Miłość zamieszkała między nami...

 

Ludzie kochają... ponieważ Bóg ich pokochał. Człowiek staje się gotowy do poświęceń, bo Bóg się pierwszy dla człowieka poświęcił. Oto sens tajemnicy Wcielenia: Bóg stał się człowiekiem, aby być z człowiekiem. Aby wejść w ludzkie istnienie i przywrócić człowiekowi to, co utracił w raju. A w raju utracił również zdolność do miłości, o której pisze św. Paweł: że jest cierpliwa, łaskawa, współweseląca się z prawdą, wszystko znosząca (por. 1Kor 13, 1-13). Słowo stało się Ciałem. I zamieszkało między nami. Miłość stała się jednym z nas. Bo Bóg jest Miłością - napisze św. Jan. Oto jedyna "definicja" Boga na kartach Nowego Testamentu.

 

Dlaczego potrafisz kochać? Bo Bóg cię pierwszy ukochał. Tak ukochał świat i człowieka, że posłał nam swojego Syna. W Betlejem, Bóg przyszedł do nas, by pokonać szatana, zło i śmierć. Pokonał to wszystko Miłością. To dlatego św. Paweł napisze w 1 Liście do Koryntian: "Miłość nigdy się nie kończy". Innymi słowy jest wieczna. I ta Miłość wchodzi w nasze człowieczeństwo. Nie wcina się, nie zmusza nikogo do przyjęcia jej na siłę. Stawia na wolność. To dlatego często jest odrzucana. To dlatego tak wielu ludzi nie potrafi pokochać "wiecznie". Jak się Boga przegania z serca, jak się Mu mówi: "nie dzisiaj", "jeszcze nie teraz", "nie ma Cię"... to się kończy i "kochanie".

 

Miłość zamieszkała między nami. To słowo "między"... Nie w nas, ale "między". Bo Miłość wcielona łączy. Jest bezdomna. Nie potrafi się zadomowić. Przychodzi i odchodzi. Z Nieba zstępuje i w Niebo wstępuje. Najpiękniej i najmocniej doświadczyć tego można na Eucharystii. "Ciało Chrystusa" mówi kapłan, podaje to Ciało, człowiek odpowiada "Amen". Przez chwilę czujemy to ciało zmysłami. Przez chwilę. Potem już nie czuć. Ale to Ciało jest. Przez Nie, z Nim i w Nim - oddychamy, poruszamy się jesteśmy... Kochamy... Bezdomna jest ta Miłość, bo oddaje się wszystkim. A my ją czasem przeganiamy. Odchodzi... A potem wraca...

 

Miłość zamieszkała między nami. Krąży od serca do serca, umiera po drodze, powstaje z martwych. Szuka i odnajduje, kocha i jest odrzucana. Przebacza. Stworzył nas Bóg na swój obraz i podobieństwo. To znaczy, stworzył nas, byśmy kochali. Także nieprzyjaciół. W Boże Narodzenie, za każdym razem uświadamiam sobie, jak ciężko jest iść śladami Tego, który leży w sianku i macha nóżkami. Jak trudno jest dać się Panu Bogu pokochać. Wciągnąć w logikę Miłości, która nigdy się nie kończy. Trudno?... Może trudno dlatego, że tak łatwo...

 

No więc 25 grudnia sprawowałem Eucharystię, udzieliłem Sakramentu Chrztu, pobłogosławiłem sakramentalne małżeństwo. Jednym słowem - oddałem się Miłości. Bo też przecież to właśnie wcielony Bóg poprzez sakramentalne znaki znów się narodził w tych, którzy postanowili Go przyjąć. Kapłan, setki ludzi, rodzice ochrzczonych dzieci, ich maleństwa, zakochana para młodych... Wcielona Miłość przeszła "między" nami. I przez nas. Zostawiła trwały ślad. I umocniła pragnienie, które wykrzykiwało przez cały Adwent: "Marana tha". Przyszedł. Jak zawsze. I zamieszkał między nami. Bez stałego adresu.

 

Miłość bezdomna. Ciągle w drodze. Tak bardzo "między", byśmy nie zapomnieli, że wszystko jest "przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie... A my naczynia gliniane. Nosiciele Miłości, która nie jest z nas...

 

 

25 grudnia 2013

 

 

AUTOR: Ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

 

 

ŹRÓDŁO: http://www.sorkovitz.blogspot.com