Nieśmiertelny skarb człowieka PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
wtorek, 01 listopada 2016 16:41

Kiedy stajemy nad grobami naszych bliskich, przyjaciół doświadczamy szczególnego przywiązania do życia. Nagle uzmysłowianiami sobie, że to wszystko, o co przez tyle lat zabiegaliśmy – rodzina, znajomi oraz nasz dorobek zostaje. Odchodzimy z tego świata nagle i bez niczego. Czy jednak naprawdę „bez niczego?” Zapominamy o swoim sercu i duszy – wszystkie uczynki zarówno te dobre jak i złe są naszym „majątkiem”, który zabieramy na tamten świat.

 

Staramy się nie myśleć o śmierci, unikamy tego tematu, jednak trzeba go poruszać.  Powinniśmy myśleć i innym przypominać stale o tym, że posiadamy nieśmiertelną duszę, że ona będzie po śmierci na zawsze cierpieć potępienie lub istnieć w niekończącym się szczęściu. Chcąc nie popaść w rozpacz z powodu popełnianych grzechów, trzeba nam wierzyć mocno w to, że kochający nas Bóg pragnie naszego zbawienia. Po to Jezus Chrystus umarł na krzyżu, aby każdy na wieki był szczęśliwy.


 

 

Musimy uwierzyć i pomóc innym to przyjąć, że każdy – największy nawet grzesznik – może z pomocą Bożą zmienić swoje życie i osiągnąć wieczne niebo. Dzięki miłości Bożej nie ma na ziemi takiej sytuacji, w której dla człowieka grzesznego nie byłoby ratunku. Zawsze można skorzystać z Bożej łaski, odrzucić grzech i dojść do wiecznego szczęścia. Ponieważ Bóg nas kocha niezmiennie, dlatego każdy może być zbawiony. Musi tylko porzucić swój grzech i kierować się w życiu Bożymi przykazaniami, Jego wolą.

 

Pytamy Boga, czemu nas powołał do życia skoro potem umrzemy i zabierzemy „na tamten świat” tylko nasze duchowe bogactwo, gromadzone przez całe życie. Nasze ciało po śmierci obumrze, a nieśmiertelna pozostanie tylko dusza. To ta "część" człowieka, dzięki której zachowujemy świadomość siebie, kiedy pokonujemy próg śmierci. Dusza nie ma końca, nigdy nie przestanie istnieć. To właśnie ona będzie ponosić odpowiedzialność za czyny człowieka. Kiedyś przyjdzie nam zdać sprawę z życia i ponieść konsekwencje swoich czynów. Ciągłość istnienia duszy może rodzić motywację do pracy nad sobą oraz przygotowywania się na spotkanie z Nim.

 

Świadomość istnienia duszy może również pomóc w kształtowaniu właściwego stosunku do sakramentu spowiedzi. Ujawnia też prawdziwą jej wartość, która jest pomocą w dobrym przygotowaniu duszy na spotkanie z Panem.

 

Człowiek stworzony na obraz Boży i podobieństwo, jest istotą złożoną z duszy i ciała, która z jednej strony należy zarówno do świata zewnętrznego oraz duchowego.

 

Tak, więc dzięki wielkiemu darowi, jakim jest dusza – stworzona przez Boga bez jakiegokolwiek pośrednictwa istot stworzonych – życie człowieka nie kończy się w momencie zamierania jego ciała. Człowiek “umiera” jedynie dla otoczenia, które nie może już z nim rozmawiać, słyszeć go ani dostrzegać jego nowej formy życia. Duchowe “ja” człowieka nie przestaje jednak istnieć. Nadal żyje, chociaż – ze względu na brak ciała – inaczej niż wtedy, gdy było z nim złączone. Tak jak u Jezusa zawiera się w nas dwoistość światów składających się na jedną osobę.

 

Powróćmy jednak do pytania: „ Co się dzieje z duszą w chwili śmierci?” Umiera tylko samo ciało, którego dusza już nie ożywia. Z chwilą śmierci zanikają w ciele wszystkie przejawy życiowe. Nie zanikają one jednak w samej duchowej duszy, która nie traci po śmierci ciała takich swoich cech jak: rozumność, zdolność do miłowania lub nienawidzenia, możliwość ponownego połączenia się z ciałem w dniu Zmartwychwstania, co dokona się w dniu ostatecznym. Śmierć jest takim “wyjściem” ludzkiego “ja” z tego świata, z tej rzeczywistości, w której istniało połączone ściśle z materialnym ciałem.

 

Świadoma dusza przechodzi do innej formy istnienia, którego my nie potrafimy poznać naszym wzrokiem, dotykiem ani słuchem. Dlatego nam, ludziom żyjącym na ziemi, wydaje się, że zmarłych już nie ma, że przestali istnieć. Tymczasem każdy umierający mógłby powiedzieć jak św. Teresa: “Ja nie umieram, ja wchodzę w życie” (św. Teresa od Dzieciątka Jezus).

 

Spójrzmy na nasze odejście pod kątem naszego radosnego spotkania z Bogiem. Otóż my, Jego dzieci po długim czasie rozłąki powracamy do kochającego i tęskniącego Ojca Niebieskiego. Spotkamy się z Tym, który nas stworzył i obdarował wszystkim, co posiada. W chwili śmierci możemy znaleźć się także w objęciach Ducha Świętego. To właśnie On wiernie w ukryciu – towarzyszył nam w ciągu życia swoimi radami, napełniał nas Swoim światłem, rozlewał bez przerwy Miłość Bożą w naszych sercach.

 

Poruszając temat odchodzenia nie możemy zapomnieć o największej ofierze – śmierci krzyżowej Jezusa Chrystusa. Przez to, że będąc Bogiem w ludzkiej postaci sam doświadczył cierpienia, poniżenia oraz ukrzyżowania zna doskonale ból, rozdarcie serca ludzkiego. Krwawy pot, który pojawił się na Jego ciele w Getsemani, pozwolił Mu zrozumieć, co znaczy konać w opuszczeniu, w otoczeniu tych, którzy nienawidzą. Wypełnienie woli Boga Ojca to akt całkowitego i dobrowolnego poddania się jej.

 

Umierający Jezus doświadczył też tego jak pomocna przy Jego konaniu była obecność kochających serc: Matki, umiłowanego ucznia i kilku innych jeszcze. Dlatego też prawdziwy Człowiek i Bóg nie chce, aby umierający byli osamotnieni w tym bardzo ważnym dla istnienia ludzkiego momencie. Zbawiciel przeżył cierpienie związane ze śmiercią, aby nam łatwiej było umierać.

 

Dla nas wszystkich powiedział, na Swoim Krzyżu, te słowa: "Panie, Tobie oddaję ducha Mego". Wypowiedział te słowa w udręce duchowej większej niż męka fizyczna, ażeby Pan złagodził cierpienie tych, którzy umierają myśląc o Nim. Szczególnie zaś chce przychodzić z pomocą chorym i umierającym. Pan pragnie być obecny przy śmierci każdego człowieka, aby go umocnić.

 

Nie tylko sam Bóg przychodzi nam z pomocą w ciągu całego naszego życia i w godzinie śmierci. W czasie każdej Mszy Świętej w wyznaniu wiary mówimy: „wierzę... w świętych obcowanie”. Świętych obcowanie, w które wierzy Kościół, ujawnia się między innymi w pomocy udzielanej konającym przez zbawionych. Miłość skłania ich do ciągłego pomagania nam, ludziom żyjącym jeszcze na ziemi.

 

Przychodzi nam także z pomocą Maryja, do której modliliśmy się i modlimy się słowami: “Módl się za nami, grzesznymi, teraz i w godzinie śmierci naszej”. Skłania Ją do tego Jej matczyna miłość do nas – Jej dzieci.

 

Prawda o świętych obcowaniu rodzi w nas przekonanie, że nikt nie przestaje kochać po śmierci. Jeśli ktoś kochał nas prawdziwie za życia, będzie nas kochał jeszcze bardziej po śmierci.

 

Śmierć może stać się ostatnią formą naszego udziału w Ofierze Eucharystycznej, będącej uobecnieniem zbawczej ofiary krzyżowej naszego Odkupiciela. Przez wszystko – a więc przez całe nasze życie i przez śmierć – możemy uczestniczyć w Jego ofierze.

 

Zadbajmy już teraz, aby nie odejść z tego świata bez pojednania się z Bogiem, a potem wiecznie radować się w Królestwie Niebieskim.

 

 

autor: Beata Fabiś

 

 

 


Poprawiony: wtorek, 01 listopada 2016 10:57