Wizja Chrystusa - Sędziego czasów ostatecznych PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
wtorek, 03 listopada 2015 09:47

... weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata (Mt 25,34)

 

Kiedy apostołowie po wniebowstąpieniu Jezusa wpatrywali się w niebo, „przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach i powiedzieli: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba" (Dz 1,11). Wiara w ponowne przyjście Pana przenika cały Nowy Testament. Wszystkie Ewangelie wzywają do czujności, bo Syn Człowieczy przyjdzie, Apokalipsa kończy się modlitwą: „Przyjdź, Panie Jezu!" (22,20).

 

1. Chrystus Król przyjdzie jako Sędzia

Co trzeba czynić? Jak trzeba żyć na ziemi, żeby znaleźć się po prawej stronie Chrystusa Króla i Sędziego w chwale? Jak należy postępować, by w dniu ostatecznym usłyszeć radosne słowa Króla i Pasterza dusz naszych? „Pójdźcie błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata" (Mt 25,34). Odpowiedź dzisiejszej Ewangelii jest prosta i jednoznaczna: droga na spotkanie Króla wiedzie przez konkretne czyny miłości i poprzez najmniejszych braci. Wiara w Jezusa Chrystusa powinna działać przez miłość. Pierwszym owocem Ducha, którego otrzymaliśmy we chrzcie i bierzmowaniu jest miłość. Wiara bez miłości jest niczym.

 

 

Syn Człowieczy na końcu czasów przyjdzie w chwale do swego królestwa i odda każdemu według jego uczynków. Wezmą oni w posiadanie królestwo, tj. wejdą pod pełne i ostateczne panowanie Boga, uczestniczyć będą w Jego chwale, „odziedziczą życie wieczne" (Mt 19,29; 25,46), „wejdą do radości swego Pana" (25,21).

 

Drogą do „radości Pana" są czyny miłości i dobroci, które sprawiedliwi pełnili wobec najbardziej potrzebujących, zaznaczając przy tym, że pełnili je wobec Niego samego. Te właśnie czyny sprawiły, że zostali przyjęci do królestwa chwały.

 

a) Droga czynów. „Po tamtej stronie śmierci słowa już nic nie znaczą, nie zawracają ludziom głowy; nie otrzymuje się za nie honorarium..." (J. Twardowski). Dobrze odczytał Ewangelię poeta. Po tamtej stronie śmierci znaczą czyny, a nie słowa. Dlatego właśnie nie ten, „który Mi mówi: Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie" (Mt 7,21). Pan i Sędzia rozpozna swoich nie po pięknych słowach i deklaracjach, lecz po czynach. Idąc do Ojca wszystko tu zostawimy - dyplomy, tytuły, godności. Tylko nasze czyny pójdą za nami: „I usłyszałem głos, który z nieba mówił: «Napisz: Błogosławieni, którzy w Panu umierają — już teraz. Zaiste, mówi Duch, niech odpoczną od swoich mozołów, bo idą wraz z nimi ich czyny»" (Ap 14,13). Pan zna czyny swoich wiernych (Ap 2,2), pochwala je i nagradza. Prawdziwych uczniów Jezusa poznaje się nie po pięknych słowach, lecz po czynach. Słowa bez czynów, to jak zdewaluowane pieniądze, jak papiery bez pokrycia.

 

b) Droga czynów miłości. Dzisiejsza Ewangelia uczy nas, jakie powinny być te czyny. Do królestwa Ojca prowadzą nas czyny miłości i dobroci.

Sędzia czasów ostatecznych wylicza sześć wzorcowych i przykładowych czynów miłości i dobroci, które sprawiedliwi pełnili wobec najbardziej potrzebujących; są to następujące czyny: nakarmienie głodnego, napojenie spragnionego, przyjęcie w dom przybysza (chodzi tu o człowieka wypędzonego z własnej ojczyzny, bez praw i opieki), przyodzianie nagiego, odwiedzenie chorego (człowiek bez opieki), odwiedzenie więźnia. Wszystkie te czyny są bardzo zwykłe i proste; potrafi je wypełnić każdy człowiek. Nie chodzi więc o nadzwyczajne dzieła chrześcijańskiej miłości, lecz o zwykłą pomoc okazywaną tym, którzy jej potrzebują -na co dzień. Tekst ten zasługuje na głębszą refleksję; za zwykłe, codzienne czyny miłości Pan obdarza chwałą; czyny miłości sięgają nieba, mają wymiar eschatologiczny. Będziemy sądzeni z miłości. Ale również i potępienie, odtrącenie od Pana, ogień wieczny, nie jest karą za jakieś wielkie zbrodnie i grzechy, lecz za zwykłe zaniedbanie czynów miłości i dobroci. „Byłem głodny, a nie daliście mi jeść..." (25,42). Werdykt Sędziego: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny..." (25,41). Przerażające! Za zwykłe zaniedbanie dobra, aż taka kara! Brak miłości i dobroci jest czymś tak złym, jak grzech; prowadzi bowiem do tych samych konsekwencji, tj. do ognia wiecznego. Czyny miłości i dobroci będą miarą w sądzeniu wszystkich ludzi. Za czyny zwykłej ludzkiej miłości -królestwo niebieskie; za brak miłości i dobroci - ogień wieczny.

 

c) C. Carretto w Listach z pustyni umieścił uroczy fragment pt. „Będziecie sądzeni z waszej miłości". Opowiada o pewnym wydarzeniu, jakie przeżył na Saharze pod wielkim kamieniem pomiędzy Tit i Silet. „Nie chcę się już oszukiwać, nie mogę się już więcej oszukiwać. Rzeczywistość jest taka, iż ze strachu przed chłodem nocy nie byłem zdolny dać swego koca staremu Kada. Rzeczywistość ta oznacza, że kocham bardziej własną skórę niż skórę mojego brata...". To przeżycie - sen - wstrząsnęło nim: „.. oparłem się miłości, nie potrafiłem odpowiedzieć na jej wezwanie..." „Jaką ma wartość dobre odmawianie brewiarza, uczestniczenie we Mszy świętej, skoro nie akceptuje się miłości?". „«Będziecie sądzeni z waszej miłości» - krzyczy do mnie ten skrawek pustyni między Tit i Silet".

 

2. Chrystus będzie sądził z miłości

 

Powstaje jednak uzasadnione pytanie, kogo mają miłować uczniowie, żeby posiąść królestwo?

a) Na pytanie to Jezus daje jasną odpowiedź. Trzeba miłować Jego najmniejszych braci (Mt 25,40). Kim są ci najmniejsi bracia? Kim są ci biedni, głodni, więźniowie, nadzy i chorzy? Oznaczają oni nie tylko chrześcijan i uczniów Jezusa (por. Mt 14,42; 18,5), lecz wszystkich biednych, uciśnionych, nieszczęśliwych (Mt 25,33.45). Najmniejszymi braćmi Jezusa są ci wszyscy, którzy obiektywnie potrzebują pomocy i wsparcia, niezależnie od ich pochodzenia i subiektywnych dyspozycji. Syn Człowieczy widzi swego brata w każdym cierpiącym. Jego miłość rości sobie prawo do solidaryzowania się z każdą ludzką nędzą w całej jej rozciągłości i głębi. Miłość chrześcijańska albo obejmuje wszystkich bez wyjątku ludzi, nawet wrogów i nieprzyjaciół (Mt 5,43-48; Łk 10,36), albo jej w ogóle nie ma. R. Brandstaetter nazwał to słusznie „zejściem Jezusa do otchłani ludzkiej egzystencji".

 

b) Najciekawszym i najdonioślejszym elementem dzisiejszej Ewangelii jest utożsamienie się Chrystusa z najmniejszymi braćmi: „A Król im odpowie: «Zaprawdę powiadam wam: wszystko co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili»" (Mt 25,40). Czyniąc dobrze najmniejszym braciom czynimy dobrze samemu Chrystusowi.

 

To pełne tajemnicy identyfikowanie się Chrystusa z ludźmi, szczególnie biednymi i prześladowanymi, ma swoje odpowiedniki w Nowym Testamencie: Jezus utożsamia się ze swoimi uczniami (Mt 10,40-42; por. Mt 18,1-22; Dz 9,5 n.); z prześladowanymi członkami Kościoła; kto ich prześladuje, prześladuje samego Chrystusa. Nowością i oryginalnością naszego tekstu (Mt 25,40) jest rozciągnięcie tej identyfikacji nie tylko na uczniów i wyznawców Jezusa, lecz na wszystkich biednych i potrzebujących. Sprawiedliwi dopiero w godzinę sądu dowiedzą się, że wspomagając potrzebujących, czynili dobrze samemu Królowi-Sędziemu. Ze zdziwienia sprawiedliwych wynika, że czynili dobrze potrzebującym z serca, nie myśląc wcale o nagrodzie niebieskiej. Czynili dobrze bezinteresownie. Dopiero od Sędziego dowiadują się, że spotykali się z Nim w każdym małym bracie. To pełne tajemnicy utożsamienie się Chrystusa z najmniejszymi braćmi sprawia, że ludzki czyn miłości i dobroci ma wymiar chrystocentryczny, przez kogokolwiek byłby on wypełniony (anonimowe chrześcijaństwo?).

 

c) Na czym polega utożsamienie się Chrystusa z najmniejszymi braćmi? Oczywiście, nie oznacza ono jakiegoś fizycznego wcielenia się Chrystusa w biednych tego świata. On dla wszystkich jest wywyższonym Panem i Sędzią. Nie chodzi też tylko o zwykłą ludzką solidarność. To zjednoczenie z najmniejszymi braćmi należy rozumieć w świetle Wcielenia i Odkupienia. Syn Boży stał się człowiekiem, żebyśmy Go mogli również spotkać w człowieku i służyć Mu w człowieku. Jan Paweł II idąc za ostatnim Soborem naucza: „Syn Boży przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem" (RH 18; por. KDK 22); „wszedł w jego serce" (RH 8). Przez odkupienie natomiast ogarnął wszystkich ludzi swą nieskończoną miłością. Dlatego czyniąc dobrze bliźnim, czynimy to również Jemu.

 

Współczesna teologia, zastanawiając się nad tymi tekstami, mówi o tzw. sakramencie brata, sakramencie, którym jest bliźni. Brat, bliźni jest znakiem obecności Chrystusa. W człowieku spotykamy Boga. W biednych i w potrzebujących przychodzi do nas incognito Chrystus. Ten, który stał się człowiekiem, przychodzi do nas po ludzku, pod przebraniem najmniejszego z braci. Przydarzyło się to Szymonowi z Cyreny: został zmuszony do dźwigania krzyża skazańca, cierpiącego człowieka, a to był Krzyż Jezusa. Przydarzyło się to na drodze do Emaus: w postaci zmęczonego wędrowca spotkali zmartwychwstałego Pana. Bliźni jest żywym sakramentem Chrystusa.

 

Jest to dla nas wielka szansa i wielkie ryzyko. Najpierw wielka szansa! W bliźnim, w bracie, z którym żyję, mogę spotkać Pana, mogę miłować Pana, mogę Panu służyć. To rzeczywiście wielka szansa! Jest to również wielkie ryzyko. Mogę się minąć z Chrystusem, który przechodzi obok mnie w drugim człowieku. Kiedyś pisał św. Augustyn: Timeo Deum transeuntem. „Boję się Boga przechodzącego obok w Chrystusie". Bójmy się, żeby się z Nim nie minąć. Przy spotkaniu z człowiekiem rozstrzyga się nasz los ostateczny: królestwo wieczne lub ogień wieczny.

 

Spotkanie z człowiekiem - to prawdziwa antycypacja ostatecznego sądu.

 

3. Chrystus a najmniejsi bracia dziś

 

W naszych czasach prawdę tę w szczególny sposób przeżyła i wyciągnęła z niej wszystkie konsekwencje Matka Teresa z Kalkuty:

„Praca Matki Teresy jako misjonarki miłości była spontaniczną odpowiedzią na cierpienie i nędzę Kalkuty. Ze swego okna w klasztornej szkole loretańskiej widziała slumsy Motijhil, a kiedy znalazła się wśród ludzi, którzy tam żyli, ujrzała w nich cierpiącego Chrystusa. Porzucone dzieci stały się dla niej Dzieciątkiem Jezus, szukającym nowego Nazaretu, umierający w rynsztokach chorzy - Chrystusem ponownie przeżywającym swą mękę. Konający z głodu nędzarze byli Chrystusem bezdomnym, Chrystusem nagim lub uwięzionym, Chrystusem głodnym i spragnionym. On sam przecież się z nimi identyfikował w Ewangelii świętego Mateusza" (K. Spink, Łańcuch miłości, Warszawa 1987, s. 10).

 

Z tej inspiracji i z tej wiary powstało wspaniałe dzieło, które dotarło aż do Polski. Matka Teresa uświadomiła nam, że i w Polsce jest też Kalkuta, chociaż może nie na ulicy. Trzeba było obcych sióstr, by nam przypomnieć ABC Ewangelii. Siostry były zaszokowane, znajdując samotnie cierpiących i umierających ludzi.

 

Każda Eucharystia jest spotkaniem z uwielbionym Panem, jest prawdziwą antycypacją ostatecznego sądu. Szczególnie Eucharystia ostatniej niedzieli roku kościelnego przypomina sąd Syna Człowieczego. Wszystkich nas czeka sąd. Syn Człowieczy w chwale będzie nas sądził z miłości.

 

Czy jesteśmy gotowi na sąd Boży?

 

Popatrzmy na nasze dłonie, co w nich niesiemy na Boży sąd? Autentyczne czyny miłości i dobroci, czy puste słowa, zdewaluowane pieniądze?

Spotkanie z Panem na sądzie będzie zależeć od tego, jak spotykamy się z Nim w najmniejszych braciach. Pan przyjmie i rozpozna tych, co służyli My w braciach. Do wieczności na spotkanie z Panem idzie się po schodach miłości i dobroci.

 

AUTOR: Śp. Ks Józef Kudasiewicz

 

ŹRÓDŁO:

Poprawiony: wtorek, 03 listopada 2015 11:44