Przekazywanie wiary: "Czcij ojca swego i matkę swoją" Drukuj
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
czwartek, 10 stycznia 2013 23:31

Poniższa homilia powinna trafić do działu z homiliami, jednak umieszczam ją w innym dziale, ponieważ oddaje to wszystko co daje się zauważyć we współczesnym świecie, także w naszym kraju. Czytania pochodzą ze święta Objawienia Pańskiego, ale tak naprawdę cała homilia dotyczy stosunku do miłości, miłości do człowieka, do ludzi, którzy mają bardzo trudne zadanie i ciąży na ich barkach ogromna odpowiedzialność - RODZICÓW.
Miałem okazję spotkać się już z przypadkami potraktowania własnych rodziców w sposób, który napewno nie jest podziękowaniem za ogromny trud wychowawczy jaki ciąży na rodzicach.

 

Odnosząc się więc do wspomnianego w tej homilii przykazania "Czcij ojca swego i matkę swoją" pragnę zwrócić uwagę na znaczenie tego przykazania a wspaniałe przedstawienie tego, co daje się zauważyć w naszym polskim społeczeństwie niech będzie tą pomocą, drogowskazem - jak należy postępować a jak nie należy postępować, aby uszanować ten dar jakim są rodzice.

 

W obecnych czasach uczy się dzieci takich postaw, które niestety w późniejszym czasie może mieć poważne konsekwencje dla rodziców. Dlatego postanowiłem włączyć tą homilię do tej serii PRZEKAZYWANIA WIARY, jako pomoc dla nas wszystkich, aby w sposób naprawdę przemyślany, zgodny z wolą Boga i zawartym w Dekalogu przykazaniem nauczyć młode pokolenie właściwego stosunku i szacunku do rodziców. Warto więc wgłębić się ten tekst, przeanalizować go dokładnie i zastanowić się, czy wspomniane w homilii błędy, negatywny stosunek był naszym udziałem, czy w naszym wychowaniu nie popełniliśmy podobnych błędów - jako rodzice i jako dzieci. Konsekwencja złego wychowania będzie potem zły owoc w postaci egoistycznie nastawionych dzieci, które odwrócą się od swoich rodziców w czasie, kiedy rodzice będą potrzebowali wsparcia, pomocy, opieki ze strony swoich dzieci.



Zapraszam więc do przeczytania tej homilii i rozważenia jej  w kontekście Przekazywania Wiary dzieciom, aby zebrać w późniejszym czasie te dobre owoce, aby doświadczyć tej miłości i szacunku ze strony własnych dzieci.
Często te dobre lub złe owoce zauważa się lub doświadcza dopiero na starość. Obyśmy nie doświadczyli tego braku miłości ze strony własnych dzieci lądując na stare lata w domu starców lub domu opieki - jako niepotrzebna przeszkoda w życiu naszych pociech, którym poświęciliśmy tyle czasu, oddaliśmy tyle miłości.

 

(Wstęp: Redakcja Via Ad Deum)

 

Powstań! Świeć! Daj świadectwo!

 

Gdy chłopak i dziewczyną tworzą parę to bywa, że na jakimś etapie tej znajomości, tej miłości, chłopak prosi albo żąda od dziewczyny dowodów miłości. Innymi słowy – chce zaciągnąć ją do łóżka. Czasy się zmieniają – może dzisiaj dziewczyny żądają dowodów miłości? Nie wiem.

 

Wiem jednak, że miłość rzeczywiście wymaga dowodów, ale w tym wypadku prawdziwym dowodem jest stanowcze "nie" a jak to nie pomoże to "kopa w tyłek".

 

Mówię to nie po to, by zacząć kazanie o miłości czy narzeczeństwie, ale po to, by uzmysłowić nam tę prawdę, że rzeczywiście pewne wewnętrzne przeżycia, uczucia, doświadczenia wymagają potwierdzenia przez zewnętrzne działania, czyny, dowody.

 

Mówisz, że kochasz? Pokaż dowody tej miłości!

 

Mówisz, że wierzysz? Pokaż dowody tej wiary!

 

Zamiast mówienia o dowodach możemy też mówić o byciu świadkiem, dawaniu świadectwa.

 

I o tym ma być dzisiejsze kazanie. Prorok Izajasz wzywa nas dzisiaj: "Powstań! Świeć!" (Iz 60,1a). Współgra to Ewangelią Mateusza: "Wy jesteście światłem świata. (…) Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie." (Mt 5,14a.16) Współgra to także z Listem św. Jana (fragment czytany wczoraj): "Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą!" (1J 3,18)

 

Nie tylko deklaracje, słowa, intencje, postanowienia, ale konkrety, które są sprawdzianem naszej prawdziwości i uczciwości.

 

Jakie będą wyniki takiego sprawdzianu? Najlepiej to pokaże sąd ostateczny, ale już tu na ziemi warto sobie robić rachunek sumienia.

 

Dzisiaj chciałbym zadać kilka pytań do rachunku sumienia w jednej tylko kwestii. W kwestii jednego przykazania: "Czcij ojca swego i matkę swoją".

 

Zostawmy ten etap, gdy jako dzieci mamy być posłuszni rodzicom, którzy biorą za nas odpowiedzialność. Rozpatrzmy to przykazanie w sytuacji, gdy jesteśmy już dorośli.

 

Pierwsza rzecz, która wynika z przykazania to konieczność odejścia od rodziców. Tak – odejścia! Przychodzi moment, gdy od rodziców trzeba odejść. Urodzili, wychowali, wykształcili i dość. Bądź im wdzięczny do końca życia, okazuj tę wdzięczność, ale odejdź. Dosadnie i konkretnie mówi o tym Biblia: "Rzekł [Jezus]: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem." (Mt 19,5)

 

Są tacy, którzy nigdy nie odejdą. Będą jak pijawki przyssane do żył ojca i matki, babci. Do końca ich dni. Powiem dosadnie: przestań doić swoich rodziców. Oni nie po to są.

 

Nie chodzi mi oczywiście o sytuacje, gdy rodzina pomaga sobie w kryzysach i nieszczęściach. Chodzi o te sytuacje, gdy dzieci bezlitośnie i z wyrachowaniem wykorzystują swoich rodziców. A tak bywa i to jest złe. Kto tak robi – odpowie przed Bogiem. Kto tak robi nie kocha swoich rodziców.

 

Jest jeszcze inny wymiar tego odcięcia. Człowiek dorosły nie może być posłuszny swoim rodzicom. Człowiek dorosły ma szanować i czcić rodziców, ale nie może być swoim rodzicom posłuszny. Jak masz swoją rodzinę, jak masz swoje życie, to nie mama i tata mają decydować o wszystkim, ale ty i twoja żona, twój mąż.

 

Oczywiście możesz i powinieneś czasem zaczerpnąć ich rady, nawet się spytać, w ich życiu możesz znaleźć wiele bezcennych doświadczeń, ale to jest tylko konsultacja – oni nie decydują. Ty decydujesz i ty jesteś odpowiedzialny za swoje decyzje. I te mądre i te głupie.

 

Kolejny wymiar realizacji przykazania "Czcij ojca…" jest troska o swoich żyjących rodziców. Przychodzi taki moment, gdzie odwraca się historia. Kiedyś oni dawali ci jeść i przewijali a teraz ty masz im dać jeść a bywa, że przewinąć. To jest troska o ich zdrowie, to jest troska o ich szczęście, troska, by nie byli, nie czuli się samotni.

 

W ten wymiar włączona jest także troska o życie religijne twoich rodziców. O to, by dowieźć mamę do kościoła a kiedy trzeba dowieźć do mamy księdza ze spowiedzią i komunią.

 

Tyle piękna i prawdy jest w widoku staruszki czy starca wspierającego się na ramieniu syna, idących przez kościół.

 

Następnym wymiarem przykazania jest troska o dobrą śmierć swoich rodziców. Życie każdego z nas ma swój naturalny kres. Trzeba szanować swe życie, troszczyć się o nie, ale przychodzi czas śmierci.

 

Tego nie da się zaplanować, nie wszystko leży w naszych możliwościach, ale ważne by mieć to w głowie jako zasadę, że człowiek (jeśli to tylko jest możliwe) powinien umierać w domu, pośród swoich bliskich, trzymając kogoś za rękę, niż gdzieś w szpitalu, w samotności, za parawanem.

 

Czcić ojca swego i matkę swoją to pożegnać się przed śmiercią, to podziękować ojcu i matce albo (życie jest różne) przebaczyć ojcu lub matce.

 

A potem matka czy ojciec mają swój grób. To nie musi być granitowy czy marmurowy pomnik. Gdyby twoi zmarli rodzice mogli ci coś dzisiaj powiedzieć, to powiedzieliby "zbij z czterech desek oblamówkę i posadź kwiaty a to czego potrzebuję od ciebie to twoja modlitwa".

 

Jak się nie modlisz za swoich rodziców to nie wciskaj kłamstwa, że ich kochałeś. Jeśli się nie modlisz to kosztowny pomnik przyszykowałeś tak naprawdę sobie, by oszukać swoje sumienie, poprawić swój wizerunek. I może po to, by nie łazić ciągle na ten cmentarz.

 

Kto kochał swoich rodziców – modli się za nich. Modli się, bo nikt z nas nie ma i nie miał rodziców doskonałych. Dotknięci byli, jak każdy, słabością i grzechem.

 

Jeśli stawiasz na grobie lampkę a za tym nie idzie twoja modlitwa to już w momencie zapalenia ta lampka jest śmieciem, nic nie znaczy, nie ma żadnej wartości.

 

Są na naszym cmentarzu zmarli za których dzieci nigdy nie zamówiły wypominek, nigdy nie zamówiły Mszy Świętej – wstyd.

 

Przy tej okazji warto przypomnieć pewną regułę. Jeśli nie zamawiasz intencji Mszy Świętej za swoich zmarłych rodziców to masz niemal absolutną pewność, że żadne twoje dziecko nie zamówi tej Mszy za ciebie. Skąd miałoby wpaść na taki pomysł?

 

Ale i wypominki, i Msza święta mogą stać się takim granitowym pomnikiem. Na zewnątrz ładnie, ale tak naprawdę, tych zmarłych rodziców nie będzie w twojej pamięci i w twoim sercu.

 

Módl się osobiście za zmarłych rodziców. I pamiętaj, że oni, czy to z nieba, czy z czyśćca modlą się za ciebie.

 

Czcij ojca swego i matkę swoją. Troszcz się, by odejść, by nie traktować ich jak banku udzielającego bezzwrotnych pożyczek. Troszcz się o ich życie, zwłaszcza gdy ogarnia ich starość i brakuje im sił. Troszcz się o ich dobrą śmierć. Zatroszcz się o swoją modlitwę nad ich grobem.

 

Miłość rzeczywiście wymaga dowodów.

 

AUTOR:  Ks. Zbigniew Paweł Maciejewski

 

Uroczystość Objawienia Pańskiego, C, Iz 60,1-6; Ps 72,1-2.7-8.10-13; Ef 3,2-3a.5-6; Mt 2,3; Mt 2, 1-12, Winnica 6 stycznia 2013 roku.

 

ŹRÓDŁO:  http://zpm.natan.pl

 

Poprawiony: piątek, 11 stycznia 2013 00:44