Zwycięstwo uniżenia PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
niedziela, 25 marca 2018 21:00

W Niedzielę Palmową przyglądamy się Jezusowi zdążającemu do Jerozolimy, siedzącemu na oślęciu. Widzimy tłumy osób, które słały na drodze swe płaszcze i gałązki ścięte na polach oraz słyszymy radosne: „Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego Dawida, które przychodzi. Hosanna na wysokościach!”

 

 

 


Jezus wielokrotnie powstrzymywał się wobec zabiegów ludu, który pragnął Go uczynić królem. Tu jednak widzimy Go w zupełnie innej postawie. Zostaje obwołany Tym, który przynosi zbawienie, który przychodzi wprowadzić królestwo Dawidowe. Wjazd na oślęciu, pośród rozentuzjazmowanego tłumu, wskazuje na godność królewską i mesjańską Jezusa. Potwierdzają to szaty złożone na oślęciu i ścielone na drodze oraz zielone gałązki słane przed Nim przez lud. Ten tryumfalny wjazd ma miejsce parę dni przed męką Chrystusa. Dostrzec możemy tu odniesienie do proroctwa Zachariasza: „Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny - jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy (Za 9,9)”.


Po triumfalnym wjeździe do Jerozolimy Jezus powraca do swoich przyjaciół do pobliskiej Betanii, to właśnie tam spędzi ostatnie dni przed męką. Jaki ma sens Jego powrót? Wraca do Betanii, by tam przygotować się do tego, czego nawet Jego uczniowie nie pojmują - Jezus będzie Mesjaszem cierpiącym. Uczniowie nie rozumieją krzyża. Dla nich nie do pojęcia jest to, by Mesjasz miał cierpieć i że w Nim mają się spełnić przepowiednie proroka Izajasza o cierpiącym "Słudze Jahwe".


Kiedy Jezus dociera do Jerozolimy, Jego kroki kierują się do świątyni. Idzie, by oddać hołd swemu Ojcu. Ma świadomość, że to, Kim jest, pochodzi wyłącznie od Ojca. Także przyjęcie krzyża, które już niedługo nastąpi, będzie oddaniem Bogu Ojcu czci za tych, którzy Mu tej czci odmówili swoimi grzesznymi postawami. W tym bezgranicznym oddaniu „Jezus Chrystus, istniejąc w postaci Bożej... ogołaca samego siebie, przyjąwszy postać sługi... uniża samego siebie" (Flp 2, 6-8).” I trwa w tym uniżeniu, w tym ogołoceniu własnego wnętrza. Idzie tym wyniszczonym, ogołoconym wnętrzem - On, Syn Człowieczy - ku wydarzeniom, które przyniosą najbliższe dni. Ku wydarzeniom, wśród których to Jego wewnętrzne uniżenie, ogołocenie, wyniszczenie przyoblecze się w zewnętrzne kształty: będzie oplwany, ubiczowany, zelżony, wyszydzony, odrzucony przez własny lud, skazany na śmierć, ukrzyżowany - aż wypowie ostatnie słowa "wykonało się" i odda ducha swego Ojcu.

 

Jezusowa miłość mówi też nam, że być z Bogiem to znaczy znaleźć się po stronie Jego niemocy i słabości. On nam niczego, w sensie ziemskim nie obiecuje. Do końca będzie wszystko zakryte, nie dowiemy się tego, co jest przed nami, tak, jak było do tej pory. Skierujmy swój wzrok na Chrystusa. Przez kilka lat był ogromnie aktywny: głosił kazania, nauczał i pomagał, był stale otoczony wielkimi tłumami i ciągle przenosił się z miejsca na miejsce. Natomiast w Ogrodzie Getsemani został wydany tym, którzy nie cierpieli Jego i Jego słów. Został wydany, aby stać się obiektem działań innych ludzi. Został aresztowany, wyszydzony, torturowany. Tajemnicą życia Jezusa było to, że wypełnił swoją misję na ziemi, poddając się temu, co zrobili Mu inni.


Wydarzenia te uświadamiają nam, że radość i cierpienie to konieczne strony życia, Jezus nie zatrzymuje się nad śmiercią, jako nad jakąś katastrofą. Patrzy poza nią i wskazuje na zmartwychwstanie. Nie zaprasza do żadnego innego świata, nie patrzy z oddali, nie przekonuje, że będziemy żyli w jakimś nowym stanie, w jakiejś cząstce kosmicznej rzeczywistości. Mówi jedynie: każdy dobry gest woli, praca przynoszące owoce będą — mocą zmartwychwstania — przeniesione zostanie w szczęście wieczności.

 

autor: Beata Fabiś