Wspólnota drogą do świętości PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
niedziela, 28 października 2018 22:00

Jak połączyć Uroczystość Poświęcenia Kościoła własnego z przypadającymi wkrótce dniami poświęconymi tym, którzy odeszli już do Domu Ojca? Czy jest to możliwe?

 

Na ogół kościół kojarzy się nam z budynkiem, ale czym byłby on bez Chrystusa i bez nas? Dzień poświęcenia kościoła jest do pewnego stopnia porównywalny z chrztem człowieka. Człowiek staje się świątynią Boga przez chrzest; budynek - przez poświęcenie i namaszczenie. Gdy więc dziecko przychodzi na świat, jest nowym istnieniem ludzkim, nowym człowiekiem. Od momentu Chrztu Świętego staje się dzieckiem Boga i miejscem Jego zamieszkania na ziemi, Jego świątynią. Kościół jest to stały symbol Jego zbawczej obecności wśród nas. To właśnie świątynia jest znakiem wszystkich wierzących i każdego z osobna. Słowem „Kościół” określamy, bowiem wszystkich wierzących w Chrystusa i nierozerwalnie przez chrzest złączonych z Nim. Tym samym słowem nazywamy także poświęcony i namaszczony budynek - miejsce, w którym dostępujemy Bożego miłosierdzia i otrzymujemy pokarm na życie wieczne.

 

 

 

Zapewne pamiętamy prośbę Pana Jezusa z Ostatniej Wieczerzy: „Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili jedno w nas”  (J 17, 21). Chrześcijanie stają się prawdziwym Kościołem Jezusa Chrystusa i żywą świątynią Boga na ziemi, gdy trwają w jedności. W domu rodzinnym nie jesteśmy kimś obcym, lecz domownikami. Chrystus jest fundamentem Kościoła, a od nas – jego budowniczych zależy jak będzie wyglądał. Nasze życie już od początku wiąże się ze wspólnotą.  Bóg stwarza nas i doprowadza do doskonałości z pomocą ludzi. To właśnie w Nim zachodzi ciągła wymiana miłości i dobra. Ojciec nieustannie oddaje się Synowi, Syn Ojcu i ta miłość między nimi jest Duchem Świętym. Nie ma życia bez wspólnoty. Nie ma miłości bez wspólnoty. Jak mielibyśmy nauczyć się miłości, jeśli nie byłoby, komu co podarować? Dlatego nie osiągniemy szczęścia w pojedynkę. To jest najgłębsza racja istnienia domu, rodziny, państwa, Kościoła.


Często wierzący mówią: „Cóż ja znaczę, czy byłbym w Kościele, czy nie…” Jeśli z naszego Bożego Domu wyciągniemy jedną cegłę. Brzydko by to wyglądało. Zrobiłaby się dziura. Natomiast, kiedy wyciągniemy kilkanaście takich cegieł lub kilkadziesiąt, to ściana się zawali. Tak, więc każdy ochrzczony jest ważny, ponieważ bez niego ściany Kościoła zaczną się chwiać, a w pewnym momencie mogą runąć.


Podobnie jak w rodzinie istnieją więzy krwi, tak w Kościele jesteśmy związani ze sobą duchowo, niewidzialnie. To związanie wydarzyło się na Chrzcie Świętym. Zostaliśmy włączeni najpierw w Bożą rodzinę, czyli życie Ojca, Syna i Ducha Świętego, a następnie w ludzką wspólnotę wierzących. Nie na niby, nie na krótką chwilę, ale na całą wieczność. Razem, jako wspólnota pielgrzymujemy ku Niebu i świętości.


„Wierzę w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, świętych obcowanie, żywot wieczny. Amen”. Wymieniając podmioty naszej wiary pod koniec Składu Apostolskiego być może niekiedy umyka nam rzeczywistość kryjąca się pod słowami „świętych obcowanie”.


„Świętych obcowanie”, które wyznajemy w czasie każdej Mszy Świętej posiada wiele znaczeń. W kontekście Uroczystości Wszystkich Świętych warto zwrócić uwagę, że oznacza ono wspólnotę wszystkich wierzących w Kościele, a więc Kościoła pielgrzymującego, czyli ziemskiego, i Kościoła chwalebnego w niebie. Jedność ta wyraża się we wzajemnych relacjach. Święci w niebie orędują za nami, modlą się za nas, pozostają solidarni z nami pielgrzymami w naszej ziemskiej sytuacji. Stanowią świetlany wzór życia. Natomiast my pielgrzymi powierzamy się świętym w naszych potrzebach, a także modlimy się za tych, którzy oczyszczając się w czyśćcu przygotowują się do spotkania z Bogiem „twarzą w twarz”. Stanu czyśćca nie należy pojmować jedynie, jako kary, lecz jako przygotowanie do pełnego zjednoczenia z Bogiem w niebie. Aby zmarli mieli udział w Chrystusowym zwycięstwie nad śmiercią, oczyszczenie winno być całkowite. Istotą kary doświadczanej po śmierci wydaje się tymczasowa rozłąka z Bogiem. Dusza ludzka, poznając po śmierci pełnię miłości, pragnie zjednoczenia z Nim, a równocześnie rozpoznaje, że jeszcze nie jest tego godna, i szuka możliwości oczyszczenia. Bóg w swoim miłosierdziu odpowiada na to pragnienie poprzez działanie, które nazywamy czyśćcem.


Świętych obcowanie, a wiec duchowa jedność Kościoła pielgrzymującego i Kościoła chwalebnego, to przedziwna „pamięć” kościelna, gwarantowana przez Ducha Świętego, łączącą wszystkich wierzących. Chrześcijanie są świeci na mocy wspólnoty w łasce, którą wysłużył Chrystus i której udziela Duch Święty. Ci, którzy żyją w stanie łaski, są świętymi w najwłaściwszym znaczeniu. Świętość nie jest stanem zbawionych w niebie, ale jest stanem wierzących, żyjących w wolności od grzechu. Ci zmarli, którzy po śmierci doświadczają czyśćca, są już bezpieczni, bo znaleźli się w Bożych rękach. Mogą być pewni zbawienia, na którego pełnię muszą się jeszcze przygotować. Boga, bliźniego i samego siebie.


Wspólnota, którą tworzymy jest, więc naszą drogą do świętości. Mimo różnych trudności, jakie napotkamy na niej idźmy tą drogą. Warto. Na jej końcu czeka na nas Bóg.

 

autor: Beata Fabiś

 

 



Poprawiony: niedziela, 28 października 2018 22:21