| Nigdy nie była "robotem łaski pełnym" |
|
| Wpisany przez TOMASZ32-VAD |
| wtorek, 06 listopada 2012 18:30 |
|
Jest "umajona", cicha i piękna, jak wiosna. Między słowami litanijnych wezwań oddycha prawdziwa matka, panna, róża, pocieszycielka, królowa. Kobieta niezłomna, bohaterka szarej codzienności. Zaprzyjaźniona z Bogiem, aniołami, prorokami, męczennikami. Przeżyła wiele. Bóg ją "wychłostał" doświadczeniami ponad ludzkie siły. Czy w sercu jej pojawiały się zwątpienie i niepewność, lęk i strach? Nie wiem (a może nie chcę wiedzieć, bo nie wypada, bo jakże?...). Może i tak. Ona też była glinianym naczyniem. Niektórzy robią z Miriam robota, maszynę pełną łaski, cyborga - była czysta czyściutka, niepokalana, więc?... Więc co?... Nie była "robotem łaski pełnym", nie była bezmyślna. Była posłuszna, to znaczy wiedziała, że On wie najlepiej. Jezus cierpiał, odczuwał trwogę, bał się. Jego matka również. Choć myślę, że to właśnie od Niej nauczył się ostatnie słowa sprowadzić do pokornego (i dojrzałego zarazem): "nie moja wola, ale Twoja niech się dzieje". Ona Go tego nauczyła.
Powiedziała kiedyś jedno "tak" Bogu. Czym się to skończyło? Ano tym, że pokochała swoje życie, wtuliła się w Niewidzialnego, raz powiedziawszy "tak", codziennie owo "tak" powtarzała, choć sielankowo nie miała. Otarła się o ukamienowanie, naraziła swoich bliskich na zniesławienie, rodziła syna na gnoju, doświadczyła migracji, życia w obcym kraju. Patrzyła się na śmierć swojego dziecka. Nie, to nie żaden ckliwy filmik, czy cool komiks o supermence. To życie, w którym znalazło się miejsce na plany Odwiecznego, na ciągłe wznoszenie oczu ku Niebu. Może jak Hiob, powtarzała wieczorem, ukradkiem ocierając łzy i patrząc się w gwiaździste niebo: "Pan dał, Pan zabrał, niech Imię Pańskie będzie uwielbione".
Zanim wychwalimy łąki umajone, zielone doliny i skaliste góry, pomyśleć warto, że Miriam była nie tylko cicha i piękna, ale również odważna, mądra, dojrzała i szalenie w tym wszystkim kobieca. Wypełniona łaską, łaskę pieczołowicie pielęgnowała. Konsekwentna i wierna, czasami zmęczona i złamana w pół. Zanim wymalowano nad jej głową aureolę przeszła nie jedno Morze Czerwone, nie jedną pustynię. Podzieliła los proroków (i dlatego jest ich Królową), może patrzyli się na nią czasami jak na wariatkę, tak jak na wielu proroków, gdy Bóg szedł w nich przez ziemię, dyskretnie choć zdarzało się, że i z siłą trąby powietrznej. Poczuła smak męczeństwa (stąd Królowa męczenników), uciekała przed politykiem i królem Herodem, mordercą dzieci, wtulona w krzyż poczuła ciepło krwi swojego Syna, jego stygnące powoli ciało obejmowała umęczona równie mocno, pod Poncjuszem Piłatem. Oto życie kobiety, która wypełniona była łaską. Która tej łasce pozostała wierna. A wierność kosztuje. "Błogosławiony pokój" to nie to samo, co "dobre samopoczucie". Ona pragnęła pokoju. Błogosławionego i pochodzącego od Boga.
Dlatego w maju tak mocno chwytamy się jej dłoni i dajemy się poprowadzić do kościoła, przydrożnych krzyży, kapliczek. Śpiewamy lub recytujemy litanijny epos o dzielnej niewieście, o Matce Boga; w litanijnych wezwaniach (i pomiędzy nimi) odkrywamy nie tylko "geniusz kobiety" i "świętość Niepokalanej", ale nade wszystko zbliżamy się do Tego, który "wielkie rzeczy jej uczynił", który wielkie rzeczy i nam czyni nieustannie. A Jezus spogląda na nas i nadziwić się nie może, że tylu "prostaczków" wciąż ma odwagę i pragnienie potężne, by z Maryją i jak Maryja, mówić Bogu "tak", żyjąc prosto i zwyczajnie, jak Miriam, która rozmawiając kiedyś z aniołem, subtelnie poprawiała włosy i myślała sobie po cichu: "Jak to się stanie, skoro nie znam męża"?... I za to Ją kocham..
AUTOR: Ks. Rafał J. Sorkowicz SChr
|