Małe Kościoły w Azji nie mogą sobie pozwolić na skomplikowany proces beatyfikacyjny – wywiad z bp. Olivierem Schmitthaeuslerem z Kambodży Drukuj
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
niedziela, 17 sierpnia 2014 19:05

Kościoły lokalne w Azji mają wielu męczenników, ale są zbyt małe, by sprawnie przeprowadzić proces beatyfikacyjny – mówi wikariusz apostolski Phnom Penh bp Olivier Schmitthaeusler. W ubiegły piątek na brak lokalnych świętych skarżyła się Papieżowi młoda Kambodżanka. Papież obiecał, że po powrocie do Watykanu zajmie się sprawą męczenników z Kambodży. Biskupa kambodżańskiej stolicy Radio Watykańskie poprosiło o komentarz.

 

 

Radio Watykańskie: W ubiegły piątek Papież obiecał młodej Kambodżance, że po powrocie do Watykanu sam zajmie się sprawą męczenników z Kambodży, aby wynieść ich do chwały ołtarza. Jak Ksiądz Biskup odebrał tę obietnicę?

 

Bp Schmitthaeusler: Jestem zadowolony, że Papież zwrócił uwagę na to pytanie przedstawicielki naszej młodzieży, która powiedziała, że Kambodżanie też chcieliby mieć swoich świętych. Wiemy dobrze, że mamy wielu biskupów, księży i świeckich, którzy ponieśli śmierć w czasie ludobójstwa reżimu Pol Pota. Od trzech lat dążę do rozpoczęcia dochodzenia na szczeblu diecezjalnym. Jest to bardzo złożony proces. W październiku prześlę do Watykanu listę 30 osób, poczynając od mojego poprzednika w Phnom Penh, bp. Josepha Chhmar Salasa. Jesteśmy w fazie przygotowań. Dopiero w maju oficjalnie otworzę dochodzenie. Ale skoro Papież osobiście zainteresował się naszym małym Kościołem, naszymi męczennikami, zobaczymy czy nie dałoby się przyśpieszyć tego procesu, być może dzięki jakimś uproszczeniom procedury. Proszę pamiętać, że jesteśmy naprawdę małym Kościołem, mamy zaledwie garstkę księży misjonarzy. W takim składzie nie jest łatwo przeprowadzić skomplikowane dochodzenie, ale zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby Kościół mógł uznać naszych męczenników. My na szczeblu lokalnym już teraz pielgrzymujemy na miejsca męczeństwa. Od czterech lat co roku taką pielgrzymkę organizuje duszpasterstwo młodzieży. Pozwala to naszym młodym, którzy należą do pierwszego pokolenia nowych chrześcijan, zakorzenić się w swej historii oraz przyswoić sobie piękno i wielkość Kościoła w Kambodży, tak by światło męczenników mogło ich oświecać. Staramy się przyswajać sobie tych męczenników, abyśmy i my mogli być świadkami dzisiaj.

 

Radio Watykańskie: Ta młoda Kambodżanka zaprosiła też Papieża do odwiedzenia Kambodży? Czy Ksiądz Biskup też chciałby skierować do Papieża takie zaproszenie?

 

Bp Schmitthaeusler: Już w czwartek, kiedy Papież jadł obiad z młodymi, był wśród nich także Kambodżanin. Poleciłem mu, aby zapytał Franciszka, czy nie zechciałby się u nas zatrzymać po drodze, w czasie podróży na Filipiny. Tak więc Papież już dwukrotnie usłyszał to zaproszenie. Nigdy nic nie wiadomo. Nasz Kościół jest naprawdę mały. Jest nas ok. 20 tys. Gdyby jednak Franciszek zechciał się u nas zatrzymać na kilka godzin, byłoby to dla nas wielkie błogosławieństwo.

 

Radio Watykańskie: Kościół w Korei też do niedawna był bardzo mały. Czy jego dynamiczny rozwój w ostatnim czasie jest dla was znakiem nadziei?

 

Bp Schmitthaeusler: Kościół w Korei nie był aż tak mały. Już na samym początku, kiedy nie było tu jeszcze księży i misjonarzy, liczył 50 tys. ochrzczonych. Kościół w Kambodży ma długą historię, 470 lat. Pierwszy misjonarz przybył tu w 1555 r. Później znaleźli się tu chrześcijanie z Japonii, uciekający przed prześladowaniami, których doświadczył św. Franciszek Ksawery. Za Pol Pota Kościół został kompletnie unicestwiony. Teraz od 20 lat próbujemy go stopniowo odbudować. Mamy pięciu kambodżańskich księży i trzech miejscowych diakonów, którzy w przyszłym roku przyjmą święcenia kapłańskie. Mamy też kilka zakonnic. Ale przede wszystkim mamy wielu młodych, którzy są bardzo gorliwi. Są to naprawdę uczniowie Chrystusa.

 

 

kb/ rv

 

 

ŹRÓDŁO:

BANER