Solidarność musi iść w parze z wygaszaniem wojen Drukuj
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
wtorek, 08 września 2015 17:22

Niedzielny apel Ojca Świętego o przyjmowanie uchodźców w parafiach i klasztorach był dla wielu impulsem do tego, by jeszcze raz się zastanowić nad tym, co robić w obliczu trwającej od lat tragedii na Bliskim Wschodzie i licznych problemów w krajach północnej Afryki. Chaldejski ordynariusz Aleppo podkreślił, że syryjscy chrześcijanie są wdzięczni Papieżowi za jego słowa poparcia i współczucia, równocześnie jednak ich pragnieniem jest pozostanie we własnym kraju.

 

„Nie chcemy mówić naszym wiernym: uciekajcie, tam są ludzie, którzy was przyjmą. Oczywiście rozumiemy rodziny, które wyjeżdżają, ponieważ chcą uchronić przed cierpieniem swoje dzieci, ale to dla nas bolesne widzieć, że wśród uciekających jest tak wielu chrześcijan” – podkreśla bp Antoine Audo. Wskazuje, że trwające migracje są znakiem tego, iż wojna się nie kończy i że ostatecznie zwyciężają ci, którzy chcą zniszczyć ich kraj. „Wobec wojny, która wstrząsa Bliskim Wschodem, pragnieniem tak Kościoła, jak i wiernych, jest pozostanie w naszym kraju i robimy wszystko, aby nadzieja nie zginęła” – wyznaje syryjski hierarcha.

 

„Zatrzymajcie wojnę w Syrii i my nie będziemy przyjeżdżać do Europy” – mówił 13-letni chłopiec na dworcu w Budapeszcie. Na to samo wskazuje melchicki patriarcha Antiochii Grzegorz III Laham: „Rządom państw zachodnich mówię jasno, że przyjęcie emigrantów nie jest sprawą najważniejszą, o wiele ważniejsze jest zlikwidowanie konfliktu u samych jego korzeni. Wszyscy powinni być w to zaangażowani, Zachód i kraje arabskie, Rosja i USA. Oczekujemy pokoju. Nie potrzebujemy słów o migrantach i dyskusji o ich przyjęciu”.

 

Wśród europejskich biskupów są też opinie bardziej dramatyczne, jak węgierskiego biskupa Laszlo Kiss-Rigo: „To nie uchodźcy, to inwazja. Przyszli tutaj z okrzykiem ‘Allahu Akbar’ na ustach i chcą nas zawojować”. Jest on ordynariuszem diecezji Segedy w południowych Węgrzech, gdzie przebywa najwięcej migrantów ze 150 tys. z zarejestrowanych w tym kraju.

 

Ocenia się, że tylko z Syrii w ciągu 5 lat wyjechało pół miliona chrześcijan, tzn. ponad ¼ całej populacji. Z drugiej strony ciągle bardzo skomplikowane są procedury uzyskania statusu uchodźcy: we Włoszech może to trwać nawet rok. Równocześnie, jak informuje Europol (Europejski Urząd Policji), z problemem uchodźców lawinowo rośnie zjawisko handlu ludźmi. Międzynarodowe gangi liczą około 30 tys. kryminalistów i osiągają miliardowe zyski.

 

„Gdyby kraje europejskie postarały się znaleźć poważne sposoby zaradzenia konfliktom, takim jak chociażby wojna w Syrii, i przeznaczyły odpowiedni czas i środki na pomoc humanitarną za granicą, Europa nie znalazłaby się w takiej sytuacji, jak obecna” – wskazuje Liny Khatib z Centrum dla Bliskiego Wschodu z siedzibą w Bejrucie. „Europa, nie mająca poważnej polityki zagranicznej, nie potrafiła zażegnać przedłużania się krwawych wojen i zapobiec ugruntowaniu się nowego modelu ponadnarodowego terroryzmu, tzw. Państwa Islamskiego” – ocenia z kolei watykański dziennik L’Osservatore Romano.

 

 

dw / rv

 

 

ŹRÓDŁO:

BANER