| Ofiara z życia na 25 lecie pracy Sióstr Dominikanek w Kamerunie - wspomnienie o siostrze Lidii Janinie Szulc |
|
| Wpisany przez TOMASZ32-VAD |
| niedziela, 02 września 2012 03:53 |
|
S. Lidia, od początku podjęła z wielką energią pracę duszpasterską i katechetyczną. Weszła z katechezą do państwowego liceum w Garoua Boulai, tak pełnego młodych różnych wyznań i powoli zdobywała ich dla Chrystusa! Z roku na rok miała coraz więcej korzystających z katechezy!Ale cały entuzjazm i gorliwość misjonarska siostry Lidii można zobaczyć w jej działalności ewangelizacyjnej we wioskach rozsianych wokół Garoua Boulai. W niektórych wioskach byli już chrześcijanie, ale w wielu ich nie było. Aby wiec wejść niejako na teren tych wiosek, s. Lidia razem z s. Elektą brała leki i jechały do tych wiosek leczyć chorych, których nie było stać na przyjazd do miasteczka...Siostry były wszędzie mile przyjmowane, raczej z ciekawości niż z potrzeby. Ludzie zbliżali się do nich zainteresowani białymi siostrami, które chcą leczyć ich chorych i tak następowały pierwsze zbliżenia do ludzi, oswojenie a z czasem zaczęły się z ich strony pytania... S. Lidia zaczęła potem regularnie jeździć do tych wiosek aby ich przygotowywać do chrztu. To była euforia jak za czasów pierwszych chrześcijan! Cale wioski przyjmowały chrzest, potem bierzmowanie i to s. Lidia ich do tego przygotowywała! Była niezmordowana w takich sytuacjach i tak pełna zapału! Gotowa spać gdziekolwiek bądź, jeść co będzie, aby tylko być z ludźmi, którzy jej potrzebowali. Po trzech latach energicznej pracy odjechała do Belgii, by pogłębić wiedzę teologiczną, po czym przez rok pracowała w Poznaniu.
Była zresztą odpowiedzialna długie lata za katechistów, i w parafii Garoua Boulai jak i w Bertoua. Organizowała dla nich sesje, sprawdzała ich prace, przepytywała dzieci, czy są dobrze przygotowane do przyjęcia sakramentów. A katechiści, nie mający często żadnego przygotowania katechetycznego, często leniwi i nie zabiegający o chwale Boga, byli dla niej ciężkim orzechem do zgryzienia. Bez nich jednak nie można było normalnie pracować. Parafie byle olbrzymie, ponad 100 km i po ludzku to było niemożliwością docierać do wszystkich wiosek i prowadzić samemu katechizacje dzieci i młodzieży. Choć przygotowywanie do bierzmowania lubiła przeprowadzać sama i potem na sama uroczystość przyjęcia tego sakramentu organizowała pielgrzymkę młodych do Garoua Boulai czy Bertoua aby wspólnie go przyjąć z rąk biskupa.
Sama s. Lidia stwierdziła w jednym z swoich listów, ze trzeba starać się być na nogach ile tylko sił starczy. Taka praca cieszy, mimo, że owoce prawie żadne – jak na razie i stan duchowy chrześcijan we wioskach jest opłakany. To był jej ból, który ją mobilizował ciągle do tak wytężonej pracy.
W roku 2001 została skierowana na nową placówkę na Eni (Bertoua), gdzie organizowała różne sesje i formacje dla młodych sióstr w okresie formacji z różnych Zgromadzeń a po zamknięciu tego domu, wraz z postulantką Marcelle, wróciła do Garoua Boulai, gdzie w 2007 r. została mianowana na nowo przełożoną tej wspólnoty. Cała działalność katechetyczna to nie wszystko co s. Lidia robiła. Jej sercem była jeszcze młodzież, tam wszędzie gdzie pracowała jak i Legion Maryi. Wszędzie miała młodych kolo siebie. S. Lidia uwielbiała wyprawy z młodzieżą, sama lubiła chodzić i starała się jak mogła, aby wszyscy byli zadowoleni. Organizowała pielgrzymki, sesje dla nich, wyprawy do pobliskich ciekawych miejsc, przedstawienia teatralne, szczególnie Męki Pana Jezusa, ale i Jasełka, o św. Dominiku czy Pawle ale nade wszystko modliła się z młodymi i dawała dobry przykład nieustannej modlitwy.
Pracowała dla chwały Boga i cieszyła się wzrostem liczebnym Zgromadzenia. Była otwarta na dziewczęta, które z zainteresowaniem przyglądały się jej pracy, wciągała je do pracy nad zbawieniem dusz a z czasem stała się nawet odpowiedzialna za ich formację zakonną, będąc mistrzynią postulatu. Miała z tymi młodymi dziewczętami kontakt bardzo bliski a jednocześnie była dla nich wielkim autorytetem. Aż trudno wymienić wszystkie dzieła s. Lidii. Była ona naszym „inżynierem” budownictwa, jak ją żartobliwie nazywałyśmy. To potrzeba i duch rezolutności sprawił w niej, że stała się takim mistrzem w tej dziedzinie, tutaj w Kamerunie.
Zaczęła od wybudowania przedszkola w Bertoua 12 lat temu a potem było przedszkole w Garoua Boulai, postulat, odnowienie wszystkich budynków szkolnych w Garoua Boulai, a wreszcie olbrzymie dzieło wybudowania kompleksu szkolnego Szkoły Technicznej w Garoua Boulai, która była marzeniem ks. biskupa van Heygena i została nazwana zresztą jego imieniem - College im. Van Heygena. Tam pokazała swój geniusz budownictwa. To było ileś tam budynków szkolnych ale i cale zaplecze techniczne i administracyjne. Tym żyła praktycznie w ostatnich latach. Projekt budowy Szkoły Technicznej był finansowany przez jedną z włoskich organizacji charytatywnych.
Data rozpoczęcia roku szkolnego się zbliżała, wiec była gotowa na wszystko, aby tylko ofiarować to dzieciom. Ponieważ zdawała sobie sprawę, że nie będzie w stanie poprowadzić samochodu w obydwie strony (zakupy robiła w Bertoua, 240 km od Garoua Boulai), poprosiła jednego z kierowców, który ją często wyręczał w tym i w drodze powrotnej do domu, około godziny 14, z samochodem pełnym zeszytów i książek, zginęła w wypadku zderzenia się z olbrzymią ciężarówką jadącą z naprzeciwka... Kierowca ocalał, ona została wyrzucona z samochodu i mocno połamana.
Pogrzeb odbędzie we wtorek 11 września. Zostanie pochowana w Kamerunie, tak jak prosiła, na terenie swej pierwszej placówki misyjnej, kolo Groty Matki Bożej kolo domu sióstr, tam gdzie mieszkała, w Garoua Boulai.
S. Tadeusza Frąckiewicz, Kamerun |
| Poprawiony: niedziela, 02 września 2012 04:32 |