Pasterka w Watykanie: jak trudno jest zrozumieć cierpliwość Boga wobec nas PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
piątek, 26 grudnia 2014 13:02

 

„Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło”. Te słowa z Księgi Proroka Izajasza najlepiej oddają atmosferę Mszy pasterskiej, której w Watykanie przewodniczył w nocy Papież Franciszek. Kilka tysięcy wiernych, którzy przybyli do Bazyliki św. Piotra, a także kilkanaście tysięcy zebranych przed telebimami na Placu św. Piotra, uczestniczyło w głównych watykańskich uroczystościach bożonarodzeniowych.

 

 

Tradycyjnie w procesji do Ołtarza towarzyszyły Ojcu Świętemu dzieci z kwiatami. Reprezentowały one m.in. kraje, do których Papież pielgrzymował, jak Koreę, czy też do których ma się udać, jak Filipiny. Nie zabrakło także najmłodszych z krajów dotkniętych wojnami i cierpieniem, jak Liban i Syria.




W centrum homilii Franciszka stało oczywiście nowonarodzone Dziecię Jezus. Przychodzący na świat Zbawiciel to „światło przenikające i rozpraszające najgęstsze ciemności. Obecność Pana pośród swego ludu zdejmuje ciężar porażki i smutek niewoli, zaprowadzając radość i wesele”.




Papież zaznaczył, że także i my w tę błogosławioną noc przyszliśmy do domu Boga, przechodząc przez ciemności otaczające ziemię, ale prowadzeni płomieniem wiary oświecającym nasze kroki i ożywiani nadzieją znalezienia „wielkiego światła”. Otwierając nasze serce możemy podziwiać cud tego dziecka – słońca, które rozświetla horyzont, przychodząc z wysoka.




„Źródło ciemności otaczającej świat ginie w nocy wszechczasów. Powróćmy myślą do mrocznej chwili, w której popełniono pierwszą zbrodnię ludzkości, gdy ręka Kaina, zaślepionego nienawiścią zadała śmiertelny cios bratu Ablowi (Rdz 4,8). W ten sposób bieg dziejów został naznaczony przemocą, wojnami, nienawiścią, prześladowaniem. Ale Bóg, który złożył swoje nadzieje w człowieku, stworzonym na Jego obraz i podobieństwo, oczekiwał. Bóg oczekiwał. Czekał tak długo, że być może w pewnym momencie powinien był zrezygnować. Ale nie mógł zrezygnować, nie mógł się zaprzeć samego siebie (por. 2 Tm 2, 13). Dlatego nadal cierpliwie oczekiwał wobec zepsucia ludzi i narodów. Cierpliwość Boga. Jak trudno jest to zrozumieć: cierpliwość Boga wobec nas” – powiedział Papież.



Franciszek podkreślając tę cierpliwość Boga przypomniał, że obcy jest Mu gniew i zniecierpliwienie. Jest zawsze na miejscu, i jak ojciec z przypowieści o synu marnotrawnym, czeka, aby dostrzec z daleka powrót straconego syna.




Papież nawiązał także do proroctwa Izajasza, które zapowiada wzejście wielkiego światła, które przenika ciemność. Mówi o nim Ewangelia św. Łukasza, który zapowiada znak: Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie” (Łk 2,12). „Znakiem” jest pokora Boga doprowadzona do skrajności; jest nim miłość, z jaką w tę noc przyjął On naszą słabość, nasze cierpienia, nasze lęki, nasze pragnienia i nasze ograniczenia – mówił Ojciec Święty. Bóg patrzy na nas oczyma pełnymi miłości, akceptuje naszą nędzę i jest zakochany w naszej małości.




„W tę świętą noc, gdy kontemplujemy dopiero co narodzone i położone w żłobie Dzieciątko Jezus, jesteśmy pobudzani do refleksji. Jak przyjmujemy czułość Boga? Czy pozwalam, aby On do mnie dotarł, objął mnie, czy też zabraniam Mu się zbliżyć? «Ależ ja szukam Pana» – możemy odrzec. Jednak najważniejszą rzeczą nie jest poszukiwanie Go, ale przyzwolenie, aby to On przybliżył się do mnie, odnalazł mnie i czule przytulił. Samą swoją obecnością Dzieciątko stawia nam następujące pytanie: czy pozwalam Bogu, aby mnie kochał?” – pytał Papież? 



Franciszek zastanawiał się także, czy jesteśmy w stanie przyjąć trudne życiowe sytuacje. 



„Czy mamy odwagę, by z czułością przyjąć sytuacje trudne i problemy ludzi stojących wokół nas, czy raczej wolimy rozwiązania bezosobowe, być może skuteczne, ale pozbawione ciepła Ewangelii? Jak bardzo dzisiejszy świat potrzebuje czułości! Cierpliwość Boga, bliskość Boga, czułość Boga” – mówił Papież.




Odpowiedź chrześcijanina nie może być inna od tej, jaką Bóg daje naszej małości – kontynuował Franciszek. Do życia należy podchodzić z dobrocią, z łagodnością. Kiedy uświadamiamy sobie, że Bóg jest rozmiłowany w naszej małości, że On sam czyni się maleńkim, aby lepiej z nami się spotkać, to nie możemy nie otworzyć drzwi naszego serca i nie prosić Go: „Panie, pomóż mi być takim jak Ty, obdarz mnie łaską czułości w najtrudniejszych okolicznościach życia, daj mi łaskę bliskości w obliczu każdej potrzeby, łagodności w każdym konflikcie”.



Franciszek wskazał także na Maryję, jako tę, która wskazuje nam na Jezusa: 




W tę świętą noc kontemplujemy żłóbek: tam „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką” (Iz 9,1). Widzieli ją ludzie prości, gotowi do przyjęcia daru Bożego. Natomiast nie widzieli jej ludzie zarozumiali, pyszni, ustanawiający prawa według swoich osobistych kryteriów, ludzie przyjmujący postawę zamknięcia. Spójrzmy na żłóbek i módlmy się, prosząc Maryję Pannę: „O Maryjo, pokaż nam Jezusa!”.



Po Mszy Ojciec Święty przeniósł figurkę Dzieciątka Jezus spod stóp ołtarza do tradycyjnej stajenki. Towarzyszące mu dzieci z różnych krajów złożyły tam niesione ze sobą kwiaty.

 



lg/ rv

 



źródło:



Poprawiony: piątek, 26 grudnia 2014 13:18