Wytrwajcie w miłości Mojej!...aby radość wasza była pełna PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
czwartek, 09 maja 2013 12:22

 

Usiadłem przed klasztorem na kamiennych schodach, oparłem się o rozgrzaną białą ścianę i zamknąłem oczy, bo oślepiające słońce nie pozwalało na nic innego. Upalne, znieruchomiałe powietrze sprawiało mi wyraźną przyjemność, poczułem zapach lata, chociaż to dopiero początek maja. Granitowe schody promieniowały gorącem. Zacząłem myśleć o wydarzeniach dzisiejszego dnia, ale myśli coraz intensywniej zanurzały się w upalnym, bezwietrznym powietrzu i zaczynały być coraz bardziej senne. Zrezygnowałem z rozmyślań, palce przestały się przesuwać po koralikach różańca i zasnąłem. Ale upał nie pozwolił długo spać. Usłyszałem też warkot spalinowych pił. Po drugiej stronie Prosny pojawili się robotnicy i rozpoczęła się ostra akcja wycinki nadrzecznych drzew, rok temu oznakowanych i przeznaczonych na zagładę. W pierwszej kolejności przestały istnieć te najpiękniejsze, fantazyjnie powyginane, tworzące powietrzne mosty nad korytem rzeki. Jeszcze wczoraj robiłem im zdjęcia, bo tworzyły jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne w pięknie pejzaże nadrzeczne. Ze smutkiem spojrzałem na potężną i najpiękniejszą wierzbę, tuż pod moim oknem, naznaczoną czerwonym lakierem – symbolem zagłady. Język techniczny opisuje te wydarzenia beznamiętnie, bez cienia emocji, jako rozpoczęcie prac regulacyjnych koryta Prosny. Z nostalgią wróciłem do domu i zamknąłem okna by nie słyszeć złowrogich odgłosów pił.

 

 

W skrzynce pocztowej komputera czekało na mnie kilka listów. Nie mogę dzisiaj pozostawić niektórych z nich bez jakiejkolwiek refleksji. Otrzymałem bardzo piękny list od Eweliny z Mochowa. Moje serce zadrżało z radości. Ewelina zawsze siadała w tym samym miejscu podczas niedzielnej Mszy św. Przywykłem do tego, by pozdrawiając wiernych na początku Najświętszej Ofiary zerknąć w kierunku prawego filara mochowskiego kościoła. Po przeczytaniu listu, zaraz potem na ekranie pojawiły się słowa uwielbienia z psalmu 138: „Będę Cię sławił, Panie, z całego serca, bo usłyszałeś słowa ust moich. Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów, pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku. I będę sławił Twe imię za łaskę Twoją i wierność. Wysłuchałeś mnie, kiedy Cię wzywałem, pomnożyłeś moc mojej duszy. Wybawia mnie Twoja prawica. Pan za mnie wszystkiego dokona. Panie, Twa łaska trwa na wieki, nie porzucaj dzieła rąk Twoich”. Sławię Ciebie, Panie, za dobre słowo od Eweliny. Zresztą po tym liście Ewelina przysłała drugi list, w którym otworzyła szerzej swoje serce opisując wiosnę w Mochowie. A po przeczytaniu jej cytatu z Antoine de Saint-Exupery’ego „Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać” mogę się chyba uważać za przyjaciela, Ewelinki, co mnie bardzo cieszy.

 

 

Dotarł też do mnie bardzo radosny list od Moniki, także z Mochowa i przypomniał mi się mocno wyryty w pamięci, niemal codzienny obraz: daleko pod chórem, pokorna i cicha, zatopiona w modlitwie, niemal niewidoczna, niesłyszalna, jakby nieobecna, drobna, dziewczęca sylwetka. Pomyślałem sobie: jak dobrze, że w każdej, najmniejszej nawet wiosce ma Bóg swoich posłańców, aniołów, także w ludzkiej postaci, którzy wciąż omadlają mury świątyń i te świątynie, którymi są ludzkie serca i chcą się dzielić swoimi radościami z innymi. Dziękuję Ci Moniko za słowa Twojej radości, której nie ujawniam. Radości, także te duchowe, którymi dzielimy się z innymi, powiększają w nas Boży dar i umiejętność radowania się. Bóg chce, aby radość w nas była pełna, żywa, mocna, aby przemieniała nas. I przypomniałem sobie, że dwa dni temu Jezus w Ewangelii św. Jana (J 15, 9-11) powiedział do swoich uczniów, a więc i do nas: „Wytrwajcie w miłości Mojej! … To wam powiedziałem, aby radość Moja w was była i aby radość wasza była pełna”. Rozdzielając radość Jezusa, ewangelizujemy nasz piękny, chociaż smutny i trudny świat.

 

 

Trzeci list… Urszula ma czułą i wrażliwą duszę artysty. Znamy się trochę od kilku miesięcy. Jest reżyserem teatralnym i nie tylko, także teologiem. Wyznała mi wczoraj w liście, że teatr jest jej pasją oraz, że wciąż tęskni za wartościami duchowymi, których wzorcem był św. Franciszek – pokój i dobro... Próbuje znaleźć, a może raczej zbudować prawdziwą, żywą relację z Bogiem Ojcem. Kochana Urszulo, powiem: cudowna przygoda życia i tęsknota, która jest chyba w każdym. Myślę, że jesteś już w ramionach Ojca, spróbuj jednak mocniej przylgnąć i przytulić się do Niego. Nie myśl o tej relacji zbyt naukowo, zbyt teologicznie, zbyt skomplikowanie, bo jest to przecież relacja dziecka i kochającego Ojca. Nie lękaj się tej miłości, którą ogarnia Cię Ojciec Niebieski. Mniej myśl a więcej kochaj. Myślą nie ogarniemy Boga, bo w swej wielkości i złożoności jest dla nas niepojęty i niedostępny. Jest On natomiast najprostszy, niemal dotykalny dla nas, gdy uwierzymy, że Jego największą tęsknotą jest kochać każdego z nas, również Ciebie, Urszulko. Więc jedynie mocniej przytul się do Niego. Nie żądaj od Niebieskiego Ojca potwierdzeń i zapewnień, że On Cię kocha. I ode mnie też nie żądaj potwierdzeń i zapewnień, że nie jesteś mi obojętna, że nie jestem znużony Twoim pisaniem i wylewaniem z głębi serca Twoich niepokojów i dylematów.

 

 

Powtórzę jeszcze, Urszulo, niektóre myśli z wczorajszego dnia: „Bóg jest największym artystą i jest szczęśliwy, gdy spotka kogoś podobnego do siebie, dlatego jesteś Mu tak bliska. Taki właśnie jest Bóg. Wciąż blisko Ciebie. Odczuj Jego przytulenie, dostrzeż Jego uśmiech, On nie może się napatrzeć na Ciebie, On musi patrzeć na Ciebie, jesteś Jego ukochaną Córką. Taki właśnie jest Bóg. Tobie On podarował umiejętność odczuwania, bycia wrażliwą, dostrzegania piękna. On nigdy nie zabiera tego, czym nas obdarowuje. Nie lękaj się miłości Boga, bądź dla Niego i wobec Niego zwyczajna, a On obdarzać Cię będzie swoją nadzwyczajnością. Niech, więc będzie dla Ciebie nieustającym dobrem, radością i pokojem. Taka jest relacja miłości Boga i człowieka, kochającego Ojca i dziecka. Taki właśnie jest Bóg”.

 

 

Czwarty list… Marzenka, mama małej Helenki, która bardzo często przychodzi mi na myśl i o modlitwę, za którą wszystkich proszę, przysłała mi list zatytułowany: „Matka Boża Ojca Świętego”. Otóż nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie pewna zbieżność. Otóż, jak mi przypomina Autorka listu, dn. 3 listopada 2009 r. napisałem swój piąty felieton p.t.: „Matka Boża od rozsupływania węzełków”. Niezwykły obraz z Augsburga tak zafascynował obecnego Ojca Świętego Franciszka, gdy przed laty przebywał w Niemczech, że kult Matki Bożej „od supełków” z powodzeniem przeniósł do Argentyny. Obecnie, co miesiąc, dokładnie ósmego dnia każdego miesiąca, do kościoła San Jose del Talar pielgrzymują dziesiątki tysięcy Argentyńczyków, a który stał się Sanktuarium Dziewicy od rozsupływania węzłów i węzełków. Dziękuję Ci, Marzenko, za tą wiadomość. Przysłałaś mi ją dnia ósmego maja (5. Felieton + 3 listopada), w Uroczystość Biskupa Stanisława, Męczennika ze Skałki w Krakowie. Wczoraj modliłem się nad pewną dziewczyną prosząc Boga, w bardzo trudnej, „zawęźlonej” sprawie. A dzisiaj przypomniałaś mi, że jest przecież Matka Boża od takich zawęźlonych spraw. Jej wizerunek gdzieś mi się zapodział, ale od dzisiaj znowu go mam, od Ciebie. Jeszcze dzisiaj, ósmego maja będę mógł zwrócić się do Matki Bożej z Augsburga, z San Jose del Talar i którą wspominałem na Jej łące nad Osobłogą przed ponad trzema laty. Proszę też o wsparcie modlitewne, kto może, dla dziewczyny o imieniu zaczynającym się na literę M. (jak Miriam), a nad którą tak często się modlę, aby Matka Boża wraz ze swoimi aniołami rozwiązała trudne węzły jej życia. Myślę, że do tego wizerunku MB przylgnie nazwa „Matka Boża Papieska”. Papież Franciszek podczas swego pontyfikatu będzie miał do rozsupłania solidne węzły i sam nie da rady tego uczynić. Pomoc Matki Bożej będzie mu bardzo potrzebna. Przy okazji i my nauczymy się oddawać naszej Niebieskiej Matce nasze nierozwiązane problemy i nierozsupłane węzły. Nie ufajmy nadmiernie tylko sobie.

 

 

 

Piąty list dotarł od Anny M., najdłuższy - o życiu codziennym i o tym ukrytym w głębi serca, o drodze i wyborach, o Matce Bożej i przygodach z Nią, które są zawsze radością, o spotkaniach przypominających spotkanie Abrahama pod dębami w Mamre... Kwintesencją rozmyślań i wyznań A.M. jest to najkrótsze zdanie: „Mam serce do kochania’ – to jak najbardziej prawda, i trzeba mi się też starać, żeby to serce kochało, żeby móc je używać”. Ania jest filozofem i poetą w jednej osobie, zakochanej w Jezusie i Maryi. Daj Aniu Matce Bożej tasiemkę swojego życia z węzełkami, Ona je porozwiązuje i Twoje serce będzie jeszcze bardziej do kochania, czego Ci życzę.

 

Wszystkich, jeszcze dzisiaj, w dniu 8 maja błogosławię, a moje i Wasze zawęźlone tasiemki życia oddaję w ręce Maryi.

 

o. Ludwik

 

Wieruszów, dn. 8 maja 2013 r.

 

 

 

Poprawiony: czwartek, 09 maja 2013 13:08