Felieton Anielski PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
niedziela, 11 sierpnia 2013 19:21

Kilka minionych tygodni nabrzmiało wydarzeniami, symboliką myśli, zapachem upalnego lata, słońcem zamkniętym w złocistych tarczach słoneczników, głęboko w sercu zapisanymi słowami i mocno utrwalonymi w pamięci rysami twarzy życzliwych, nowo poznanych osób. Bóg jest pełen łaskawości, wciąż wypełnia podarowane mi dni życia pięknem, dobrem i zwłaszcza gestami miłości. W dzisiejszym świecie, gdzie jest tyle zła i cierpienia możliwość odczucia obecności Boga jest Jego najpiękniejszym obdarowaniem. Ukazując tą dobroć i łaskawość Boga próbuję pocieszyć M. w jej bezradności wobec pulsującego cierpienia - duchowego i fizycznego. Tak też sam próbuję stanąć wobec trudnej prawdy o własnej niemożności i ograniczoności. Bóg współczująco spogląda na nasz los, starając się go swoją wszechmocą ogarnąć, podtrzymać, nadać mu wartość i sens.

 

 

Minione tygodnie, to był jednak czas szczególny, niezwykły, wyjątkowy, wypełniony niebem. Bóg dał mi szansę dotykania dobra, a dobro pojawiało się na moich drogach i mnie dotykało. Czasami nie rozpoznajemy, z kim się spotykamy, kogo dotykamy. Czy to jeszcze ludzie, czy już aniołowie? Może aniołowie udają ludzi, a może ludzie są już bardzo anielscy? Spotkania z człowiekiem i spotkania z aniołem powinny być zawsze źródłem pokoju i radości. Inaczej, spotkań nie oczekujmy, będą bolesną stratą czasu. Trzy lata temu w Mochowie próbowałem powołać do życia bractwo aniołów. Od tamtego czasu, gdzieś w sercu pozostała sympatia do niebieskich duchów. W ostatnim czasie Bóg podarował mi znowu kilka cudownych osób, emanujących niezwykłym duchowym pięknem i radosnym sercem. Zostałem niezasłużenie dowartościowany. Cieszę się, więc jak małe dziecko, które zostało pogłaskane po twarzy i przytulone do serca. Taki jest Bóg. Nie zostawia nas samych w pustce egzystencji, ale nie uciekajmy od Niego. Pozwólmy Mu dotknąć się dotknięciem, uśmiechem, łagodnym głosem kogoś, przypominającego anioła. Mam potrzebę dziękować Bogu za każde spotkanie, każde zmieniające mnie dotknięcie.

Kilka dni temu Boży Anioł Dobroci zaprowadził mnie do ogromnego Domu Ubogich im. L.A. Helclów w Krakowie. Podreptałem jego przepełnionymi dobrocią i uśmiechem śladami po ogromnych korytarzach tego niezwykłego domu miłosierdzia dla nieuleczalnie chorych. Dotarliśmy do jasnej sali. W środku nieruchomo leżała Danusia - matka siedmiorga dzieci. Mogliśmy jej podarować tylko nasze modlitwy i błogosławieństwo. Jej oczy, szeroko otwarte, patrzyły na nas i mrugały, gdy prosiliśmy o to, aby dała nam znak, że słyszy nas i że docierają do niej impulsy życia z „naszego” świata. Gdy w duecie razem z moim ukochanym Aniołem Dobroci zaśpiewaliśmy wiele razy powtarzaną modlitwę-pieśń „Jezu ufam Tobie” Danusia gwałtownym ruchem zaczęła podnosić znieruchomiałą przecież głowę, a jej spojrzenie, zastygło w spojrzeniu naszych oczu, potwierdzając bogactwo niemych słów i  zdań wypowiadanych wymownym milczeniem.

 

Następnego dnia w Sanktuarium - kaplicy Sióstr Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach Jezus, ten od Św. Siostry Faustyny, z miłością patrzył na pięć swoich profesek, z radością ślubujących Mu oblubieńczą więź na całą wieczność. A ja dziękowałem Bogu za łaskę i dar spotkania przed kilku laty wówczas nowicjuszek, które postawił na mojej kapłańskiej drodze: Simony, Pawli, Gregorii, Norberty, Sancji… i pozwolił mi kolejny raz w tej cudownej kaplicy uczestniczyć w Najświętszej Ofierze i radować się ze wszystkimi Aniołami, Świętymi, rodzinami, oraz gośćmi, stanowiącymi jedną doczesno-wieczną wspólnotę wiary i miłości. Kiedy wieczorem powróciłem do mojego klasztoru na Skałce i skontaktowałem się z moim Aniołem Dobroci, spotkanym wczoraj w Domu Ubogich, akurat był z odwiedzinami u męża Danusi, też nieuleczalnie chorego i obdarowywał go słowami pociechy, radości i miłosierdzia. Te dwa dni, krótkiego pobytu w Krakowie, były błogosławionym czasem, który podarował mi Pan. Taki jest Bóg. Moja wiara w Aniołów pogłębiła się. Śpiewane w Zakładzie Helclów modlitwy zmobilizowały mnie do większej aktywności ludzko-anielskiej.

 

 

Kiedy powróciłem do Wieruszowa, na dobre rozśpiewałem się przy szpitalnym łóżku brata Sergiusza, któremu codziennie przynoszę do pokoju Komunię św. Takie otrzymałem zadanie i próbuję je wykonywać ze śpiewem. Ponad 86 letni brat Sergiusz lubi się modlić śpiewając. Jeszcze podczas pobytu w Leśniowie przed 15 laty śpiewał akompaniując na organach sobie oraz nowicjuszom paulińskim. Dzisiaj z pewnym ożywieniem próbował mi pomagać w śpiewaniu psalmów. Odczułem też potrzebę by rozmawiać z Aniołami i modlić się do nich. Nazwałem też mojego anioła, który w zależności od sytuacji jest najczystszym duchem, to znowu człowieczym przyjacielem i pomocnikiem  „Aniołem Dobroci”.

 

 

Masz wiele imion.

W każdy kolejny dzień wiem,

źe masz wiele imion.

Każde jest życiem,

w każde mogę się wtulić

jak w zieloną łąkę

pachnącą ziołami,

kolorową od kwiatów.

Więc wtulam się z pokorą i miłością

mój Aniele Dobroci

w Twoje piękno i dobro

i czuję całym sobą

myślami, zmysłami,

uczuciami,

spojrzeniem, słyszeniem, dotykiem

Twoją anielskość.

Imiona Aniołów są tajemnicą.

Ale Twoje imiona,

mój Aniele Dobroci

wyczuwam sercem.

Nie umiem ich nazwać.

Ono mi podpowiada

słowa, których nie ma w słownikach,

w wyobraźni,

których nie słyszałem.

Każde z nich jest bliskością,

pragnieniem i tęsknotą

niewypowiedzianą, bo nie nazwaną.

Wiem, że jesteś, gdy Cię zawołam

imieniem nie nazwanym,

i rozpoznam po uśmiechu.

Gdy serce zatrzepoce,

rozpoznam po zapachu

i po obecności,

której się nie zapomina.

Kocham Cię mój Aniele,

najmocniej, najpełniej, najgłębiej,

jak tylko potrafię,

bo Bóg Cię kocha,

Bóg kocha Cię wszystkimi imionami,

bo je zna, On nadał je Tobie,

nazwał nimi Ciebie

z miłości.

Ja też Ciebie kocham

miłością ludzką,

ułomnym cieniem

MIŁOŚCI.

 

 

W gorące, sierpniowe lato wielkim żarem wypełnione są ogrodowo-parkowe przestrzenie nad Prosną. Wszystko gwałtownie rozkwita i owocuje. Posyłam Wam wszystkim, kochani, wraz z tym felietonem mojego ukochanego Anioła Dobroci. Niech rozjaśni i rozraduje wasze rozpalone serca. Niech nauczy nas patrzeć na siebie wzajemnie z miłością. Ten nasz świat jest smutny i potrzebuje radosnej życzliwości. Aniołowie potrzebni są światu i nam.

 

Matka Boża, Królowa Aniołów, niech przytuli wszystkich i obdarzy Was łaskami, których pełnię otrzymała od Boga, który jest Miłością.

 

 

 

A ja, mizerny mnich, pozdrawiam i błogosławię.

 

o. Ludwik, wciąż znad Prosny.

 

 

 

Wieruszów, 8 sierpnia 2013 r.