Deus caritas est - Bóg jest Miłością PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
niedziela, 13 stycznia 2013 21:30

Tajemnica serca

 

„Bóg jest Miłością”(1 J 4,16). Ostatni tydzień Bożego Narodzenia, pomiędzy Niedzielą Objawienia i Chrztu Jezusa wypełniony był myślą św. Jana. Ta myśl jest fundamentem ludzkiej egzystencji, ludzkiego losu. Gdyby Bóg nie był miłością, jak pisze Jan, nie byłby Bogiem. Nie byłoby ani mnie, ani ciebie, nie stworzyłby nas. Gdyby nie był miłością byłby pustką, nicością, nie byłby. Wszystko utraciłoby sens. Wszelkie istnienie nie zaistniałoby, utraciłoby rację bytu.

 

Z cokołu wieruszowskiego pomnika, poświęconego w dniu 26 grudnia, św. Jan Ewangelista, Apostoł miłości i wiary woła i przypomina fundamentalną prawdę, że Bóg jest miłością. Wiele razy w felietonach dotykałem tematu miłości.. Kilka dni temu uświadomiłem sobie kolejny raz, że darem miłości Boga dla człowieka jest drugi człowiek, którego w niespodziewanym momencie i okolicznościach stawia nam na pielgrzymiej drodze przez życie - do celu. Celem, na drugim brzegu istnienia jest pełnia miłości – On sam, Bóg. Akceptując drugiego człowieka i obdarzając go miłością, odnajdujemy Boga. Dlatego Bóg stał się Człowiekiem, abyśmy łatwiej w człowieku mogli odkryć Jego samego.

 

 

Od poniedziałku 7 stycznia rozpoczęliśmy w naszej parafii odwiedziny kolędowe. Kolęda jest swoistym przeglądem i podglądem ludzkich losów. Patrzyłem, więc z zainteresowaniem jak w Wieruszowie - w przestrzeni małego, powiatowego miasteczka ludzkie losy układały się i kształtowały, stanowiąc o obliczu jego przeszłości i teraźniejszości. Zadziwiające, jak człowiek, zdeterminowany przestrzenią i okolicznościami życia, odnalazł swoje miejsce na tym świecie i wypełnił je tęsknotami i pragnieniami, często w niewielkim tylko stopniu zrealizowanymi i ograniczonymi do pewnego minimum w porównaniu z ‘megaświatem’, który stał się jedynie jakąś opowieścią z krainy ‘tysiąca i jednej nocy’. Każdy jednak, także w Wieruszowie, w Mochowie i gdzie indziej, stwarza jakiś swój świat - osobisty, intymny ‘mikrokosmos’, do którego przywykł, a nawet, który - pokochał. Wędrówka po dość ciasnych, wieruszowskich mieszkaniach, czasem pustych, a kiedy indziej wypełnionych tysiącem drobiazgów, pieczołowicie, jak relikwie gromadzonych przez całe życie, sprawiła, że odżyły moje wspomnienia z różnych czasów i miejsc na świecie, kiedy to miałem możność wejść do wnętrza domów, mieszkań i w pewnym sensie do wnętrza ludzkich serc oraz losów. Nie wystarczyłoby czasu, aby je opisać. Większość odwiedzanych wieruszowskich parafian przekroczyła już półwiecze swoich zmagań na Bożym świecie i osiągnęła pewien stan duchowej stabilności. Najtrudniejszym wydarzeniem w historii ich życia, zaburzającym ten stan, było i chyba na zawsze pozostanie odchodzenie do wieczności kochanych osób, zwłaszcza współmałżonka, nawet wówczas, gdy stan jego zdrowia wymagał wielkiego wysiłku fizycznego, udręki, czuwania i nieustającej opieki.

 

Poczucie samotności i związane z tym cierpienie tych ludzi upodabniają się do przeżyć i odczuć kobiet, które osiągnęły pewien graniczny wiek, a jeszcze nie odnalazły swojej utęsknionej, wymarzonej ‘połówki’. Ale o tym, to już wiem przede wszystkim z dotychczasowych doświadczeń konfesjonałowych. Brak ciągłości pokoleniowej, bo dzieci, pozbawione perspektyw znalezienia pracy i rozpoczęcia normalnego życia, pozostawiły rodziców i wyjechały w świat, sprawia, że Wieruszów powoli umiera. Na kolędowej drodze spotkałem wielu nędzarzy duchowych jak i materialnych. Ale większość wśród spotkanych osób, stanowili jednak optymiści i pomimo trudnych, życiowych doświadczeń - jakoś spełnieni i wewnętrznie radośni.

 

Na początku tygodnia wydobył Bóg z mojej pamięci i z głębi serca osobę, którą poznałem przed dziesięciu laty, jakby ‘przypadkowo’. Oczywiście, zamknąłem ją w swoim sercu, bo w umyśle zakodowane miałem i mam, że osoba jest darem od Boga, jest, więc znakiem Jego miłości i jakiegoś Bożego zamysłu, i jest też zadaniem, niekoniecznie od razu rozpoznanym. Gest Bożej miłości musi stać się także moim gestem miłości wobec osoby. Serce jest tajemnym ‘miejscem’, gdzie ‘zamykam’ każdą postawioną mi na drodze życia osobę. Przez 10 lat P. cichutko istniała w moim sercu i… tyle, jakby w zapomnieniu. Zatarły mi się nawet w pamięci rysy jej bardzo pięknej twarzy, nie poznałbym jej na ulicy... I nagle, w jednym momencie, z wielką mocą i wyrazistością przypomniał i wydobył z głębi mego serca jej postać… nie miałem wątpliwości, że to sam Bóg uczynił. Ale dlaczego? Bóg odkrywa nam jakieś sprawy, zamysły i prawdy stopniowo. Przyszła mi myśl, że Bóg przypomniał mi swój ‘dar’ sprzed lat, a każdy dar od Boga jest swoistym ’duchowym skarbem’, a skarb jest po to, by nas uczynić bogatszymi, aby nas ubogacić… Może, Panie, chcesz, aby P. po 10 latach, dała mi coś ze swojego ducha – pięknego, czystego, wartościowego, aby coś we mnie powiększyć, pomnożyć, czymś obdarować, uspokoić, czymś, czego potrzebuję właśnie teraz, a nie w innym czasie? Niezbadane są zamysły Boże. Tu urwał się mój myślowy, Boży ciąg. Zacząłem, więc kontynuować myśl po ludzku, myśl wypełniła się lękiem: ‘może P. jest w jakiejś trudnej sytuacji, może potrzebuje pomocy?’ Po nieprzespanej nocy, nie mając adresu i numeru telefonu, ‘cudem’ i bardzo szybko udało mi się ją odnaleźć i nawiązać kontakt. Lęk zamienił się w pokój i radość serca, a pokój i radość zawsze są znakiem obecności Boga. Dalszy ciąg dość prozaicznego wydarzenia pozostawiłem w rękach Tego, który je zainicjował. Najważniejszą pozostała dla mnie jedynie wiedza, że P. gdzieś daleko istnieje, jest radosna i duchowo nadal piękna. Więc i ja znowu pędzę z radością przez życie przypominając sobie intensywniej w każdy wtorek podczas Mszy św. piękną twarz P., rysy, której pozostały jednak wciąż zatarte w mojej pamięci. Zanim pojawił się ten prozaiczny epizod z P. przeżywałem jakiś trudny czas, wymagający uzdrowienia. W nieoczekiwany i przedziwny sposób podniósł Pan mojego ducha.

 

Z moją pamięcią jest coraz gorzej, bo ostatnio otrzymałem od s. Emiliany zaproszenie na śluby wieczyste, a ja nie kojarzę imienia z wyglądem siostry. Na szczęście mam w Łagiewnikach s. Lucyllę, do której wysyłam S.O.S. Tak, więc przed chwilą otrzymałem portret s. Emiliany; oczywiście znam tą sympatyczną Siostrę z czasów, gdy co dwa tygodnie pojawiałem się w sióstr nowicjacie na trzecim piętrze łagiewnickiego klasztoru. Uświadamiam sobie, jak szybko czas biegnie, minęło już 9 lat od moich regularnych wędrówek do Łagiewnik.

 

„Deus caritas est!” Wczoraj podczas rozmowy kolędowej spotkałem się z dramatyczną niewiarą w to, że Bóg-Miłość kocha nas do szaleństwa i gotów nam przebaczyć największe nawet grzechy. Prawdą jest, Jak mówi Izajasz, że „My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher” (Iz 64,5). Ale też prawdą jest, jak mówi ten sam prorok Izajasz: „Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna” (Iz 1,18). Niestety, tylu jest ludzi, którzy nie są w stanie uwierzyć, że Bóg pragnie jedynie naszych grzechów, by w zamian obdarować nas pokojem serca, a w wieczności zbawieniem i zanurzeniem w niepojętej miłości. Wspaniałym nauczycielem miłości i wiary jest Apostoł Jan, którego wieruszowski pomnik przypomina, byśmy zanurzyli się w jego Ewangelii i listach i nie lękali się prawdy, że „Bóg jest miłoscią”. Tuż przy drzwiach do mojej zakonnej celi stoi potężna figura Jezusa wskazującego dłonią swoje serce. Twarz ma dobrotliwą i pełną miłości, a równocześnie jakby proszącą o miłość moją i twoją. Cierniowa korona wokół serca Jezusa kryje w sobie równocześnie tajemnicę Jego człowieczeństwa i bóstwa zanurzoną w tajemnicy miłości.

 

Pierwszą swoją encyklikę papież Benedykt XVI zatytułował słowami Jana Ewangelisty: „Bóg jest miłością”. Zamyka ten frapujący dokument modlitwą do Maryi:

 

„Święta Maryjo, Matko Boża,
Ty wydałaś na świat prawdziwe światło,
Jezusa, Twojego Syna – Bożego Syna.
Na wezwanie Boga oddałaś się cała
i tak stałaś się źródłem dobroci,
które z Niego wytryska.
Pokaż nam Jezusa. Prowadź nas ku Niemu.
Naucz nas, jak Go poznawać i kochać,
abyśmy my również mogli stać się
zdolni do prawdziwej miłości
i być źródłami wody żywej
w spragnionym świecie”.

 

Niech więc Niepokalana Dziewica i Matka u końca okresu Bożego Narodzenia, odsłania nam tajemnicę swojego serca, by na jej wzór nasze serca stały się źródłami żywej wody i miłości w naszym trudnym świecie.

 

Pozdrawiam serdecznie i przesyłam błogosławieństwo.

 

o. Ludwik

 

Wieruszów, dnia 8-11 stycznia 2013

Poprawiony: środa, 20 lutego 2013 23:05