| Trudności w modlitwie |
|
|
|
| Wpisany przez TOMASZ32-VAD |
| wtorek, 06 listopada 2012 19:54 |
|
Jakże często uskarżamy się na to, że nic nie czujemy podczas modlitwy. Chcemy powierzyć siebie Bogu, rozmawiać z Nim, słuchać Go, a tu tymczasem przygniata nas własna nieudolność, uczucie pustki i oddalenia Tego "INNEGO", a może i nuda. W takim wypadku najczęstszą pokusą jest chęć przerwania modlitwy, a nawet uciekania od niej. Oskarżamy często Boga, że to On ponosi winę za tę sytuację. Pustka zadaje nam cierpienie. Łatwo zauważamy wtedy, że sami z siebie mało możemy, a nasze odczucia nie są nam posłuszne, może w ogóle tracimy wszelki zapał i chęć podejmowania trudu rozmowy z Ukrytym. Tymczasem, nasza modlitwa, nawet w zupełnym poczuciu osamotnienia, jest bardzo cennym darem składanym Bogu. Jej wartość mieści się bowiem w naszej woli - chęci spotkania - a nie w odczuwaniu tego spotkania. Bóg wymyka się naszym zmysłom i odczuciom. Jeśli nawet mamy dużo pociech na modlitwie - to są one zawsze porównywalne do cukierków dawanych maluchom, w celu zabawienia ich, ale z samych cukierków, jak wiemy, nie ma życiowej energii. Potrzebny jest nam pokarm stały, może nie tak słodki ale odżywiający, wzmacniający... Każdej naszej modlitwie, jeżeli jest ona szczera i prosta, towarzyszy obecność Ducha Świętego. To On właśnie umacnia nas, modli się w nas, zanosi prośby do Boga zgodnie z Jego wolą. Nigdy więc nie jesteśmy sami, nawet jeżeli takie uczucie przeważa. Z każdej minuty spędzonej przed Nim zawsze czerpiemy tyle - ile mamy wiary, a może i jeszcze więcej (to pocieszenie), jeżeli tak się Jemu podoba, bo Dawcą jest ON.
Bóg patrzy na trud jaki wkładamy w modlitwę mimo "przeciwnych wiatrów". Jego miłosierdzie przyłącza się bowiem by uzupełnić nasze braki i oddać się naszemu sercu nie według naszych zasług, ale według naszej nędzy. To samo możemy odnieść do naszych przyjaznych stosunków z Bogiem podczas modlitwy - dokonują się one przez wiarę. Modlitwa, biorąc pod uwagę aktywność jaką wnosimy, przejawia się w wierze, którą chcemy ubogacić miłością. To wiara poszukująca Boga, wiara wyrażona pragnieniem spotkania z Nim, tęsknotą i uświadomieniem sobie Jego obecności mimo braku pociech. (Warto wiedzieć, że pociechy nie są miernikiem obecności Bożej). Możemy mieć pewność, że przy oschłościach i naszej niemocy, ale czyniąc to co możemy, ponawiając akty wiary i miłości, odprawiamy dobrą modlitwę, nawet jeżeli nie będziemy odczuwać jej skutków. Największymi kontemplatykami nie są koniecznie ci, którzy otrzymują szczególne światło rozumienia Boga, ale ci, którzy lepiej niż inni poznają wielkość Boga w mrokach Jego tajemnic. Modlitwa nie jest tylko cudownym rozważaniem czy wspaniałym przeżyciem! To zawierzenie siebie Bogu, zupełne, bezgraniczne...
Gdy nic nie odczuwasz - nie popadaj w niepokój ani nie zamartwiaj się, albowiem Ten, który wszedł do swoich uczniów przez drzwi zamknięte, w sposób duchowy wejdzie także do Twojej duszy, nawet bez jej współdziałania.
I może jeszcze jedna ważna strona "oschłości" w naszej modlitwie: oczyszczenie i upodobnienie do Ukrzyżowanego. Wiemy, że gdy w sercu pełno pociechy i radości, łatwo nam robić piękne plany i czuć się kimś wielkim przed Bogiem. Kiedy jednak tego nie czujemy - słabniemy i... właśnie tu pojawia się chwila trudu i cierpienia, moment w którym możemy zbliżyć się do Jezusa niosącego Krzyż, Jezusa opuszczonego, wzgardzonego, ale kochającego wolę swego Ojca. To błogosławiona chwila dana nam w Bożej pedagogii, byśmy nieco zmężnieli duchowo, upodobnili się do Jezusa i nauczyli kochać Boga mimo wszystko, jego mocą.
Idź precz "fałszywa pokoro"
Wówczas pryska nasz idealny obraz. Książe tego świata - ZŁY, lubi takie momenty. Podchodzi wtedy do nas i przypomina o naszej beznadziejności, o niegodności: "znowu zgrzeszyłeś, upadłeś - widzisz jaki jesteś... i to TY! Takim być nie możesz. Przed Bogiem musisz się pokazać z najlepszej strony, inaczej cię odrzuci... Nie masz prawa rozmawiać z Nim jako grzesznik".
Kiedy indziej szatan każe nam sobą pogardzać, nienawidzieć siebie zmuszając nas do rozpaczy. Czujemy się tak bardzo przegrani, nie podołaliśmy przecież wymaganiom, że nie ośmielamy się popatrzeć Bogu w oczy, nie możemy spokojnie uklęknąć, nie wytrzymujemy Bożej obecności. O to właśnie chodzi Złemu - osiągnął swój cel. My sami skazujemy siebie na śmierć, nie akceptujemy własnej słabości. Uważanie siebie za zupełne "0" nie jest dobre, słuchamy złego doradcy. Taka pokora jest fałszem, bo zamiast zbliżać nas do Pana, buduje coraz to nowe mury nie do zburzenia, mury pod same niebo, mury, które szczelnie zamykają naszą drogę do Pana i zamykają nas na Ducha Świętego. Fałszywa pokora buduje gmach doskonałości odwołując się tylko do nas samych. Każe nam starać się, trenować, zaciskać zęby, byleby podołać wymaganiom... by być doskonałym. Inaczej staczamy się w dół. Ona to daje proste rozwiązania:
Jesteś porządny? - możesz być z Bogiem, modlić się...
A jaka jest rzeczywistość?
Prawda jest taka, że my NIGDY nie jesteśmy godni. Ale Bogu to nie przeszkadza. Jemu podoba się nasze pragnienie bycia z Nim, On lubi, gdy mówimy: Abba - Tatusiu, On kocha nas, gdy stajemy przed Nim tak bardzo słabi, niedoskonali, biedni, mali, grzeszni... Wtedy dopiero może nam oznajmić DOBRĄ NOWINĘ: że Jezus Chrystus obmywa nas swoją Krwią, że posyła do nas Ducha Świętego, że Bóg mimo naszego grzechu jest po naszej stronie
ŹRÓDŁO: http://www.pijarzy.pl |
Menu
Wiadomości
Statystyki








![]() | Dziś | 2718 |
![]() | Wczoraj | 4459 |
![]() | Ten tydzień | 2718 |
![]() | Poprzedni tydzień | 26874 |
![]() | Ten miesiąc | 97604 |
![]() | Poprzedni miesiąc | 138236 |
![]() | Ogólnie | 38990825 |






Modlitwa pełna "oschłości"








