Świętej Teresy Benedykty od Krzyża, dziewicy i męczennicy, patronki Europy – święto PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
środa, 07 sierpnia 2019 21:36

Edyta Stein, żydówka, filozof, późniejsza s. Benedykta od Krzyża, karmelitanka bosa, męczenniczka z Auschwitz, patronka Europy…

Straciła wiarę w Hamburgu, w 1906 roku.

 

Miała wówczas 15 lat.

 

Żydówka z krwi i kości, wybrała się do swojej najstarszej siostry Elzy, aby pomóc w pracach domowych i opiekować się siostrzeńcami. Siostra i szwagier, lekarze o gruntownym wykształceniu, odcięli się od swoich żydowskich korzeni i odrzucili jakąkolwiek wiarę. Edyta tam podjęła decyzję: przestała się modlić, porzuciła praktyki religijne, stała się ateistką.


 

Jednak Pan Bóg dawał jej znaki swojej obecności.


W Getyndze poznała młodego docenta Adolfa Reinacha. Zafascynowała ją jego dobroć i delikatność. Prawdziwym trzęsieniem ziemi była dla niej wiadomość: młody filozof zginął na froncie pierwszej wojny światowej. Edyta odwiedziła jego żonę. Spodziewała się, że po przekroczeniu progu zastanie histerię czy przygnębienie. Ujrzała pełną pokoju, pogodzoną z życiem wdowę, która zdradziła sekret swego niezwykłego zachowania. Okazało się, że kilka miesięcy temu wraz z mężem przyjęli chrzest w kościele protestanckim. – Było to moje pierwsze spotkanie z krzyżem i Bożą mocą, jakiej udziela On tym, którzy go niosą – notowała zdumiona Stein. – Ujrzałam pierwszy raz w życiu Kościół chrześcijański w jego zwycięstwie nad ościeniem śmierci. W tym momencie załamała się moja niewiara… i ukazał się Chrystus w tajemnicy krzyża.


Lecz łaska Boga nie wdarła się w życie Edyty Stein z dnia na dzień. Delikatnie drążyła skałę. Edyta dostrzegła, że religia odpowiada na pytania, wobec których filozofia pozostaje bezradna.


W 1921 roku spędza lato u przyjaciół. Czyta tam opasły tom „Życia świętej Teresy z Avila”. Mówi później: – Byłam tak pochłonięta, że nie przerwałam czytania, póki nie doszłam do końca. Kiedy zamknęłam książkę, musiałam sama sobie wyznać: To jest prawda!


Ta letnia upalna noc nie przyniosła snu, ale odkryła przed nią długo poszukiwaną Prawdę i zakończyła długą, bolesną drogę dochodzenia do wiary.


W 1933 roku zapukała do furty kolońskiego Karmelu. Miała mizerne szanse zostania mniszką: była 42-letnią Żydówką bez posagu. Dla Boga nie było to jednak przeszkodą. Edyta zamieszkała za klauzurą. Przyjęła imię Teresa Benedykta od Krzyża. W dniu jej profesji wieczystej zmarł jej profesor Husserl. Dwa lata wcześniej, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, gdy odnawiała swoje śluby, zmarła matka. Dla Edyty karmelitanki była to wyraźna odpowiedź z nieba. Długo modliła się o ich zbawienie. Pracę naukową przerywała szyciem, sprzątaniem, doglądaniem schorowanych sióstr. Była szczęśliwa i starała się opowiedzieć o tym rodzinie.


W Niemczech tymczasem wrzało. Zamykano żydowskie sklepy, wyrzucano Żydów z publicznych stanowisk. W nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku ulice niemieckich miast zostały zasypane odłamkami szkła ze zniszczonych żydowskich mieszkań i sklepów. Po pogromie „nocy kryształowej”, masowym ludobójstwie Żydów, życie Edyty było zagrożone.


Przeniesiono ją do holenderskiego Karmelu w Echt. Zza krat obserwowała wybuch wojny. Gdy pod klasztor podjechał gestapowski samochód, nie opierała się. Mogła uciec, odrzuciła jednak takie rozwiązanie. Wychodząc, powiedziała do swojej przerażonej siostry Róży, która również po chrzcie trafiła do Karmelu: „Chodź, idziemy cierpieć za nasz lud”. To były ostatnie słowa, które słyszały mniszki. Na karteczce, którą zostawiła, siostry przeczytały:

 

„Wiedzę Krzyża można posiąść jedynie wtedy,
gdy czuje się ciężar krzyża w całym jego ogromie”.


Czuła jego ciężar w obozie w Amersfoort i Westerbork, i w czasie koszmarnej podróży do Oświęcimia. Czuła, gdy 9 sierpnia 1942 roku zaryglowano drzwi komory gazowej. Kobietom powiedziano, że czekają na kąpiel. Ale Edyta przeczuwała, że to będzie inne zanurzenie: w śmierć, w cierpienie Jezusa, jej Oblubieńca. Szukała Go tyle lat, chwila spotkania była tak blisko. Zatrzaśnięto drzwi komory…


Edyta Stein, św. Siostra Benedykta od Krzyża, męczennica Auschwitz, niesie ze sobą przesłanie do bólu konkretne. Do głębi doświadczyła zarówno niewiary, jak i wiary w Boga. Wyraźnie opowiedziała się za wiarą, kiedy jako siostra Teresa Benedykta od Krzyża, odarta z karmelitańskiego habitu, poszła „jak cichy baranek prowadzony na rzeź” na śmierć. Powiedziała, nic nie mówiąc, że w Jezusie, którego odkryła, można liczyć na coś więcej … poza tym życiem.


W Święto świętej Teresy Benedykty od Krzyża, dziewicy i męczennicy, patronki Europy, Ewangelia (por. Mt 25, 1-13) wskazuje nam warunki wejścia do królestwa niebieskiego. Czyni to za pomocą przypowieści o dziesięciu pannach. Przypowieść mówi, że pięć z tych dziewic było mądrych, a pięć głupich. Rzeczywiście mądre zabrały ze sobą oliwę do lamp, podczas gdy głupie jej nie zabrały. Pan młody się spóźniał i wszystkie zasnęły. O północy ogłoszono przybycie pana młodego. Wtedy głupie panny zdały sobie sprawę, że nie miały oliwy do lamp i poprosiły o nią panny roztropne. Ale te odpowiedziały, że nie mogą jej dać, ponieważ nie wystarczyłoby dla wszystkich. Podczas gdy głupie szukały oliwy, przybył pan młody. Panny mądre weszły wraz z nim do sali, gdzie odbywała się uczta i drzwi zostały zamknięte. Pięć głupich wróciło zbyt późno, pukając do drzwi, ale odpowiedź brzmiała: Nie znam was (w. 12) i pozostały na zewnątrz.


Czego chce nas nauczyć Jezus poprzez tę przypowieść?


Przypomina nam, że także my musimy być gotowi na spotkanie z Nim. Ale poprzez tę przypowieść mówi nam również, że czuwanie to nie tylko wyrzeczenie się snu, ale bycie przygotowanym.


Rzeczywiście wszystkie panny śpią zanim przybył oblubieniec, ale po przebudzeniu niektóre są gotowe, a inne nie. Na tym więc polega sens bycia mądrymi i roztropnymi: chodzi o to, aby nie czekać do ostatniej chwili naszego życia, żeby współpracować z łaską Bożą, ale aby to czynić już teraz. Warunkiem do tego, aby być gotowym na spotkanie z Panem, jest nie tylko wiara, ale także i chrześcijańskie życie pełne miłości do bliźniego.


Niech Maryja Panna pomaga nam czynić naszą wiarę coraz bardziej działającą przez miłość; aby nasza lampa mogła jaśnieć już tutaj, w pielgrzymce doczesnej, a potem na zawsze, na uczcie weselnej w raju.

 

 

o. Krzysztof Bieliński CSsR Wykładowca biblijnej teologii moralnej [nauczanie moralne w podwójnym dziele Łukasza (Ewangelia Łukasza i Dziejów Apostolskich) oraz w Corpus Paulinum] w Akademii Alfonsjańskiej – Rzym


źródło:


Poprawiony: środa, 07 sierpnia 2019 22:06