Świętego Jakuba, Apostoła – święto PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
sobota, 25 lipca 2020 07:47

Sobota, 25 lipca 2020 roku

XVI tydzień zwykły, Rok A


Święty Jakub Apostoł, zwany Większym, był synem Zebedeusza i Salome. Jego młodszym bratem był św. Jan Ewangelista (Mk 1, 19). Obaj byli rybakami mieszkającymi nad Jeziorem Galilejskim. Jan Ewangelista podaje, że byli wspólnikami św. Piotra Apostoła. Ich matka Salome należała do grona niewiast, które w niektórych okresach publicznej działalności Jezusa towarzyszyły Mu i usługiwały (Mk 15, 40). Wraz z Piotrem i Janem, Jakub był jednym z pierwszych uczniów Pana Jezusa i należał do grupy apostołów najbliższych Jezusowi. Wybrany na apostoła stał niemal zawsze na ich czele. Można powiedzieć, że należał do uprzywilejowanej grupy uczniów Pana Jezusa, którzy byli świadkami wskrzeszenia córki Jaira, przemienienia na Górze Tabor oraz modlitwy w Ogrójcu. Był także świadkiem drugiego cudownego połowu ryb, o którym mówi św. Jan w swojej Ewangelii. Ta uprzywilejowana bliskość zapewne pozwoliła mu na wypowiedzenie propozycji, która ujawniła jego temperament. Otóż, gdy przechodzili przez Samarię, Jakub chciał, aby Jezus sprawił, by piorun spalił niegościnne miasto (Łk 9, 54). W drodze do Jerozolimy nalegał na swoją matkę lub ją nakłonił, by dla niego i jego brata Jana uzyskała od Pana Jezusa pierwsze miejsce w królestwie mesjańskim (Mt 20, 20-28). Kiedy Jezus zapowiedział zniszczenie świątyni, Jakub chciał bezzwłocznie dowiedzieć się, w jakim czasie to wydarzenie dokładnie nastąpi. Żywe jego usposobienie sprawiło, że został nazwany synem gromu (Mk 3, 17).

 

Tradycja podaje, że św. Jakub Większy po zesłaniu Ducha Świętego udał się do Hiszpanii, żeby tam głosić Dobrą Nowinę. Z tego też zapewne powodu jest on szczególnie czczony właśnie w Hiszpanii i Portugalii – jest pierwszym patronem tych krajów. Następnie, po niewielkich osiągnięciach misyjnych na tamtejszych terenach, wrócił do Judei w Kościele czasów apostolskich i odgrywał rolę pierwszoplanową. Był pierwszym biskupem Jerozolimy. Dzieje Apostolskie wspominają o św. Jakubie dwukrotnie: kiedy wymieniają go na liście apostołów (Dz 1, 13) oraz przy wzmiance o jego męczeńskiej śmierci (Dz 12, 1-2).

Apostoł Jakub zginął jako pierwszy z dwunastu apostołów. Jego szczątki znajdują się prawdopodobnie w Santiago de Compostela, przeniesione w VII wieku z Jerozolimy.


Bóg złożył w sercu człowieka wiele pragnień. Jest w nich także miejsce na sukces i wielkość. Jednak w oczach Boga sukces jest zupełnie czymś innym niż dla człowieka. Dla nas sukces często oznacza bycie pierwszym, lepszym, mądrzejszym, ładniejszym, wybranym, zauważonym. Oznacza stawianie w centrum samego siebie. Dla Boga natomiast sukcesem jest postawienie w centrum tego drugiego, czyli człowieka. Na tym właśnie polega miłość i służba!


Św. Jakub Apostoł, syn gromu, chociaż stał się człowiekiem gorliwym i pierwszy oddał życie za Chrystusa, wcześniej taki nie był. Dzisiejsza Ewangelia ukazuje go jako jeszcze niegotowego na tego typu poświęcenie. Na razie marzą mu się urzędy, trony, pierwszeństwo i chwała.

W postępie na drodze do Boga przeszkadzać mogą dwie pokusy.


Pierwsza to „odczłowieczanie” świętych, które polega na naiwnym myśleniu, że oni nie musieli się tak zmagać jak my, nie mieli takich słabości ani grzechów jak my. Zasadniczo wszystko szło im gładko. To „pobożna” pokusa, która skutecznie umacnia wierzącego w przekonaniu, że dla niego świętość jest praktycznie niedostępna.


Druga pokusa to patrzenie na świętych wyłącznie przez pryzmat ich kanonizacji i aureoli. Stali się świętymi od razu. Jeśli założy się te okulary, to nie widać w życiu świętych etapów ani stopniowego dochodzenia do głębokiej wiary i miłości. Ewangelia nie boi się innego, prawdziwszego spojrzenia. Apostołowie nie od razu stali się świętymi. Św. Jan Chryzostom, komentując tę scenę, pisze, iż „Ewangelia odsłania ułomności uczniów, byś potem zrozumiał, jacy stali się dzięki łasce”. Widzimy, że Jakub i Jan u początku chodzenia za Jezusem pojmują królestwo Boże czysto zewnętrznie, jako ziemskie panowanie. Wcześniej Jezus zapowiada, że umrze w Jerozolimie i będzie wyszydzony. Ale do nich w ogóle to nie dociera. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że wypierają niewygodne prawdy, nie rozumieją, o co chodzi i zmieniają temat. Na scenę biblijną wkracza również mamusia – bardzo realistyczny obraz aktualny do dzisiaj. Dorośli faceci proszą mamę o wstawiennictwo? Dlaczego? Pewnie wpadli na pomysł, że łatwiej będzie przekonać Jezusa do spełnienia prośby. W końcu nie wypada odmówić mamie. A może wysunęli mamę do przodu, bo sami wstydzili się zapytać? Św. Jan Chryzostom komentuje, iż uczniowie „nie prosili o tę rzecz jedynie dla niej samej, ale dlatego, iż uważali, że unikną przykrości”. Nie będą musieli iść drogą wyrzeczenia i ofiary, jak im to mówił wiele razy Jezus.


Na jakim etapie drogi do Boga byli apostołowie? Na razie nie pojmowali, że trzeba iść i oddać dla Jezusa wszystko, całe swoje życie. Rzeczywistość obumierania, cierpienia, krzyża wprowadza dysharmonię, niepokój. Nie pasuje do tego schematu. Bóg powinien więc zapewnić wszystko, czego potrzebujemy: powodzenie, zdrowie, dobre imię. Wtedy warto wierzyć. Dopóki wszystko układa nam się dobrze, nawet tego nie zauważamy, bo sądzimy, że tak właśnie ma być. To warto sobie zapamiętać: wiara w Chrystusa, w której nie ma miejsca na tajemnicę krzyża, jest wiarą zdeformowaną. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić? – pyta Jezus synów Zebedeusza, amatorów robienia kariery w Jego królestwie. Jeśli kto chce pójść za Mną, niech weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje. Nieść krzyż to znaczy kochać także wtedy, kiedy to trudne. Nieść krzyż to znaczy trzymać się mocno Pana Jezusa także wtedy, kiedy to niemodne. Nieść krzyż to być wiernym Bożym przykazaniom także wtedy, kiedy różni ludzie przekonują mnie, że to nie ma sensu. Nieść krzyż to chcieć raczej usługiwać niż być obsługiwanym.

Jak to się więc stało, że Jakub, który pragnął dla siebie pierwszeństwa, zaszczytów, władzy, kilkanaście lat później ponosi tak wielką stratę – oddaje życie? Co się w nim zmieniło? Od duchowości harmonii do duchowości oddania przeszedł dzięki mocy Ducha Świętego. Inaczej się nie da. Serce kamienne musi być zastąpione sercem z ciała. I to się dzieje powoli. Na taką drogę w życiu zaprasza i nas Chrystus Jezus, On będzie nam na niej towarzyszył swoją obecnością. Amen.


autor: o. Kazimierz Fryzeł CSsR Teolog, wykładowca teologii pastoralnej w Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów  w Tuchowie oraz w
Wyższym Seminarium Duchownym Franciszkanów w Krakowie, rekolekcjonista sióstr zakonnych i księży – Kraków


źródło:



 

Poprawiony: sobota, 25 lipca 2020 22:09