Rozważanie na 22.10.2015 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
środa, 21 października 2015 23:12

XXIX Tydzień Okresu Zwykłego, Rok B


Rz 6, 19-23; Ps 1, 1-2. 3. 4 i 6 (R.: por. Ps 40 (39), 5ab); Łk 12, 49; Łk 12, 49-53

 

Od wieków Jezus czeka, aby płomień Jego miłości zapłonął w naszych sercach i duszach. Gdy narodził się na ziemi, w sercach ludzi wzbudził przeróżne uczucia. Jedne były pełne radości, inne niepokoju. Serca grzeszne nie potrafiły cieszyć się z Jego narodzin. Ich grzech zamieszkujący duszę skłonił je nawet do zbrodni. Ale były też serca Mu przyjazne. Te serca przyjmując Jezusa z miłością zaznawały łaski samego Boga. Ona spływała na nich, chociaż nie zawsze zdawali sobie z tego sprawę.

 

Przez całe dzieciństwo Jezusa, aż po życie dorosłe, ci, którzy otwierali się na obecność Boga w Jego Rodzinie, doznawali miłości. Nie zawsze uświadamiali sobie, że to, co tak bardzo przyciąga ich do Świętej Rodziny, to miłość. Ona gościła w sercu Maryi, Józefa i Jezusa. Lubili przychodzić do Nich, chętnie rozmawiali z Matką Jezusa. Mimo, że byli ubodzy otaczał Ich szacunek tych, którzy otwierali się na miłość, dobro, na Boga, który przecież zamieszkał pośród nich.

 

Gdy Jezus rozpoczął działalność nauczycielską, poruszenie było wielkie. Ale nie chodziło Mu o to, by zaniepokoić serca dla samego niepokoju. Chodziło o wybudzenie serc ze śpiączki, która ogarniała ludzi. Chodziło o wybicie ich ze stagnacji, z lenistwa, z opieszałości, ze śmierci. Chodziło o poruszenie, by ludzie zobaczyli siebie, swoje życie z pewnej perspektywy. By spojrzeli prawdzie w oczy. By zobaczyli, jakie są ich relacje z Jezusem, ich Bogiem. Dusza żyjąca w letargu często nie zdaje sobie sprawy lub też przed samą sobą to ukrywa, iż podąża ku śmierci. Jej stan to powolne konanie, to zapadanie w śpiączkę. Ona zasypia snem śmiertelnym. Bez czujności, bez stałej gotowości do walki o wieczność, każda dusza, nawet ta, która wydaje się być świętą, wpadnie w otchłań piekła. Jezus przyszedł, by obudzić dusze, by poruszyć serca, aby na nowo czuwały. Jego działanie to nie czcze nawoływanie. Działanie Jezusa to czynna miłość! Jego sposobem na obudzenie dusz było ukazanie potęgi i mocy Bożej miłości. Wobec jej wielkości nikt nie mógł przejść obojętnie! Każdy jakoś reagował. A reakcja zależna była i jest od stanu serca, od jego otwartości, zatwardziałości. Jedni przyjmują, zachwycają się, wzruszają. Inni protestują, krzyczą, odrzucają, nawet zarzucają Jezusowi sianie nienawiści, choć cały jest miłością.