Komentarz na niedzielę 4.09.2016 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
niedziela, 04 września 2016 04:34

XXIII Niedziela Zwykła, Rok C


Mdr 9, 13-18b; Ps 90 (89), 3-4. 5-6. 12-13. 14 i 17 (R.: por. 1); Flm 9b-10. 12-17; Ps 119 (118), 135; Łk 14, 25-33


"Czy naprawdę chcemy być Jego uczniami? To pytanie jest skierowane do wszystkich idących za Nim. Ważna jest bowiem tylko relacja, jaka zachodzi między sercem człowieka a sercem Jezusa. Zbawiciel właśnie o to pyta, dając nam wskazówki, przy pomocy których możemy sobie na to pytanie odpowiedzieć w całej prawdzie.
Mówi najpierw coś, co nie tylko nas zaskakuje, ale też wydaje się sprzeczne z całą Jego nauką, a zwłaszcza z tym, co dotyczy miłości. Stwierdza bowiem: „Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem” (Łk 14,26).


Na innym miejscu poucza: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,37). O co zatem Jezusowi chodzi? On wcale nie zabrania nam kochać naszych bliskich, ale zdecydowanie i jednoznacznie wskazuje, że jeśli chcemy być rzeczywiście Jego uczniami, to On musi być dla nas najważniejszy! Nikt i nic nie może Go przesłaniać, nawet gdyby to było najbliższe naszemu sercu. A przecież wiemy, że najbliższe są właśnie więzy krwi, szczególnie te łączące rodziców i dzieci. Jeśli jednak ktoś lub coś będzie dla nas znaczyć więcej niż Jezus, to choćbyśmy uważali się za wierzących i przychodzili na świętą Eucharystię, to nie staniemy się Jego uczniami. Trzeba zatem, abyśmy rozważyli, kto w naszym życiu jest naprawdę najważniejszy.

Chrystus wypowiada dzisiaj jeszcze jedno bardzo trudne zdanie: „Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem” (Łk 14,27). A więc drugi warunek, jaki musimy spełnić, aby rzeczywiście być Jego uczniami, to naprawdę wziąć na ramiona swój krzyż – a więc to wszystko, co przynależy do całego naszego istnienia, czego nie potrafimy zmienić, a co jest wymagające, bolesne i wiąże się z cierpieniem zarówno fizycznym, jak i duchowym. Pyta się także, czy bez buntu bierzemy na swe ramiona to wszystko, co nas przerasta. Jeśli opuszczamy ręce, jeśli wątpimy czy buntujemy się, to nie jesteśmy Jego uczniami. On bowiem swoim życiem pokazał nam, jak należy ten krzyż dźwigać, sam wziął go na siebie z miłości do nas. A kiedy krzyż Go przytłoczył, zanosił błagalną modlitwę do Ojca – przepełnioną cierpieniem, ale także pełną ufności i zawierzenia: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42). Teraz natomiast wzywa nas, abyśmy w chwilach, kiedy tak bardzo przygniata nas krzyż, wpatrzeni w Niego, powtarzali słowa tej trudnej, ale pięknej i pomocnej modlitwy.