| Nieśmiałość |
|
|
|
| Wpisany przez Beata |
| poniedziałek, 25 listopada 2013 22:55 |
|
Samotność często bywa pogłębiona przez nieśmiałość. Samotni cierpią, gdyż potrzebują kogoś wyjątkowego, z kim mogliby się porozumieć. Dla nieśmiałych każda rozmowa jest trudna. Nieśmiałym pomaga przede wszystkim uświadomienie sobie, że prawie wszyscy bywamy w pewnych chwilach nieśmiali. Problem nie tkwi w nieśmiałości, lecz w nadmiernej nieśmiałości. Nadmiernie nieśmiały poświęca więcej czasu, niż inni. Nieśmiali nienawidzą litości i są na nią bardzo wrażliwi. Odtrącają ludzi rozumiejących nieśmiałość.
Pomaga – przyznanie się do nieśmiałości. Wielu nieśmiałych jest przekonanych o tym, że są głupi, niezaradni i nieatrakcyjni. Sądzą, że inni nisko ich oceniają. To niektóre dzieci uczą się „być cicho”, nie popisywać się i nie domagać zainteresowania: nie czynić nic, co zwracałoby uwagę, że żyją. Rodzice nauczyli je, by było nieśmiałe i nie narażało się na sytuację urażenia kogoś. Istnieje wielu normalnych, stosunkowo szczęśliwych rodziców, którzy nie psują swych dzieci, boją się natomiast zabiegać o ich względy. Może to prowadzić do nieśmiałości typu „nie ma mnie” i „dąsam się”. Tacy rodzice bardzo rzadko lub w ogóle nie tulą dzieci. Inni wyrastają na nieśmiałych, ponieważ konieczność okazywania uczuć w wieku dojrzałym wywołuje w nich zakłopotanie i krępuje ich. Może uczono mnie, bym nie oczekiwał na prawdziwą miłość, albo też tego, żebym nie wyrażał uczuć?.
Samotność jest chorobą atakującą zachowania. Powodowana bywa niemożnością komunikowania się z innymi, co jest skutkiem albo braku okazji, albo braku koniecznych umiejętności, co prowadzi do stopniowego okaleczenia osobowości. Samotni nie dzielą z nikim niczego, ponieważ albo nie mają, z kim, albo utracili zdolność korzystania z nadarzających się okazji. Nie zaspokajają właściwie podstawowych swoich potrzeb, takich jak: potrzeba ciepła, komfortu, zrozumienia, wyrażania uczuć. Te potrzeby można zaspokajać, będąc z kimś w więzi.
2. Potrzeba akceptować ludzi, z którymi żyję, których codziennie spotykam. Potrzeba przyjmować drobne gesty ludzkiej życzliwości i je odwzajemniać. Samotność wzmacnia w człowieku przekonanie, że nie zasługuję na miłość.
3. Często człowiek ucieka. Ucieczka bywa często najlepszym rozwiązaniem. Bywają jednak sytuacje, gdzie nie jest ona dobrym wyjściem. Każda ucieczka w pewnym sensie zmniejsza wartość człowieka w oczach tych, od których ucieka. Ucieczka może być pomocą okazaną sobie na krótką metę. Na dłuższą metę mogę stracić okazję poczucia się kimś bardziej wartościowym. Właśnie, dlatego ucieczki niszczą człowieka. Uciekając przed problemem, przed kryzysem, oddalamy się także od ludzi. Ucieczka utrwala naszą samotność.
4. Kolejny sposób radzenia sobie z samotnością, to walka. Jeśli uciec znaczy ulec strachowi, to walczyć znaczy ulec gniewowi. Chodzi i zachowanie własnej wartości. Aby przejść przez strach i gniew, musimy być kochani. Jedynym rozwiązaniem jest miłość. Samotni, to nie ci, którzy nie odczuwają strachu czy złości. Czasem walczą, czasem uciekają. Mimo to kochają. Dla miłości wartością jest to, czym ludzie są, a nie to, co robią. Jeśli będziemy się starali, by inni kochali nas za to, co robimy, będzie to równoznaczne z ćwiczeniem samokontroli, a wtedy nigdy nie doświadczymy miłości z wzajemnością.
autor: ks. Józef Pierzchalski SAC
źródło:
|
Menu
Wiadomości
Statystyki








![]() | Dziś | 7772 |
![]() | Wczoraj | 5285 |
![]() | Ten tydzień | 37670 |
![]() | Poprzedni tydzień | 24859 |
![]() | Ten miesiąc | 59968 |
![]() | Poprzedni miesiąc | 177812 |
![]() | Ogólnie | 39249016 |















