Tam gdzie wszystko się zaczęło…. PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
czwartek, 11 października 2012 23:23

Wielowieś w kronikach Jana Długosza Wyelyawieś - najbardziej na północ wysunięta część Tarnobrzega. Osada w tym miejscu założona w XII wieku. Była fundacją rodu Mądrostków. W 1215 roku została erygowana parafia i włączona do diecezji krakowskiej. Najważniejszym zabytkiem Wielowsi jest zabytkowy klasztor dominikanek z połowy XIX wieku. Klasztor ten jest znany także z osoby Matki Kolumby Białeckiej – Sługi  Bożej i założycielki Zgromadzenia Sióstr  Świętego Dominika.

 

 

Trochę historii

 

Założycielka Zgromadzenia urodziła się 23 sierpnia 1838 roku w Jaśniszczach na Podolu niedaleko Podkamienia, w tamtejszym sanktuarium Maryjnym przyjęła chrzest święty. W jej rodzinnym domu odczuwało się obecność Boga. Mała Róża w wieku 8 lat została dopuszczona do I Komunii św., było to akurat w dzień Niepokalanego Poczęcia. Bóg tak pokierował jej życiem, że wszystkie decydujące momenty zawsze były złączone z Maryją.
W 1850 roku, w wieku 12 lat, przyjęła w Podkamieniu Sakrament Bierzmowania, którego owocem było złożenie ślubu przed obrazem Matki Bożej, że odda się zupełnie na służbę Bożą w zakonie. Mijały kolejne lata.

Jej chęć wstąpienia do zakonu spotkała się ze stanowczym sprzeciwem ojca, który nie wyobrażał sobie rozłąki z ukochanym dzieckiem. Róża poleciła więc całą sprawę Bogu. Krótko po tym zachorowała na gruźlicę, lekarze nie dawali jej więcej jak trzy miesiące życia. Jeden z księży poradził ojcu, aby zgodził się na wstąpienie córki do zakonu, by tam zmarła szczęśliwie. Jednak tak się nie stało, od tego momentu Róża powoli wracała do zdrowia.
W maju 1857 roku wyjechała ona do Nancy. Po odbytej początkowej formacji została obleczona w biały habit dominikański, otrzymała imiona zakonne Maria Kolumba.

 

Po złożeniu ślubów w 1859 r., wróciła do ojczyzny. Myślała o założeniu Zgromadzenia Sióstr Dominikanek w Polsce. Doskonale wiedziała, że aby w pełni pracować dla ludu trzeba żyć z nim w jego biedzie i dzielić ciężki los. Biskup przemyski zaproponował siostrze Marii Kolumbie utworzenie pierwszego klasztoru w niewielkiej wiosce- Wielowsi. W 1861 roku otworzyła tam pierwszy nowicjat, uważa się to za początek nowego Zgromadzenia. Później zaczęto budować klasztor i kaplicę.
Za patronkę i opiekunkę kaplicy i całego Zgromadzenia obrana została Maryja Niepokalana. Dlatego na głównej ścianie kaplicy, nad tabernakulum został umieszczony Jej wizerunek.
 Zanim w roku 1870 siostry  wprowadziły się do nowego klasztoru, wybudowanego staraniem hrabiostwa Tarnowskich oraz okolicznych chłopów, przez prawie dziesięć lat mieszkały w starej, fatalnie ogrzewanej wikarówce z dziurawym dachem. Stało tak, dlatego, że Matka Kolumba wraz  z pierwszymi dominikanki traktowały życie wśród najuboższych niezwykle poważnie. Dla Sióstr nie była to tylko powierzchowna filantropia, ale przede wszystkim towarzyszenie ludziom najbardziej pokrzywdzonym przez los w ich radości i bólu, trudzie i świętowaniu, dbanie o ich poziom intelektualny i moralny, dzielenie ich ciężkiej pracy i ubóstwa.

 

Gdy przyszła wielka woda…

 

Wszystko wydarzyło się tak nieoczekiwanie, był 18 maja 2010 roku.
Pamiętam, że tego dnia wieczorem, zrobił się nagle koło kościoła wielki ruch. Ciągniki, pełno ludzi niosących worki z piaskiem, strażacy. Kilka sióstr pobiegło nad Wisłę, na pobliskie wały. Wtedy zobaczyłam ogrom wody i jej siłę. Jednak strażacy uspokajali mnie, że mimo dużej ilości worków wały wytrzymają. Jednak stało się inaczej. Te z sióstr, które mogły się samodzielnie poruszać, zdążyły  jeszcze ewakuować na piętro starsze i obłożnie chore zakonnice. Tymczasem młodsze siostry pomagały na wałach ładować worki z piaskiem, robiły także ciepłe napoje i kanapki strażakom starającym się ochronić Wielowieś przed zagrażającą falą. Nad ranem odwołano akcję, zmęczone siostry poszły odpocząć, aby przygotować się do porannych modlitw. Jeszcze się nie położyłam, gdy zaczęły wyć syreny. Oznajmiały one przerwanie wału w Koćmierzowie, wówczas pomyślałam sobie „fala nie dojdzie”. Jednak doszła…. – wspomina siostra Świerada
Nagle siostry zostały odcięte od świata, zapanowała przerażająca cisza. Czasem przerywał ją warkot helikopterów ratujących ludzi z pobliskich domów.

 

W klasztorze brakowało chleba i wody, gdyż siostry spiesząc innym z pomocą zapomniały o sobie. Dopóki działały baterie w ich telefonach komórkowych mogły jeszcze gdzieś zadzwonić. Dopiero po trzech dniach zostały ewakuowane, pojechały na kilka dni do Domu Generalnego w Krakowie. Na miejscu została tylko przełożona Beata wraz z trzema siostrami. Po powrocie zakonnice zaczęły zastanawiać się jak pomóc innym. Jednak nie miały możliwości dotarcia do mieszkańców, wszędzie była woda.
Kolejna fala przyszła w czerwcu, znowu ewakuacja... Historia znowu się powtórzyła. Krajobraz przypominał scenerię z filmu o końcu świata, wyludnione pobojowisko. Pomoc przyszła prawie natychmiast od ks. Mieczysława Murawskiego, byłego proboszcza wielowiejskiego.

 

Miał dla powodzian żywność oraz środki czystości, z czasem dary zaczęły napływać już z całej Polski. W salce, która do tej pory wykorzystywana była na spotkania grup parafialnych i przyjmowanie wycieczek, pielgrzymek powstał „sklep u Matki Kolumby”. Tam powodzianie mogli się zgłaszać po żywność, artykuły chemiczne czy odzież.

 

Kiedy już klasztorny refektarz nadawał się do użytku, a ludzie mogli się przemieszczać zaczęto wydawać  im  obiady. Nieraz nachodziły siostry chwile zwątpienia, czy nie zaprzestać tej akcji. Jednak, kiedy widziały łzy wzruszenia i słyszały słowa podziękowania za posiłek, wiedziały jedno „trzeba pomagać”. Obiady były wydawane powodzianom do września 2010 roku. Były one dla ludzi przede wszystkim znakiem nadziei, że miłość pokona wszystko – nawet kataklizm.

 

Wszystkie parterowe pomieszczenia klasztorne, w tym kuchnia, pralnia, refektarz, kaplica oraz pokoje sióstr wraz z wyposażeniem zostały doszczętnie zniszczone. Po niedawnym remoncie generalnym nie pozostał nawet ślad. Przed powodzią wyremontowałyśmy całą instalację elektryczną, wodną oraz centralne ogrzewanie. W kaplicy zostały zalane i zniszczone zabytkowe ławy, stalle, konfesjonał. Zawilgocona została także polichromia autorstwa Jana Bukowskiego z lat 1939 – 1943. Klasztor stał w wodzie przez wiele dni. Zalaniu uległ także grób założycielki Zgromadzenia, siostry Kolumby Białeckiej. Zawilgocony został mur ogrodzeniowy. – opowiada s. Kordiana, przełożona klasztoru. 

 

Siostrom udało się przez te dwa lata sporo zrobić.
Jednak, aby wyremontować go, przywrócić do poprzedniego stanu potrzeba środków finansowych. Ludzie wchodzący do niego odczuwają wilgoć.
Klasztor ten jest miejscem szczególnym dla Zgromadzenia Sióstr Dominikanek, gdyż to właśnie w Wielowieś jest ich sercem, tu także znajduje się grób założycielki Matki Marii Kolumby.
Dla wszystkich pielgrzymów jest to perełka sakralna, która przez powódź straciła swój blask. Mam nadzieję, że znajdą się wśród czytających ten materiał ludzie dobrej woli i zechcą ten blask przywrócić.

 

       

 

       

 

 

   

 

MOŻESZ POMÓC :

 

Klasztor Sióstr Dominikanek w Tarnobrzegu-Wielowsi

 

Wszyscy, którzy chcieliby wspomóc remont naszego klasztoru w Wielowsi,

 

który ucierpiał w czasie ubiegłorocznej powodzi, mogą wpłacać na ten cel pieniądze na nr konta:

 

Zgromadzenie Sióstr Św. Dominika

ul. M.K. Białeckiej 1

39- 400 Tarnobrzeg

numer konta 44 2030 0045 1110 0000 0078 8020

z dopiskiem: Powódź w Wielowsi

 

Wszystkim ofiarodawcom już dziś dziękujemy,

niech Dobry Bóg wynagrodzi Waszą hojność.

 

Bóg zapłać.

 

Tekst :  Beata Fabiś

 

Foto: s. Dominikanki /  http://dominikanki.pl/mozesz-pomoc/Klasztor-Siostr-Dominikanek---w-TarnobrzeguWielowsi_1219

 

Poprawiony: piątek, 12 października 2012 11:08