Staram się być dla innych siostrą, by nieść im Chrystusa PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
środa, 17 kwietnia 2013 20:14

W oparciu o słowa Ojca Świętego Franciszka, który zaniepokojony jest o brak powołań oraz idąc za głosem Chrystusa, który często wspominał o głoszeniu Ewangelii przedstawiam świadectwo jednej ze sióstr, która opowiada o swoim powołaniu do życia zakonnego i misyjnego. Może samo świadectwo nie jest aktualne pod względem daty, ale jest aktualne pod względem służby Chrystusowi i to jest głównym powodem, aby je przedstawić lub tez przypomnieć  - dla tych, którzy może już kiedys je czytali.  Warto się z nim zapoznać, gdyż może ono wzbudzić w kimś pragnienie służenia Chrystusowi. Wielu młodych ludzi stara się odkrywać swoje powołanie szukając swojej drogi życia, która będzie prowadziła go do Boga, do Chrystusa. Pójść za głosem Chrystusa to ofiarować swoje życie dla innych, poświęcic siebie, swój czas, swoja pracę i wszystko co się posiada dla innych. Jeśli więc to świadectwo obudzi w was pragnienie służenia Chrystusowi - nie czekajcie na pokusy złego, który za wszelką cene bedzie chciał was odwieść od takiego zamiaru. Pójdźcie za głosem Chrystusa, aby głosić Ewangelię, aby służyć innym. Mam nadzieję, że to świadectwo przyniesie dobre owoce i rozpali w kimś ta iskrę światła, które poprowadzi kogoś do Chrystusa, że wzbudzi w kims to pragnienie służby Chrystusowi i innym. Odkrywanie swojego powołania przychodzi tez po przez modlitwę, bez niej nie usłyszymy głosu Chrystusa: "Pójdź za mną", dlatego też zapraszam wszystkich szukających czy odkrywających swoje powołanie aby przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji modlili się o światło na swoją sytuację związaną z powołaniem. Duch Święty przyjdzie z pomocą i wskaże właściwą drogę.  

 

 

Dziękuję Wam, moje kochane siostry!

 

       
   

Ogromnie pragnę podziękować za gościnność sióstr ze wspólnot z Warszawy, podczas mojego kolejnego pobytu w Ojczyźnie. Bóg dał mi łaskę spotkań z wieloma siostrami i dzielenia się doświadczeniem misyjnym. Piszę już po powrocie na placówkę misyjną do Valdivia na południu Chile, mile wspominając przeżyty dwumiesięczny czas w Polsce. Ogromnie dziękuję za otrzymywane biuletyny, które nas łączą na odległość.

           

Oddaje się… za Kościół i zbawienie świata

           
  

Wysławiam Boga za łaskę powołania do odpowiadania na Jego miłość w ślad za Chrystusem, za 25 lat mojego życia zakonnego i za dar powołania misyjnego pośród tych, do których mnie nadal posyła.

   

Wciąż brzmią w moim sercu słowa Ewangelii, jakimi Jezus podtrzymywał mnie w dniu mojej pierwszej podróży do Chile: „Każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma…”. I tak się dzieje w przeciągu tych moich 16-tu lat misji w Chile, bo tu dane mi jest dzielić się wiarą z wielu „braćmi” i „siostrami” zupełnie innej kultury, mentalności, języka i żyjąc w różnorodnym klimacie, począwszy od pustyni Atakama, na północy Chile, po region jeden z najbardziej deszczowych na kuli ziemskiej, na południu tego kraju.

             
   

Pragnę powiedzieć po hiszpańsku „Gracias, Señor” (Dziękuje, Ci Panie) za możliwość posługi misyjnej, za głoszenie Ciebie, będąc tylko Twoim narzędziem, przygotowującym Ci drogę. Dziękuję za misję ewangelizującą też i moje serce, bo wiara wzmacnia się, gdy jest dzielona z innymi i wtedy jest źródłem prawdziwej radości.

               

Z Chile

         
   

Powszechnie rozumiemy działalność misyjną Kościoła, jako pomaganie ubogim i dlatego, kiedy myślimy o misjach w krajach trzeciego świata, myślimy o działalności charytatywnej, edukacji, opiece zdrowotnej, obronie praw człowieka, walce z głodem, pomocą uchodźcom, sierotom itp.

   

Jednak to, co najistotniejsze w naszej działalności misyjnej, to przepowiadanie - głoszenie Ewangelii. O tym też niedawno przypomniał obecny papież Benedykt XVI w swojej adhortacji apostolskiej „Verbum Domini”, w której podkreśla, że „tym, co Kościół głosi światu, jest bowiem Logos nadziei; bo człowiek potrzebuje ’wielkiej nadziei’, by żyć w swojej teraźniejszości, wielkiej nadziei, którą jest ‘ten Bóg, który ma ludzkie oblicze i umiłował nas aż do końca”.

   

Tu w Chile w każdym miejscu rozwija się też działalność wspierająca i umacniająca to głoszenie Słowa Bożego, bo głoszenie słowem domaga się też i czynu, gdy wokół spotykamy potrzebujących, którzy nie mają dostępu do dobrej edukacji i dóbr, które są tu najmniej sprawiedliwe dzielone w porównaniu z innymi krajami świata. Jednak to głód duchowy tu jest o wiele większym wyzwaniem dla nas niż ten materialny, bo tu w Chile nikomu nie pozwoli się umrzeć z głodu. Zadziwia często zgoda wielu ludzi na swój los i solidarność.  W miasteczku Valdivia moja wspólnota zakonna także pracuje w parafii dwóch dzielnic dla ludzi pochodzących ze slumsów, często spychanych na margines społeczny. Nasza obecność wśród nich to dowartościowanie ich godności, jako osób kochanych przez Boga.

           
   

 Jednak to potrzeby duchowe są naszą największą troską, bo tu w Chile tylko 10% wszystkich ochrzczonych jest praktykująca i często chrzest jest rozumiany w sposób niewłaściwy, tylko jako ochrona przed chorobami i złem. Na mszę najwięcej osób przychodzi tylko na Boże Narodzenie, Niedzielę Palmową, Wielki Piątek i na pogrzeb. W diecezji, gdzie pracuję, jest tylko 12-u księży diecezjalnych i kilku zakonników w 25 parafiach. Niektóre parafie wiejskie mają nawet 30 kaplic, do których ksiądz przybywa ze Mszą raz w miesiącu lub raz na rok (niekiedy płynąc na druga stronę rzeki lub morza). Dlatego nasza działalność misyjna sióstr tam, gdzie Kościół jest mniej obecny, jest okazją do poznania Boga, do modlitwy i budowania wspólnot kościelnych. Wiemy, że to msza św. jest źródłem prawdziwego życia chrześcijańskiego, bo w niej spotykamy się z żywym Jezusem, z Jego słowem i Ciałem, dlatego doceniamy bardziej ten dar kapłanów i codziennej mszy św. tam, gdzie to jest możliwe i prosimy o nowe powołania.

   

Mnie osobiście w Ameryce Łacińskiej dane było i jest służyć zwłaszcza w formacji laikatu parafialnego: nastolatków, młodzieży, katechistów i od kilku lat w edukacji dla tej najbiedniejszej i trudnej młodzieży w szkołach, gdzie ciągle brakuje wyposażenia i materiałów szkolnych. Dwa razy w tygodniu dopływam morzem z miasteczka Valdivia na wyspę Corral do moich uczniów, którzy nawet czekają na mnie podczas sztormu. Dla niektórych z nich lekcje religii oznaczają pierwszą ewangelizację, bo po raz pierwszy słyszą o Jezusie Chrystusie. Tam niektórzy uczniowie mówią, że jedynym miejscem i momentem modlitwy razem z innymi są lekcje religii, bo w wielu miejscach ich zamieszkania nie ma kościołów ani kaplic, bo wiele z nich zostało zniszczonych przez najsilniejsze trzęsienie ziemi w roku 1960. Do tej pory jeszcze nie udało się odbudować tego, co stracili. Zresztą cały kraj ma częste wielkie trzęsienia ziemi, jak to w lutym 2010, które pozostawiło w gruzach 6 regionów. Do tej pory są tysiące ludzi czekających na własny dom. Poza pomocą charytatywną, którą niesie wiele ludzi solidarnych, misja tu polega też na podtrzymywaniu nadziei.

   

Dla moich uczniów i dla osób z parafii jestem po prostu „Hermana” czyli siostra i często słyszę w szkole to słowo. Staram się, więc być dla nich siostrą, która interesuje się ich problemami, potrzebami, która wsłuchuje się w nich, bo mówią też za pośrednictwem swego zachowania, które ma swe przyczyny i historię. Pochylam się nad nimi, by nieść im Jezusa, słowa nadziei i wiary, bo wielu z nich nie wierzy lub nie dowierza, nie znajdując sensu życia i nie mając żadnych aspiracji na przyszłość.

                   
   

Także dziękuję Wam, drogie siostry, za wasze modlitewne wsparcie nas będących daleko poza granicami Ojczyzny.

             
   

Pomagajmy sobie wzajemnie, by nadal głosić Jezusa, z którym mamy bliski kontakt i w którego żywo wierzymy.

           

Wasza siostra Brygida Koeppen, fmm, Chile, Valdivia

 


ŹRÓDŁO:  http://www.fmm.opoka.org.pl

Poprawiony: czwartek, 18 kwietnia 2013 00:21