|
Eucharystia – prawdziwe Ciało i prawdziwa Krew Chrystusa pod postaciami chleba i wina. Największy Dar, jaki zostawił nam Jezus Chrystus – pod sakramentalnymi znakami daruje nam samego siebie. Często jednak nie uświadamiamy sobie wielkości owego Daru, który Bóg złożył w nasze ręce.
Uczta miłości
Czym jest Wieczernik? Jest potężnym źródłem, z którego wciąż bije Woda Życia. Jest to przede wszystkim źródło miłości tej najczystszej, najpiękniejszej i najpotężniejszej. Ktokolwiek wchodzi z wiarą do Wieczernika, ten zanurza się w tym źródle, a doświadczając miłości Boga odkryje, że On jest miłością. Wieczernik jest miejscem najpełniejszego objawienia miłości Ojca do Syna i Syna do Ojca oraz, w dzień Pięćdziesiątnicy, miłości Ducha Świętego. Równocześnie jest to miejsce objawienia miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego wobec człowieka. Tej niepojętej miłości, która zamyka człowiekowi usta milczeniem podziwu i tajemnicy. Bóg umywa nogi. Komu? Człowiekowi. Bóg staje się przyjacielem. Czyim? Człowieka. Bóg staje się chlebem, pokarmem. Dla kogo? Dla człowieka. Bóg decyduje się na śmierć. Za kogo? Za człowieka. A to wszystko z miłości. Jezus przyszedł, by uczyć nas miłości i serce człowieka zostaje zbawione, gdy drgnie, gdy zacznie bić jej rytmem. O to ciągle Jezusowi chodzi. To cel Jego zabiegów. Właśnie w opisie Wieczernika padają te głębokie słowa: „umiłowawszy swoich, do końca ich umiłował”. Tu, w czasie Ostatniej Uczty, najpełniej objawia swoją miłość do człowieka.
Miłości bliźniego uczył Jezus przez całe życie, wspomagając - jak dobry Samarytanin - ludzi potrzebujących pomocy. Teraz objawia miłość nieprzyjaciół, gdy spokojnie, tak jak uczył, częstuje chlebem swego wroga, Judasza. Nie rzuca w niego piorunem zemsty, lecz wyciąga doń rękę pełną chleba. Czyni to w czasie świętej Uczty, by na zawsze swoim przyjaciołom dać przykład, jak ma wyglądać ich miłość nieprzyjaciół. Tu też objawia po raz pierwszy swoim przyjaciołom prawo miłości wzajemnej. To Jego prawo, nowe prawo, prawo wspólnoty stołu, prawo ludzi uczestniczących we Mszy świętej. Umywając przyjaciołom nogi daje przykład, aby i oni wzajemnie sobie nogi umywali. Dopiero w kontekście tego nowego prawa miłości można zrozumieć słowa: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje”. Miłość wzajemna daje siebie jako pokarm przyjacielowi.
Msza święta to uczta miłości.
Tylko ten, kto chce się uczyć miłości, komu bardzo zależy na jej posiadaniu, po wielu poszukiwaniach dotrze do Wieczernika. Wtedy odkryje źródło, za którym tak bardzo tęskniło jego serce. To w Wieczerniku można usłyszeć hymn miłości, jaki wznoszą zebrane w nim serca, pieśń, którą wyśpiewał Paweł w trzynastym rozdziale pierwszego listu do Koryntian: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał...” Msza święta umożliwia zanurzenie się w źródle najczystszej Wody Życia. Ona jest źródłem miłości. Niewielu ludzi potrafi z niej czerpać. Wielu obecnych stoi wokół źródła, nie sięgając do niego, nie ceniąc go sobie, nie pragnąc jego wody. Kiedyś zobaczą, jaką mieli szansę, ale wtedy będzie za późno. Najszybciej odkrywają wartość Mszy świętej ludzie spragnieni spotkania i przeżycia prawdziwej miłości. Często tego pragnienia nie jest w stanie zaspokoić żadna forma miłości doczesnej: ani małżeństwo, ani macierzyństwo czy ojcostwo, ani nawet przyjaźń. Tacy ludzie powinni udać się do Wieczernika. Oni są bowiem, jak zdrowe ryby, tęsknią za źródłem i gotowi są płynąć nawet pod prąd, zdecydowani na najwyższy wysiłek, byle dotrzeć do źródła. Rzecz jasna, nie mówi się w tym miejscu o rzeszach. Z tłumów, jakie otaczały Jezusa, do źródła dopłynęła niewielka grupa.
Ciało za was wydane.
Msza świętą jest to uczta w gronie ściśle dobranym i zamkniętym, w gronie przyjaciół Chrystusa. Komunia święta została przez Jezusa ustanowiona wyłącznie dla Jego przyjaciół. Co więcej, Jezus umiera przede wszystkim za swoich przyjaciół. On chce, by oni o tym wiedzieli, by egzystencjalnie połączyli Jego śmierć ze swoim życiem. „Ciało Moje za was wydane”. Za was! Jezus nie powiedział: za świat, za ludzi. On powiedział Apostołom: „Za was”. Im też tłumaczył, że nie ma większej miłości nad tę, gdy kto życie swoje oddaje za przyjaciół. Czy Ty wiesz, co znaczy żyć ze świadomością, że ktoś za mnie umarł? Ja miałem umrzeć, a On umarł za mnie. Ja miałem być powieszony, a On został powieszony za mnie. Czy wiesz, co znaczy żyć ze świadomością, że za mnie oddał życie geniusz, który mógł zrobić tysiące razy więcej dobra niż ja? Mógł tworzyć arcydzieła, podczas gdy mnie na nic nie stać, a to, co robię, często napawa mnie wstydem. A co dopiero żyć mając świadomość, że za mnie umarł Jednorodzony Syn Boga.
Niewiele przeżyjesz z tajemnicy celebrowanej codziennie Mszy świętej, jeśli nie usłyszysz słów konsekracji skierowanych do siebie, jeśli nie uświadomisz sobie, że właśnie za Ciebie On wylał swoją Krew. Msza święta to uczta skazanych na śmierć, którzy zostali ocaleni, ponieważ Ktoś, Kogo wspominają, dobrowolnie oddał za nich życie. Jak długo będziemy tę prawdę umieszczać wśród poetyckich zwrotów, tak długo nasze wspomnienie Mistrza z Nazaretu będzie czysto formalne, nie mające nic z siły kształtującej życie. Trzeba dobrze znać Tego, kto za nas wydał siebie, dzięki któremu żyjemy. Trzeba odkryć, jak wiele Mu zawdzięczamy. Wydał siebie za nas. Następnie uczynił swoje Ciało pokarmem dla nas, byśmy mogli mieć Jego życie. „Kto przyjmuje moje Ciało, choćby i umarł, żyć będzie”. Często się mówi o wielkich perspektywach zbawienia ludzkości, o obejmujących świat owocach Krzyża, zapominając równocześnie, że słowa te, jakkolwiek prawdziwe, w wielu przypadkach pozostają w sferze nie mających żadnego wpływu na życie ogólników. Liczy się to, czy ja zostanę zbawiony. A moje zbawienie jest uzależnione od tego, i w jakiej mierze dostrzegę mój związek z Chrystusem, moją z Nim przyjaźń, w jakiej mierze usłyszę sercem Jego wyznanie: „To jest Ciało moje, za ciebie wydane”. W jakim stopniu uświadomię sobie, że On - w imię przyjaźni, jaką mnie darzy umiera za mnie na krzyżu i podaje mi swoje Ciało na pokarm jako gwarancję nieśmiertelności. Dopiero egzystencjalne przeżycie tych prawd umożliwia świadome uczestnictwo w Uczcie Eucharystycznej, w której ludzie wdzięczni Bogu, wdzięczni za otrzymaną szansę wieczności, ponownie przeżywają Jego poświęcenie dla ich dobra. I znów dotykamy nie czego innego, lecz osobistego spotkania z Jezusem, przeżycia przyjaźni z Nim. Bez tego wejście do Wieczernika i obecność na Mszy świętej jest nieporozumieniem.
Uwielbienie Ojca.
Na czym polega istota uwielbienia Boga przez człowieka? Czy śpiewanie hymnów rzeczywiście wielbi Boga, jeśli serca śpiewających są daleko od Niego. Uwielbienie Boga, jest to na pewno jedna z najtrudniejszych form modlitwy. Zawsze pozostaje otwarte pytanie, o ile w ogóle uwielbienie jest możliwe do wyrażenia w słowach? Kiedy syn jest dumą ojca? Czy nie wówczas, gdy idealnie współpracuje z ojcem w realizacji jego planów? Jeżeli syn ma mądrego ojca, to nigdy nie będzie planował swoich własnych dzieł, lecz wejdzie w realizację zamierzeń ojca. W tym objawia swoją miłość wobec niego. W tej współpracy mogą bowiem być razem. Jednoczy ich dzieło, a oni tego właśnie zjednoczenia szukają. Co więcej, w tej współpracy syn chętnie podejmie trudniejsze zadania, a ojciec widząc, że on je dobrze spełnia jest z syna dumny. Im syn doskonalej wykona trudne zadanie, tym większy zaszczyt dla ojca. Ostatecznie chwałą ojca jest nie jego dzieło, lecz wielkość dzieła jego syna. Ojcu bowiem oddaje chwałę wielkość jego syna i doskonałość dzieła, jakie syn wykonał.
Otóż to jest ten ludzki język, w którym niepojęty Bóg objawia, na czym polega Jego uwielbienie. Często się sądzi, że odśpiewanie hymnu „Ciebie; Boga, wysławiamy” jest doskonałym uwielbieniem Boga. Mnoży się zatem modlitewne formuły sądząc, iż im więcej wypowiedzianych słów, tym doskonalsze uwielbienie Boga. Tymczasem Boga najmniej wielbią słowa, Jego wielbi serce i czyn. Cóż z pięknych słów syna pijaka, którymi odnosi się do rodziców, skoro upiciem przynosi im hańbę. Co pomogą zapewnienia córki nawet miłe i wzniosłe - skoro jej prowadzenie się rzuca cień na rodziców. Można ani razu nie wyśpiewać „Ciebie, Boga, wysławiamy”, a wielbić Boga swoim życiem, współpracując z Nim w wykonywaniu dzień po dniu zadań, jakie On wyznaczył. Otóż Syn Boży doskonale wykonał wszystko, co powierzył Mu do spełnienia Ojciec. Zbawienie ludzi było bardzo trudnym zadaniem. Trzeba było zejść na ziemię, oddać się w ręce księcia tego świata, cierpieć i ponieść śmierć. Ojciec uważnie śledził każdy krok Syna, wiedział, że zadanie wykona dobrze i czekał, kiedy usłyszy: „Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mojego”.
I właśnie Msza święta umożliwia uczestniczenie w tym wielkim wielbieniu Ojca przez Syna, dokonującym się przez dokładne wypełnienie powierzonego Mu zadania. Przyjaciele Jezusa to ludzie, którzy włączają się w Jego dzieło i postanawiają uwielbić swego Boskiego Przyjaciela przez dokładne wykonanie zadań, jakie im Bóg zlecił. Przyjaźń nie opiera się na słowach, ale na godnej postawie człowieka i na jego czynach. Jezus nie gromadził prawiących piękne słowa przyjaciół, lecz ludzi gotowych do czynu. Uwielbieniem Boga są nie tylko słowa, lecz czyny Jego przyjaciół. Msza święta jest uwielbieniem Ojca przez dzieło Syna, w które ustawicznie włącza się uwielbienie zebranych przy ołtarzu uczestników. Ich postawa, ich życie, ich czyny, z których Ojciec jest dumny, składają się na piękny bukiet kwiatów, który ofiarowany na ołtarzu staje się radością Ojca. Wierność w realizacji woli Ojca jest nierozerwalnie złączona z trudem, z cierpieniem. Tu na ziemi współpraca z Bogiem wiele kosztuje. Kosztowała Jezusa, kosztuje Jego przyjaciół. Uczestnictwo w świętej Uczcie uświadamia i przypomina tę prawdę. Wzywa do wielbienia Ojca przez idealne włączenie się w Jego plany. Wzywa do takiego postępowania, do takiej współpracy z Ojcem, by On był dumny z nas jako swoich dzieci. To tu jest miejsce na pełne włączenie się ludzi cierpiących w ofiarę Chrystusa. Bóg dopuszcza cierpienie na ludzi, czasem okrutne, trwające lata, a nawet życie całe, oczekując postawy godnej człowieka. Sprostanie cierpieniu i dojrzewanie w nim jest najtrudniejszym, ale i największym dziełem, jakiego człowiek może dokonać. Żadna praca twórcza, produktywna, żadne dzieło wychowania dzieci, żadne reformy społeczne nie mogą się równać z umiejętnością zachowania godności człowieka w cierpieniu. Bóg jest wówczas dumny ze swego syna czy córki. Cierpienie jest najtrudniejszym zadaniem, jakie można tu na ziemi otrzymać od Boga. Każdy, kto to zadanie podejmuje i godnie je spełnia, wielbi Ojca Niebieskiego, jak wielbił Go Syn cierpiąc na krzyżu. Tajemnica to niepojęta, ale jej sens znany jest Bogu, a nam zostanie ukazany wówczas, gdy On tego zechce.
Ofiara Kościoła.
Owocność uczestnictwa we Mszy świętej zależy nie tylko od bliskości osobistego spotkania z Chrystusem, ale i od świadomości bogactwa tajemnicy Kościoła. Pewien kapłan wyznaje: „Męczyłem się z tym przez długie lata. Wymawiałem słowa modlitwy dotyczące Kościoła, ale nie mogłem uchwycić samego związku Eucharystycznej Ofiary z Kościołem. Nie mogłem dostrzec tego, że Kościół razem z Chrystusem składa Ojcu ofiarę uwielbienia. Dziś sądzę, że wiara w Kościół wymaga najwyższej dojrzałości i dlatego dociera do świadomości człowieka stosunkowo najpóźniej. Trzeba po prostu dostrzec wspólnotę przyjaciół Chrystusa zgromadzoną w Wieczerniku i wychodzącą z tego Wieczernika w świat, by w tym świecie dawać świadectwo prawdziwej miłości. Trzeba dostrzec, że jest to wspólnota dążąca do realizacji woli Ojca na ziemi, aby przez to oddać Mu chwałę”. Całe życie Kościoła wywodzi się z Wieczernika i do Wieczernika wraca. W nim się urzeczywistnia. Można powiedzieć, że zadaniem Kościoła jest ustawiczne poszerzanie Wieczernika, przesuwanie jego ścian, tak aby mogło weń wejść wielu. W Wieczerniku Chrystus sam siebie składa w ofierze, ale w tym samym Wieczerniku Apostołowie dojrzewali do składania ofiary z siebie. Tu dojrzewała ich odwaga, tu serca wypełnione Duchem Świętym zapałały gorliwością o zbawienie świata, tu karmieni wydanym za nich Ciałem Chrystusa dojrzewali do wydania własnych ciał za Chrystusa. Dowodzi tego przykład Piotra, któremu po pierwszej Mszy świętej zabrakło jeszcze odwagi do dania świadectwa, ale za kilka miesięcy, gdy za swoją przynależność do Chrystusa Sanhedryn skazał go na chłostę, będzie się cieszył, że mógł cierpieć dla Jezusa, a więc wydać własne ciało dla Niego.
Wcale nie jest łatwo dostrzec ową wspólnotę przyjaciół Chrystusa, która stanowi samo serce Kościoła. Ona zawsze składa się z tych, którzy w Wieczerniku siedzą najbliżej Mistrza, a więc świadomie uczestniczą w Eucharystii. To właśnie Msza święta jest ucztą Kościoła, jest ucztą kształtującą jego życie. Ona wyznacza rytm jego życia. Ona wzywa uczestników do pełnego naśladowania Chrystusa, do tego, by w Nim, z Nim i przez Niego wielbili Ojca w niebie. Podziwem napełniają słowa o liturgii eucharystycznej zapisane w „Didache”, w piśmie pochodzącym z pierwszego lub początku drugiego wieku. Ono, bowiem faktycznie łączy Eucharystię z tajemnicą życia Kościoła, czego w sposób tak umiejętny nie czyni żadna z obecnie używanych modlitw eucharystycznych, a przecież modlitwy tej nie układali uczeni liturgiści, lecz była ona wyrazem świadomości pierwszych uczniów apostolskich. „Didache” świadczy o radosnej przynależności do Kościoła, jako wspaniałej Bożej rodziny, rozsianej po całej ziemi. Kto dziś w ten sposób myśli? Dla kogo w naszym pokoleniu przynależność do Kościoła jest tak zachwycającą i uszczęśliwiającą przygodą, jak dla pierwszych chrześcijan? Inna rzecz, że Kościół wówczas stanowił mniejszość, a dobór ludzi należących do niego był wyjątkowo ostrożny. Zasadniczo dopuszczano do chrztu najwspanialszych ze wspaniałych. Rzecz jasna, nie chodziło ani o pozycję społeczną, ani o wykształcenie, lecz o uczciwość i dobrą wolę. Oto ich eucharystyczna modlitwa: „Jak ten łamany chleb rozsiany po górach, a zebrany stał się czymś jednym, tak niech się zbierze Kościół Twój z krańców ziemi w królestwo Twoje. (...) Pomnij, Panie, na Twój Kościół i wybaw go od wszelkiego zła i doprowadź do doskonałości w miłowaniu Ciebie; zbierz go od czterech wiatrów, pełen świętości, w królestwo Twoje, które mu zgotowałeś”. Pierwsi chrześcijanie jasno rozumieli to, co z wielkim trudem dociera do świadomości współczesnych wiernych, a mianowicie, że każda Msza święta obejmuje cały Kościół. Kapłan stając przy ołtarzu wychodzi na scenę przy otwartej kurtynie, na oczach milionów ludu i wszelkich istot rozumnych. Otwiera, bowiem Wieczernik, który jest centrum życia całego Kościoła. Wielka to odpowiedzialność sprawować Eucharystię na oczach Kościoła i w imieniu Kościoła. Przez kapłańskie ręce Kościół składa siebie Ojcu w ofierze i przez usta wyznaje Mu swoje prośby, swoje życzenia, swoje słowa żalu i dziękczynienia.
Kończąc naszą refleksję nad tajemnicą Mszy świętej bynajmniej nie można powiedzieć, że temat został wyczerpany. Zasygnalizowaliśmy jedynie pewne aspekty bogactwa Eucharystycznej Uczty.
AUTOR: br. Andrzej
ŹRÓDŁO:

|