Przestrzeń pokus i walki PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
poniedziałek, 08 lipca 2013 11:01

Przypatrzcie się, w jaki sposób czyści się przedmioty miedziane:

pociąga się je gliną, a więc czymś, co je brudzi, co zabiera im blask;

ale po takim zabiegu lśnią jak złoto. Otóż pokusy są dla duszy taką właśnie gliną;

służą one do tego, by w duszy zabłysły cnoty przeciwne tym pokusom.

 

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus

 

 

Czasami któryś ze współbraci żartując, wyjaśnia w prosty sposób przyczynę pojawiania się na skroniach siwych włosów: "każdy siwy włos na głowie, to przezwyciężona pokusa". Gdyby tak było, każdy starszy człowiek ze szronem na głowie uchodziłby za mocarza duchowego i szczyciłby się siwizną. Rzeczywistość wydaje się bardziej złożona, zwłaszcza, iż wędrujemy do wnętrza ludzkiej duszy do sumienia, do tego, co nas konstytuuje w jedności psycho-fizyczno-duchowej. Czym innym jest na przykład pokusa od doznania psychicznego i niedojrzałości uczuciowej tak łatwo niekiedy mylone i utożsamiane. Dochodzi ponadto tajemnica złego - ojca kłamstwa, który na wszelki sposób chce dotrzeć do człowieka, wybierając to, co w nim najsłabsze. Sięgnijmy do Źródła Życia - słowa Boga, by lepiej odkryć siebie i swą duchową drogę.

 

 

 

Głębokie przekonanie o konieczności pokusy w duchowym itinerarium odkrywamy na kartach Ewangelii (Mt 4,1-12). Po trzydziestu latach ukrytego życia w Nazarecie, Jezus przygotowuje się do rozpoczęcia nauczania. Najpierw przyjmuje chrzest w Jordanie z rąk Jana Chrzciciela. Potem udaje się w stronę okolicznych wzgórz na pustynię pozbawioną wszelkiego życia. W samotności pości przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy. I oto ukazuje się Chrystusowi duch zły - szatan, który ośmiela się kusić Boga Człowieka.

 

 

Zbawiciel jest kuszony, przeżywa walkę, jaka dokonywać się będzie między Jego uczniem a odwiecznym nieprzyjacielem człowieka. To szatan chce odwrócić człowieka od Boga i doprowadzić do zła. Diabeł to ten, który rozdziela - taka jest jego misja.

 

 

Wszystko zatem, co dokonało się w życiu Chrystusa, powtarza się w życiu Jego uczniów, w więc jest to rzeczywistość do końca realna, na którą każdy powinien być przygotowany. Co więcej, pokusa pojawia się w tym kontekście jako konieczność, wpisana w chrześcijańskie życie, to próba potrzebna do wewnętrznego wzrostu człowieka. Może jednak zaistnieć sytuacja, w której pokusa poprzez decyzję serca przeradza się w grzech i śmierć. Należy w tym miejscu rozróżnić kuszenie od decyzji serca przyzwalającej na pokusę. Ta ostatnia, choć zwykle posiada pozorne dobro, w rzeczywistości prowadzi do grzechu i śmierci. Tak oto dochodzimy do trudnej sytuacji rozróżnienia dobra od zła.

 

 

Gdyby zło, noszące wiele imion, przywdziewało jednoznaczne szaty, sprawa byłaby prosta w naszym życiu duchowym i w kierownictwie duchowym. Ale nawet szatan w ewangelicznej scenie proponował Chrystusowi pozorne dobro. Dlatego pokusa stoi niejako na granicy autentycznego dobra i realnego zła. Dramat wyboru polega jednak na tym, iż pokusa przybiera najbardziej wyrafinowane formy dobra. Zło nie ukazuje swojego prawdziwego oblicza. Podstęp pozwala złu nałożyć maskę dobra i wywołać zamieszanie miedzy dobrem i złem. Owa dwuznaczność, której doświadczamy w życiu zmierza do tego, aby nazwać dobrym to, co jest właśnie złe. Czyż nie jest to doświadczenie ludzkiego serca przeżywającego napięcie i rozdarcie, a w skrajnym wypadku zagubienie granicy między dobrem i złem, które przyjmuje współczesną postać braku poczucia grzechu? Człowiek jest wewnętrznie rozdarty.

 

 

 

Pokusa zatem, stojąca na granicy dobra i zła, właściwie rozeznana (jako pozorne dobro) staje się "inspiracją" duchowej walki człowieka zmierzającej do wyboru między dobrem a złem, między światłością i ciemnością. Co więcej, w owej walce człowiek szybko się przekonuje, iż sam nie jest w stanie zła zwyciężyć... Chrystus przychodzi, aby człowieka uwolnić i umocnić, odnowić wewnętrznie, wyrzucając precz "księcia tego świata" (J 12,31).

 

 

 

Warto przywołać przykład św. Franciszka z Asyżu, który daje pouczenie pewnemu bratu dręczonemu pokusami: "Uwierz mi, synu, że właśnie dlatego uważam cię za sługę Bożego i wiedz, że im większych doznajesz pokus, tym mi jesteś droższy. Zgodnie z prawdą mówię ci, że nikt nie może uważać się za sługę Bożego, dopóki nie będzie doznawał pokus i zmartwień. Pokonana pokusa jest pewnego rodzaju pierścieniem, którym Pan poślubia duszę swego sługi. Liczni bracia znajdują przyjemność w zasługach zdobywanych w ciągu wielu lat i cieszą się z tego, że nie doświadczyli pokus tego rodzaju, lecz niech wiedzą, że Jest to oznaka, iż Pan zdaje sobie sprawę z ich słabości duchowej, bo wystarczyłaby odrobina strachu, by zostali pokonani w walce. Rzeczywiście, wszczyna się twarde walki tylko z tym, kto posiada siłę ducha zdolną wytrzymać wszystkie próby" (II Celano, 119). Kto Jednak potrafi ocenić ciężar, siłę pokus i utrapień w życiu duchowym oprócz samego Boga? Pocieszeniem są słowa św. Pawła: "Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać" (l Kor 10,13).

 

 

Pojawia się więc konieczność ciągłego ożywiania więzi z Tym, który jest Panem - Zbawicielem w Duchu Świętym. Tenże Duch Święty dostarcza licznych zachęt do zwyciężania zła dobrem, wspiera w duchowych zmaganiach (por. Rz 5,3-5.7); pozwala też właściwie rozsądzić, rozróżnić co jest dobrem a co złem. Kiedy staje przede mną zło, to znaczy wszystko to, co sprzeciwia się prawu Bożemu, dobrym obyczajom, zdrowemu rozsądkowi, i kiedy to wszystko wydaje się bardzo pociągające, urocze, kuszące, pożyteczne, łatwe i miłe, potrzeba wtedy wiele siły ducha i mądrości, żeby prosto i zdecydowanie powiedzieć: "Nie". Jakże Jest to trudne: być silnym!

 

 

Te i dalsze słowa św. Jakuba, codzienne słowa modlitwy wypowiedziane po raz pierwszy przez Jezusa - "nie wódź nas na pokuszenie" - potwierdzają prawdę, jak Bogu zależy na zwycięstwie nad wszelkim złem. Opłakane pozostają niestety skutki grzechu pierworodnego: tajemnicza "predyspozycja" do grzechu. Łatwo otwierające się drzwi, nad którymi widoczne są napisy: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha żywota. Wydaje się, że we współczesnym świecie coraz łatwiej przez te drzwi przejść. Przez przezroczystą szybę, jak w supermarkecie pobudowanym ludzką ręką, widzę z daleka kuszące propozycje, które są rozkoszą dla oczu. Najpierw jest promocja wolności, która pozwala robić wszystko, co się podoba; budować prywatną "pobożność", "duchowość", indywidualizm, własny obraz Boga i siebie, które to zawsze zmieszczą się w kategoriach życia chrześcijańskiego. Już na samym początku narzuca się z owego supermarketu specyficzna dynamika, by coraz więcej kupować za cenę autorefleksji -jest bowiem tyle potrzeb.

 

 

Wybieraj, kupuj jeszcze i jeszcze. Łatwo zapominamy o sobie, o swoim sercu. Pan Bóg odchodzi na margines zainteresowania, nie On jest celem. Jego słowo bardzo słabo słychać, w końcu gaśnic w szumie, w hałasie... Kolejne stoiska supermarketu ukazują cele, które wskazują na to, co wygodniejsze, łatwiejsze, przyjemniejsze. Ostatecznym odniesieniem okazuje się człowiek - to on jest celem samym w sobie. Dziwny jest jednak jego portfel, bo w nim zamiast skarbu zapału apostolskiego, radości, pokoju, cierpliwości znajduje pieniądze, na których jest napis: "będziecie jak Bóg". Co Jest ostatecznym produktem pożądliwości? Serce wypełnione pustką, zagubieniem, rozgoryczeniem, smutkiem. A przecież początek był tak zachęcający i pociągający. "To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci. Pożądliwość. gdy pocznie, rodzi grzech, a skoro grzech dojrzeje, przynosi śmierć" (Jk 1,14-15).

 

 

Ów odwieczny tragizm ludzkiej pożądliwości i wewnętrznego rozdarcia stanowią przestrzeń pokus i walki.

 

 

"Przyjąć czyszczącą glinę, aby zabłysnąć Bogiem". Słowa św. Teresy przytoczone na początku tej refleksji niosą zachętę do gotowości na ten trudny a Jednocześnie konieczny wymiar życia duchowego. To swoista lekcja dla ucznia Chrystusa w szkole Jego Ewangelii. Lekcja ta staje się jednocześnie bardzo szybko naszym życiem, gdzie ocenę najbardziej sprawiedliwą jest w stanie wystawić sam Bóg.

 

 

Panie mój. Nauczycielu l Przyjacielu!

 

Nie wiem, ile potrzeba gliny dla zabrudzonej miedzi; nie wiem kiedy wyznaczasz czas na oczyszczenie; nie wiem czyją ręką posłużysz się do pracy nad odnawianiem. Wiem natomiast, że potrzebuję Twojej mocy. Twoich wskazań. Twego słowa, Twego serca, aby ostatecznie zabłysnąć Twoim, Jezu, obliczem.

 

 

 

AUTOR: Krzysztof Lewandowski OFMCap

 

 

ŹRÓDŁO: Dwumiesięcznik "Trzeźwymi bądźcie" Numer 2/2002

Poprawiony: poniedziałek, 08 lipca 2013 11:37