| Rany |
|
|
|
| Wpisany przez Beata |
| środa, 05 listopada 2014 22:06 |
|
Krzywdy, których doznaliśmy, mogą stać się źródłem życia; nasze rany okażą się źródłem nowej siły. W każdym z nas obecne jest życie, owa siła, która może prowadzić nas do przodu. Musimy rozpoznać, gdzie tkwi rana. Nosimy ją w sobie. Kiedy jednak rozpoznamy również, że jesteśmy kochani przez Boga, możemy przeżyć coś niezwykłego. Możemy otrzymać dar przebaczenia.
Okaleczeni przez jednych ludzi, skutki naszych zranień okazujemy innym. Nie dokonując pojednania ze swoją przeszłością, w której zostaliśmy zranieni, przekazujemy swoje urazy innym. Rany, które nie zostały przez nas opatrzone, skazują nas na to, byśmy okaleczali siebie albo innych. Jeśli nie zadajemy bólu innym, to sprawiamy go sobie – wymierzając sobie kary, poniżając siebie, a nawet dokonując samookaleczeń. Niektóre choroby, przez które przechodzimy, mogą być formą samoukarania.
Możemy być wolni od naszych ran, jeśli tylko tego pragniemy. Ta wolność wyraża się w tym, że nikt nie może nas zranić, jeżeli tego nie chcemy. Drugi człowiek może nas zranić jedynie wtedy, gdy my sami siebie ranimy, gdy sami sobie wyrządzamy krzywdę. Jeśli pozwalamy innym, by nas krzywdzili, sami jesteśmy sobie winni. Gdy w naszej duszy zachowujemy spokój, wtedy nikt nie może nam wyrządzić bólu, nikt nie ma nad nami władzy.
Jeśli nieustannie krążymy wokół siebie i swoich problemów, samych siebie ranimy. Jeżeli jako zasadniczy cel życia widzimy w konieczności uwolnienia się od własnych lęków, będziemy na nieskazani. Jeśli zamierzamy nad wszystkim panować, życie wymknie się nam spod kontroli. Chcąc wszystko robić w sposób doskonały, dojdziemy z czasem do stwierdzenia, że wszystko robiliśmy źle. Ranienie siebie jest konsekwencją ulegania naszym starym wzorcom postępowania. W życiu nie chodzi o to, aby nie cierpieć, lecz o to, aby na wszystko patrzeć przez Boga. Dążenie do spełniania swoich życzeń i kontrolowania przykrych sytuacji, które mogą się wydarzyć, zmierza do krzywdzenia siebie samych.
Potrzeba naszej zgody na fakt, że wszystkie potrzeby i pragnienia nie będą spełniane. Nieustanne dążenie człowieka do tego, aby tak właśnie było, jest ewidentnym sposobem na stłumienie naszej tęsknoty za Bogiem.
Rana, to miejsce bolesne w nas. Z niej emanuje prawda o nas. Dzięki niej pełniej uświadamiamy sobie popełnione zło, lub doznane krzywdy. Nie należy myśleć przede wszystkim o tym, ile jest w nas zła, lecz to, że w nas mieszka Bóg, kocha nas, przytula nas do siebie.
Rany, jakie pozostawia w nas życie, bolesne doświadczenia zawierają program do stawania się człowiekiem świętym. Dzięki nim szukamy lekarza, skutecznego w leczeniu, Jezusa Chrystusa. Rany upokarzają nas, a równocześnie uczą pokory. Dzięki nim stajemy się cierpliwymi, umiejącymi czekać na łaskę Boga, na Jego przyjście i zaradzenie temu, co przeżywamy. W ranach dojrzewamy, w nich kochamy, z nich czerpiemy siłę. One są źródłem siły do życia, do walki o piękny kształt człowieczeństwa.
Dzięki naszym ranom możemy zbliżyć się do Jezusa i poznać siebie. Bez poznania Boga, nie ma poznania siebie. W Nim zaczynamy rozumieć znaczenie i sens naszego życia. Z Nim wyruszamy w drogę. Nadal się lękamy, ale jest to lęk twórczy, lęk chrześcijański, który daje odczucie wchodzenia Boga w nasze ludzkie życie. Nie ten lęk, który niszczy, ale ten, który przypomina, jak anioł Pana i przestrzega, na coś uwrażliwia.
Nie należy myśleć o tym, ile jest w nas zła. Patrzmy na Jezusa. Pomocą niech będą obrazy z Ewangelii. Obserwujmy Jego zachowanie, patrzmy na gesty, sposób Jego patrzenia na nas, także i to, jak innych słucha, co mówi. Patrzmy z miłością. Patrzenie na siebie, tak naprawdę sprowadza się, do użalania nad sobą. Uwielbienie Boga, zadośćuczynienie dokonuje się przez miłość, nie zaś przez nieustanne powracanie do tego, co złego uczyniliśmy.
Jezus po swoim zmartwychwstaniu idąc z Piotrem brzegiem jeziora Galilejskiego, nie stawia pytań o przyczynę zdrady ucznia. Stawia pytania umożliwiające Piotrowi wyznanie miłości. Zdradę odpokutowujemy miłością. Trzy razy powiedział, że nie zna Jezusa, a potem trzy razy wyznał, że Go kocha.
Ważna jest nasza miłość, a niepopełnione zło, które już wyznaliśmy w Sakramencie Pokuty, nad którym płakaliśmy i z powodu, którego bolało i boli serce. Miłość jest drogą, na której odpokutowujemy swoje grzechy, swoje błądzenie, brak wierności.
Obracanie się wokół wspominania zła uczynionego może prowadzić do przeszłości, do takich czynów, które wspominamy z bólem serca. To, bowiem, co nosimy w umyśle, wnika w wyobraźnię, w nasze uczucia. Zaczynamy wprowadzać w ruch określoną rzeczywistość mającą treść, emocje, kształt. Odnawiamy ją w sobie, a z czasem, nie zauważamy, kiedy pojawi się moment pragnienia tego, co pokrywasz wspomnieniami niechęci a może nawet wstrętu.
Dlaczego rany człowieka są piękne? Najczęściej myślimy o nich z niechęcią, łączymy je z grzechem. Lecz tam, gdzie jest grzech, tam bardzo często jest walka. Grzech jest podcinaniem gałęzi, na której człowiek żyje. Nie czynimy grzechu w podskokach, z radością. Jeśli ktoś mówi, że grzech jest dla niego przyjemnością, to kłamie, albo doszedł do wielkiej deprawacji swojego sumienia. Nie widzi, co grzech czyni z jego życiem i nie jest świadomy, o czym naprawdę mówi. Grzech, to największe cierpienie, jakiego doświadczamy na ziemi. I to on sprawia rany w naszej psychice, uczuciach, wyobraźni. Zaśmiecona wyobraźnia, uczucia przywykłe do określonych doznań podobnie jak ciało i serce dąży nie tam, gdzie jest szczęście, gdzie wolność ducha. To jest dramat.
Rany uczynione przez grzech nie mówią jedynie o ludzkiej słabości, lecz także o potrzebie miłości. Dlaczego grzeszymy? Grzech jest znakiem tego, że człowiek nie znalazł jeszcze tej Miłości, którą jest Jezus. Grzech jest objawieniem prawdy o nas, że jeszcze nie uwierzyliśmy miłości, jaką Bóg nas darzy. Te rany, jakie uczynił w naszej duszy i sercu i wyobraźni i myśleniu grzech, powinny zostać przemienione w rany miłości. Gdzie grzech, jeszcze obficiej "rozlewa się" łaska Boga, Jego przychylność, troska o człowieka.
Ktoś napisał: „Czuję, jakby cierpienie spowodowane grzechem, przeżywane w obecności Jezusa było dźwignią unoszącą mnie ku Niemu i ku świętości. Jak tak dalej pójdzie to zacznę Bogu dziękować za moją słabość, bo ona zbliża mnie do Niego". W naszym życiu jest najwięcej słabości, niewierności, grzechu. To wszystko może i powinno być przemienione w miłość do Jezusa. Pamiętamy Piotra, który po zdradzie, wyszedł na zewnątrz dziedzińca i gorzko zapłakał. Łzy, skrucha, zdrowe poczucie winy, szczery żal, trwanie w bliskości Jezusa przywracają człowieka – człowiekowi i człowieka – Bogu. Potrzeba, będąc świadomym własnych grzechów okazywać sobie szacunek, dobroć, miłość. Gdy siebie poniżamy, niekiedy wręcz wyzywamy za to, co uczyniliśmy, oddalamy się od usłyszenia Jezusa, który również w naszym grzechu, mówi o swojej miłości do nas.
Jezus żyje w naszych ranach. Spotykajmy się w nich, z Nim. Kochajmy Go również w naszej słabości, własnym nie dorastaniu. Nie tyle skupiajmy się na własnych porażkach, lecz na Jego miłosierdziu.
W naszym życiu będziemy nieustannie ranieni. Naszym istotnym składnikiem życia jest cierpienie. Uczymy się dystansu wobec własnego bólu i w ten sposób możemy być źródłem uzdrowienia dla tych, którzy nas potrzebują. Potrzebujemy pojednania z naszymi ranami i świadomości tego, że będą nam one towarzyszyć do końca życia. Zgoda na rany sprawia, że ich obecność nas nie paraliżuje. Przestajemy użalać się nad sobą i nadmiernie koncentrować na własnym życiu. Doświadczone krzywdy nie będą przeszkodą, aby pomagać tym, którzy, podobnie jak i my, zostali zranieni. Rany, które nosimy, wprowadzają nas w głębszą wrażliwość na potrzeby innych, tak, że będziemy zdolni do opatrywania ich ran. Wiara w Jezusa Chrystusa pozwala odnaleźć drogę do uczynienia naszych ran płodnymi. Będziemy je w sobie nosili, jako drogocenne perły. One uczą nas dojrzałości ludzkiej, duchowej. Przez nie, inni ludzie, będą mogli doświadczyć uzdrawiającej i wyzwalającej miłości Boga.
Osobom o zranionej czy łatwiejszej do zranienia psychice nieprzyjaciel wciąż przypomina ich słabości, ich kruchość i brak sił. Nieprzyjaciel może skupiać uwagę człowieka na jego grzechach, choć przeżył on pojednanie z Bogiem. Ciemne siły powodują, że człowiek wciąż skupia się na swoich grzechach. Szatan ukazuje całą brzydotę grzechów i ich wagę, aby popychać człowieka coraz bardzie w stronę przygnębienia i zniechęcenia. Szatan posługuje się także fałszywą pokorą, prowadząc osobę w stronę fałszywej pychy, powodując, że więcej będzie zwracała uwagi na swoje uczucia i wrażenia niż na Kościół. Osoba ta zmierza do tego, by uważać siebie ważniejszą od Chrystusa w Kościele. Zły duch chce, abyśmy zajmowali się złem, ale w sposób niewłaściwy. Trzeba pamiętać o grzechu, lecz w postawie, że wszystkie je wziął na siebie Pan. W ten sposób pamiętając o grzechach, pamiętam o Tym, który nam grzechy przebaczył. W ten sposób zachowujemy postawę pokory, stając się miłymi i bliskimi Bogu.
Szatan jednak dąży do tego, byśmy zajmowali się złem, ale na sposób zmysłowy. Chodzi o rozkoszowanie się złem, nawet jeśliby to dokonywało się pośród łez. A jeśli stwierdzimy, że nie jesteśmy godni służyć Bogu, być z Nim, pozostaje uchwycenie się własnej woli, co jest krokiem niebezpiecznym i prowadzącym do zniszczenia.
Pokusa przypominając grzechy i cierpienia, które stały się naszym udziałem, uruchamia chory mechanizm relacji pomiędzy nami a osobą, która w jakiś sposób była związana z tymi grzechami i cierpieniami. Możemy wówczas płakać czując naszą niegodność, ale nadal oskarżać innych, wskazując na nich palcem. Pozbawiając przebaczenie znaczenia, nieprzyjaciel stopniowo wydobywa rzeczywistość, która nie została przez nas przebaczona. W taki oto sposób nie czujemy przebaczenia ani Boga, ani innych i nie przebaczamy ani sobie, ani innym.
Poprzez moje rany odkrywam, kim naprawdę jestem. Dzięki nim mogę się spotkać z moim sercem, dzięki nim staję się żywym człowiekiem. Rany rozrywają maskę, którą na siebie nałożyłem.
Z moich ran mogą wyrosnąć perły, lecz stanie się tak dopiero wówczas, gdy te rany zaakceptuję.
W miejscu, w którym zostałem zraniony, jestem żywy; tam odczuwam siebie samego, tam też jestem wrażliwy na innych ludzi.
Kierowanie się jedynie wzniosłymi ideałami przeszkadza a w obcowaniu z prawdziwymi, poranionymi ludźmi.
Rany, które w sobie nosimy informują nas o naszej wewnętrznej chorobie, o sprawach, którymi jeszcze nie zajęliśmy się, o tym, co usiłujemy w sobie stłumić, o potrzebach, których w sobie nie słyszę lub nie chcę usłyszeć, albo o złudzeniach, w których przez lata żyję. Moje rany pomogą mi poznać Jezusa. To On dotyka we mnie miejsc zranionych. Rany wskazują jedynie na chorobę, której często nie jestem świadomy. Dzięki tej chorobie i moim ranom dotrę do Jezusa. Moje rany odsłonią przede mną Jezusa. Dlatego stawiam sobie pytanie, co Jezus przez te rany i moją chorobę chce mi powiedzieć? Rana jest szansą na poznanie bolesnej prawdy o sobie samym.
„Jesteś szczególnie wrażliwy, to jesteś też bardzo podatny na zranienia. To, co ktoś inny ledwie dostrzeże, ciebie może głęboko zranić. Twoje życie jest cięższe, ale może również bogatsze. Twoja głęboka wrażliwość ułatwia ci przyjmować czułość i piękno, umożliwia też w większym stopniu uczestniczyć w smutkach i radościach innych ludzi. Jeżeli tę wrażliwość i podatność na zranienia złożysz na Bożym ołtarzu, jeśli nieustannie będziesz ponawiać odchodzenie od twego zranionego „ja” i będziesz się zwracać do Boga, twoja wrażliwość stanie się środkiem twego oczyszczenia, twojej nocy. Nie usiłuj, więc skończyć z twoją wrażliwością, raczej staraj się unikać wszelkiej formy litowania się nad sobą”.
„Św. Jan od Krzyża napisał, że „kochający, im głębiej jest zraniony, tym jest zdrowszy, a lekarstwem na miłość jest ciągłe powiększanie i odnawianie zadanej rany aż do tego stopnia, by rana stała się tak wielka, iżby objęła i zamieniła duszę w jedną ranę miłości. Wtedy dopiero cała przepalona i zamieniona w jedną ranę miłości jest całkowicie uleczona w miłości, bo jest wszystka przemieniona w miłość” (ŻPM 2, 7) .
autor: ks.Józef Pierzchalski SAC źródło:
|
Menu
Wiadomości
Statystyki








![]() | Dziś | 2746 |
![]() | Wczoraj | 4459 |
![]() | Ten tydzień | 2746 |
![]() | Poprzedni tydzień | 26874 |
![]() | Ten miesiąc | 97632 |
![]() | Poprzedni miesiąc | 138236 |
![]() | Ogólnie | 38990853 |






„Człowiek nie jest skalany grzechem pierworodnym, jest jedynie zraniony. A zranienie oznacza, że żyje nie czerpiąc już ze źródła swego życia, że sprzeciwia się swojej najgłębszej naturze, że stał się obcy samemu sobie”.








