Skrupuły PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
sobota, 20 lutego 2016 23:34

W udręce spowodowanej przez skrupuły zapomina się o tym, co najważniejsze, że odpuszczenie grzechów zawdzięczamy Miłosiernemu Bogu. Człowiekowi zaczyna się wydawać, iż rzeczą najważniejszą jest jak najdokładniejsze wyznanie swoich grzechów, jak najdokładniejsze odprawienie pokuty itp. A przecież, kiedy klękam przy konfesjonale, przychodzę wówczas do Chrystusa Zbawiciela, aby On w swoim miłosierdziu chciał mi wybaczyć moje grzechy. Wyznanie win świadczy o tym, że przychodzę w dobrej woli, i jest jedynie warunkiem rozgrzeszenia. Źródłem rozgrzeszenia jest sam Bóg, Jego miłosierdzie.

 

 

 

 

 

 

 

 

Swoją uwagę powinniśmy koncentrować nie na tym, aby wyznać grzechy jak najdokładniej, ale na tym, żeby je wyznać Miłosiernemu Bogu. W Kościele od wieków naucza się, że wystarczy wyznać grzechy ciężkie oraz ich liczbę, zaś spośród okoliczności jedynie te najistotniejsze, które zmieniają rodzaj grzechu. Naucza się również głośno i wyraźnie, że tylko umyślne zatajenie czyni spowiedź nieważną. Jeśli spowiadam się szczerze, Chrystus mi odpuszcza wszystkie grzechy, nawet, jeśli jakiegoś grzechu zapomniałem wyznać lub nie umiałem go wyznać prawidłowo. W naszej postawie, kiedy przystępujemy do sakramentu pokuty, rzeczą najważniejszą jest ufnie otworzyć się przed Chrystusem, który odpuszcza grzech i uzdalnia do poprawy. Skrupulantyzm, jako duchowa choroba, nie tylko odbiera radość pojednania z Bogiem, ale utrudnia - prawie uniemożliwia - przeżycie sakramentu pokuty, jako spotkania z Kochającym Zbawcą.

 

Po drugie, złym skutkiem (a po trosze przyczyną) skrupułów jest wypaczenie nadziei. Zamiast swoją nadzieję na życie wieczne budować na Bogu i Jego przebaczeniu, człowiek usiłuje znaleźć ją w pewności, że się dobrze wyspowiadał. Jest to egocentryzm, który niestety bardzo skutecznie potrafi paraliżować prawdziwą miłość. Analogiczny mechanizm może niszczyć niekiedy na przykład miłość małżeńską. Człowiek zamiast po prostu kochać współmałżonka, usiłuje uzyskać stuprocentową pewność, że jest kochany, zadręcza współmałżonka, aby nieustannie zapewniał o swojej miłości, dawał stuprocentowe dowody nieistnienia zdrady itp. W ten sposób można podkopać nawet najprawdziwszą miłość oraz skutecznie zatruć życie sobie i współmałżonkowi. Miłość, bowiem nie lubi arytmetyki, nie szuka stuprocentowości, nie przywiązuje nadmiernej wagi do gwarancji: cieszy się tym, że kocha, chce kochać coraz prawdziwej i o resztę jakby się nie troszczy.

 

Po trzecie, zło skrupułów polega jeszcze i na tym, że dość skutecznie odwracają one zasadniczą kierunkowość sakramentu pokuty. Przecież po to przystępujemy do spowiedzi, żeby Pan Jezus wybaczył nam to, co w przeszłości było złe i swoją obecnością uświęcał naszą teraźniejszość i przyszłość. Sakrament pokuty pomaga nam się odciąć od naszej złej przeszłości, rozliczyć się z nią, zwrócić główną uwagę na to, co dobrego zrobić z naszym dzisiaj i jutro. Tymczasem w chorobie skrupulanctwa dzieje się coś dokładnie odwrotnego: człowiek właśnie główną uwagę skupia na swojej złej przeszłości, zaś myśl, aby dzień dzisiejszy i jutrzejszy przeżyć po Bożemu, schodzi na plan dalszy.

 

Wreszcie po czwarte, choroba skrupułów niszczy w człowieku poczucie granicy między grzechem a zjawiskami, którym nie sposób przypisać znamion moralnej nieprawości. Zatarcie tej granicy demobilizuje moralnie, rodzi fatalistyczne postawy wobec zła. Bo jeśli ktoś będzie się dopatrywał grzechu na przykład w dziejących się poza jego wolą doznaniach sennych albo czuł niepokój sumienia z powodu złych i dokuczliwych, ale niechcianych myśli (lub nawet natręctw), wówczas podświadomie kształtuje się w nim przeświadczenie, jakoby walka z grzechem była przedsięwzięciem kompletnie beznadziejnym.

 

Czy jest jakieś lekarstwo na tę chorobę? W ogóle nie ma chorób duchowych, na które by nie było lekarstwa! Po pierwsze, staraj się o dystans wobec swoich skrupułów. Czasem pomyśl nad tym, co byś powiedziała komuś, jako osoba wierząca w miłość i miłosierdzie Boże, kto by się Tobie zwierzył z takich problemów. Źródło tych udręk jest w Tobie. Obiektywnie skrupuły swoje należy po prostu bagatelizować.

 

Trzeba sobie zdecydowanie zakazać grzebania się w przeszłości. Niepokoje, czy spowiedź była dobra, najlepiej przerywać taką na przykład modlitwą: "Panie Jezu, wybacz mi, że jestem taka nieznośna, że zachowuję się tak, jakbym nie ufała Tobie; przecież Ty wiesz, że poza Tobą nie mam nikogo, w kim mogłabym położyć całą swoją nadzieję!" Przy skrupulanckim usposobieniu nie grozi Tobie zatajenie jakiegoś poważnego grzechu. Dlatego podczas spowiedzi w ogóle nie wracaj do spowiedzi poprzednich, nawet, jeśli rzeczywiście czegoś zapomniałaś wyznać lub wyznałaś nie tak, jak trzeba. Wszelkie wątpliwości, co do prawidłowości poprzednich spowiedzi zdecydowanie przecinaj. Najlepiej przez powierzenie się Bożemu miłosierdziu: "Sam widzisz, Panie Jezu, jaka jestem, jak mi trudno zaufać Twojemu miłosierdziu. Ale właśnie tylko Twemu miłosierdziu chcę ufać!"

 

Staraj się spowiadać krótko. Dwa rodzaje wyznań trzeba ze swoich spowiedzi usuwać: nie spowiadać się z rzeczy, co, do których nie masz pewności, że są grzechem; powstrzymuj się od opisywania różnych okoliczności grzechu. Nawet na rachunek sumienia radziłbym nałożyć sobie jakiś rygor, na przykład nie poświęcać mu więcej czasu niż dwadzieścia minut. Wszelkie zaś wewnętrzne opory przeciw temu rygorowi przezwyciężaj ucieczką do Bożego miłosierdzia.

 

Celem Twoim niech będzie dobra służba Bogu, a nie jakiś pokój serca odczuwany fizycznie. Wewnętrznego pokoju przybędzie, ale nie spodziewaj się jakiegoś radykalnego uzdrowienia swojej psychiki; najważniejsze, żeby duch został w Tobie uleczony. Musisz się z tym pogodzić, że skrupulanckie usposobienie będzie, co jakiś czas dawało znać o sobie. Tylko w takim stopniu potrafisz je przekształcić w swój krzyż, w jakim będziesz się starała je przezwyciężać. Inaczej usposobienie takie staje się ciężarem niszczącym człowieka - i ducha, i ciało. Jeśli jednak człowiek weźmie swój krzyż, ogarnie go pokój Boży głębszy niż nasze odczucia. Niekiedy będziesz niemal namacalnie czuła w sobie ten pokój, ale częściej będzie on poza sferą odczuć. Niesienie krzyża i wewnętrzny pokój są czymś nieodłącznym. Weź na siebie swój krzyż, to znaczy w trudzie i samozaparciu przezwyciężaj swoje skrupuły i otwieraj się na miłość Bożą. Tylko pod tym warunkiem doświadczysz pokoju, choć często nie będziesz go odczuwać. Jedno i drugie, i krzyż, i pokój, będzie pracowało dla Twojego dobra.

 

Po spowiedzi przynajmniej przez miesiąc przystępuj do komunii (bez następnych spowiedzi w międzyczasie) niekoniecznie codziennie, wystarczy, co niedzielę, choć można i częściej. Skrupuły będą Cię ogarniały, że tyle w Tobie niedobrych myśli, lenistwa itp. Odrzucaj te skrupuły i do komunii odważnie przystępuj. Nie lękaj się świętokradztwa. Tylko na wypadek jakiegoś poważnego i niewątpliwego grzechu należy się powstrzymać od komunii, ale od takiego grzechu Bóg Cię ustrzeże.

 

Skrupulat ciągle czuje silne wyrzuty sumienia a powodu rzekomych przewinień. Czyny, które dla większości ludzi byłyby czymś zupełnie naturalnym lub, jeśli nawet złe, stosunkowo mało ważne, dla skrupulatów urastają do monumentalnych. Skrupulat będzie się zadręczał z powodu takiego czy innego zachowania, będzie niezdecydowany, będzie cierpiał udręki, nie zazna pokoju. Występuje u niego stałe poczucie popełnionego grzechu, a co za tym idzie, obsesyjne wyrzuty sumienia.

 

Skrupuły to choroba o podłożu moralno-religijnym, typowa dla osobowości obsesyjno-kompulsywnej. Czasami wymaga leczenia klinicznego.

 

Częste przystępowanie do spowiedzi, jako lekarstwo na niezdrowe wyrzuty sumienia skrupulata, może okazać się bezskuteczne i może pogłębić jedynie problem. Jeśli penitent otrzymał przebaczenie, lecz ciągle czuje się winny, problem poczucia winy musi być rozwiązany. Przede wszystkim zaś, jeśli w ogóle nie było grzechu, a osoba ciągle czuje się winna, irracjonalne poczucie winy musi być skonfrontowane.

 

„Człowiek ogarnięty obsesją jest bezwzględny dla siebie i dla innych, maniakalnie przestrzega porządku lub czystości, słucha tylko siebie samego, ma własne kryteria moralne, których wymagania są przerażające. W dziedzinie religijnej na tym gruncie rozwija się choroba skrupułów. Dotknięta nią jest świadomość moralna. Osoba chora nie jest w stanie zadowolić swego sumienia, które jest jakby zamglone. Nagle nie potrafimy podjąć żadnej decyzji, nie wiedząc, czy to, co chcemy zrobić, jest dobre czy złe, a gdy decyzja została już podjęta, przejście do działania stawia na nowo problem ważności decyzji. Skrupulat będzie się spowiadał ze swych grzechów lub domniemanych grzechów, lecz odszedłszy od konfesjonału natychmiast będzie przekonany, że źle wyznał grzech, że go w jakiś sposób zataił przez nie dość ścisły język, a więc nie został on odpuszczony. Będzie chciał spowiadać się od nowa, albo raczej zmienić spowiednika, gdyż dotychczasowy nie podziela jego zdania”.

 

„Nie ma innego lekarstwa na skrupuły, jak tylko posłuszeństwo i to posłuszeństwo absolutne, które nazywamy posłuszeństwem sądu. Należy poddać się całkowicie wskazaniom spowiednika, przyniesie mu to ulgę i spokój. Skrupuły to męczeństwo; to również źródło łaski i postępu duchowego – pod warunkiem pozostawania pod dobrym kierownictwem. Otoczenie powinno w nich widzieć rękę Boga, przywilej ubóstwa”.

 

autor: ks. Józef Pierzchalski SAC


źródło:

 

Poprawiony: sobota, 20 lutego 2016 21:09