Bartymeusz - ślepiec potrzebujący przebaczenia PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
wtorek, 07 maja 2013 15:42

Historia Ewangelicznego Bartymeusza opowiada o każdym z nas. W Ewangelii Św. Jana  spotykamy wypowiedź Jezusa, który na  zarzut faryzeuszy, za to że w szabat uzdrowił niewidomego odpowie: ,,Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie ,,widzimy”, wasz grzech trwa nadal”. Spróbujmy przez kilka chwil zastanowić się nad danym fragmentem i wybrać się w podróż poznania własnej ślepoty.
 
 

Ewangelia Świętego Marka ukazuje Jezusa przychodzącego do Jerycha, gdzie na drodze spotyka niewidomego żebraka Bartymeusza. Nazwę tej miejscowości z języka hebrajskiego można przetłumaczyć jako ,,Jego księżyc”. Jest to więc miasto cienia, miasto pozbawione światła dziennego, którym jest Jezus, słońce sprawiedliwości. Jezus wchodzi tam gdzie jest najciemniej, tam gdzie po ludzku umiera już wszelka nadzieja. Wchodzi do naszego Jerycha, naszej ciemnej strony życia, którą tak często ukrywamy( nie tyle przed Bogiem), co samym sobą. Taka była sytuacja Bartymeusza, niewidomego żebraka siedzącego przy drodze.
    
 

Siedzenie jest obrazem rezygnacji z życia, z podejmowania jakichkolwiek działań, zdania się na litość innych, aby ktoś obok mnie przejął odpowiedzialność za moje życie, chorobę czy złe samopoczucie. W języku greckim siedzenie ma jeszcze inne znaczenie( przebywać na stałe w jednym miejscu, zasiedzenie, lub siedzenie bezczynne).Tak więc owo ,,siedzenie” mogło sprawić iż przestał już może wierzyć, że w jego życiu może się jeszcze cokolwiek zmienić. Stawiając się w sytuacji Bartymeusza, mogę zadać sobie pytanie; jaka rządza, pragnienie czy też głód zaślepia mnie w życiu do tego stopnia, iż zaczynam żebrać o kromkę miłości czy zauważenia. Pierwszym krokiem potrzebnym w uzdrowieniu jest wiara, wiara zaś rodzi się z tego co się słyszy, tym zaś co się słyszy, jest Słowo Boże. Bartymeusz usłyszał przechodzącego Jezusa. Nie widział Go, ale słyszał, to dużo mówi. Słyszeć, to początek wiary. Umieć słuchać Słowa Bożego ale i słuchać tego jak inni idą za Jezusem. Jezus często mawiał ,,Kto ma uszy, niechaj słucha”. Przychodzący Jezus stał się dla niego ostatnią szansą ratunku, nadzieją na zmianę swojego życia, nadzieją na wyjście z ciemności do światła. Bartymeusz, choć nie widział Jezusa zaczął do Niego wołać; ,,Jezusie Synu Dawida, ulituj się nademną !”. Sytuacja ta odzwierciedla stan życia duchowego który mu towarzyszył. Mogą być bowiem takie chwile, kiedy nie widzę już Boga w swoim życiu, nie widzę sensu swego istnienia, a każdy nowy dzień jest doświadczenie swojej niemocy i słabości, by móc samemu cokolwiek w nim zmienić. W Biblii nie ma przypadków, przypadkowych miejsc ,fragmentów czy słów. Nie jest kwestią przypadku że Jezus przechodził właśnie tą drogą na której siedział Bartymeusz. Przez samo to wydarzenie pokazuje, iż żaden los człowieka nie jest Mu obojętny, tym bardziej  mój. Czytamy dalej ,,zaczął więc wołać”. Wołał tak długo, że Jezus nie mógł przejść obojętnie wobec niego. Wołanie ślepca jest obrazem modlitwy, ona jest sprawdzianem mojej wiary, pokazuje często, na ile zależy mi w życiu aby zatrzymać przy sobie Jezusa. Medytując dany fragment Ewangelii, Duch Święty zwrócił moją uwagę na zdanie: ,,Wielu nastawało na niego aby umilkł”. Słowo ,,wielu” odesłało mnie do piątego rozdziału Ewangelii świętego Marka w której czytamy: ,, Jezus zapytał; jak ci na imię. Na imię mi Legion bo nas jest wielu”. Być może jest to dość idąca alegoria ale za to doskonale  pokazuje pewien stan rzeczy. Demon zrobi wszystko, abym tylko zwątpił w miłość Boga do mnie, w to że On mnie słucha, wynajdzie wiele spraw, problemów, zajmowania się samym sobą, abym tylko przestał się modlić, abym tylko jak czytamy,, umilkł” tzn. przestał rozmawiać z Bogiem, przestał prosić Go o tę konkretną łaskę. Każde przywołanie imienia Jezusa,  już jest żywym uobecnieniem Jego obecności wśród nas. Imię Jezus, to nie jakieś zwykłe imię, to imię Mesjasza, Księcia Pokoju, na które jak czytamy zgina się każde kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych.  Czytamy dalej w Ewangelii, że Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. Bóg zawsze odpowiada na wołanie człowieka, jeśli nie robi tego bezpośrednio, to na pewno robi to przez innych.  Po tych wydarzeniach Bartymeusz zrzuca z siebie płaszcz. Płaszcz w Biblii był utożsamiany z daną osobą ,jej charakterem a przede wszystkim z  ducha którego posiadała (innymi słowy charyzmatem osobowości). To czego oczekuje ode mnie Jezus, to zerwania ze starym sposobem życia, człowieka uzależnionego od innych, człowieka litującego się nad sobą, swoją słabością, nieakceptowaniem siebie i porównywaniem się z innymi na zasadzie lepszych czy gorszych stron charakteru, czy uzdolnień. Zrzucenia z siebie płaszcza maski, starego człowieka, pod którym ukrywałem swoje prawdziwe –ja. Bartymeusz przychodzi do Jezusa taki jaki był, ślepy, nie ukrywający swojej choroby. Zadziwia mnie fakt, że Słowo Jezusa ma moc przyprowadzenia mnie do Niego, po mimo tego, iż Go nie widzę i nie widzę drogi którą mam kroczyć! Bóg jednak wszystko już wcześniej przewidział.

  

Iz 42:16 ,,Sprawię, że niewidomi pójdą po nieznanej drodze, powiodę ich ścieżkami, których nie znają, ciemności zmienię przed nimi w światło, a wyboiste miejsca w równinę. Oto są rzeczy, których dokonam i nie zaniecham”.

 

Często wobec życia i siebie stajemy jak ślepcy, nie widząc ludzi wokół siebie, nie widząc sensu życia, pracy, własnych grzechów, które przysłaniają nam jasny obraz Boga a nadto nie pozwalają nam zobaczyć siebie w prawdzie. Słabości i grzechy potrafią związać nas niczym ciężkie kajdany nie pozwalające swobodnie chodzić i cieszyć się życiem. ,,A gdy się zbliżył  zapytał go,, co chcesz abym ci uczynił”. Pytanie które zadaje Jezus Bartymeuszowi wydaje się z pozoru dziwne i nie na miejscu. Czyżby Jezus nie widział jego ślepoty? Bartymeusz prosi Jezusa aby mógł przejrzeć. Zaistniała rozmowa wyjaśnia powód  jego ślepoty. Bartymeusz był daleko od Jezusa, trzeba się zbliżyć aby móc przejrzeć. Można przypuszczać, iż jego ślepota wzięła się również samotności, czasem jest ona wynikiem pogardzania innymi i Bogiem. Można być również zaślepionym jakąś żądzą albo nienawiścią, do tego stopnia iż nie chce widzieć w życiu nikogo z ludzi a nawet Boga. W konsekwencji widział tylko siebie, swoją ciemność- oto skutek życia tylko dla siebie. Pytanie Jezusa, co chcesz abym ci uczynił, było pytaniem umyślnie tak sprecyzowanym, aby Bartymeusz sam sobie odpowiedział na pytanie, czego tak naprawdę oczekuje od Boga. W taki sposób Jezus chce mu pomóc, przyznać się do prawdy. Teraz Jezus chce zobaczyć, czy ślepy widzi, tzn. czy widzi swoją ślepotę swoją ciemność, swój gniew, swoje zniewolenia i czy potrafi się do tego przyznać. Jezus przywraca mu wzrok. W  końcu może on widzieć prawidłowo, mógł widzieć rzeczywistość taka jaka jest, a nie taką jaka mu się wydawała. ,,Przejrzał na oczy” – zdanie to można sparafrazować ,że w końcu zrozumiał o co tak naprawdę w życiu chodzi, zrozumiał swoją ślepotę, tego iż nie potrafił dostrzec innych, widział tylko siebie, czyli-nic!  Prawdziwą ślepotą było zapatrzenie się w siebie do tego stopnia, iż inni przestali się dla niego liczyć. ,, I szedł za Nim wielbiąc Boga”.  Widocznie dotąd nie chciał iść za Bogiem, nie wielbił Go, wszytko do czego ograniczało się jego życie to bezczynne siedzenie, rodzaj duchowej śmierci z której sam nie mógł się podnieść. Bartymeusz miał to szczęście, iż pierwszą osobą którą zobaczył, to osoba Jezusa, mógł wreszcie zobaczyć  swego Boga. Choć nie widział Go wcześniej, miał szczęście słuchania Go. Tak słuchać Słowa, aby móc Tego który je wypowiada- zobaczyć. Gdyby nie umiał słuchać  nie przejrzał by na oczy, w jego życiu nadal by się nic nie zmieniło.

 

Pwtp 28. ,, Jeśli nie usłuchasz głosu Boga swego(…)  w południe będziesz szedł po omacku jak niewidomi…”
Z taką samą miłością i łaską posyła Bóg dziś i każdego dnia swoje słowo-Jezusa Chrystusa, na drogi naszego życia, aby dokonywał w naszym życiu cudu przemiany i uzdrowienia. Jedynej rzeczy, której od nas wymaga to wiara, która staje się otwarta bramą na działanie Boga w naszym życiu.

 

Panie, staję przed Tobą jak ślepiec potrzebujący przejrzenia. Naucz mnie widzieć rzeczywistość taką, jaką Ty ją widzisz, naucz mnie widzieć siebie w prawdzie, bo tylko ona wyzwala do życia w wolności. Staje przed Tobą jak żebrak, który wszystkiego chce oczekiwać od Ciebie, nie chce po swojemu troszczyć się o siebie. Ty jesteś moim Bogiem, Bogiem który troszczy się o każdy kwiat na polu o ile bardziej o moją nędzę. Ty możesz  uczynić nieskończenie więcej niż to o co proszę czy oczekuję od Ciebie, spraw abym przejrzał, abym mógł widzieć Cię takiego jakim jesteś. Ty który jesteś światłością świata, prowadź mnie światłem swego słowa po krętych i ciemnych ścieżkach mego życia, prowadź mnie drogami które Ty sam dla mnie wybrałeś.

 

 

AUTOR:  br. Piotr

 

 

ŹRÓDŁO: