Dwie i pół godziny PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
sobota, 17 listopada 2012 22:32

Dwie i pół godziny. Tyle dokładnie trwała spowiedź. Chłopak, który przyszedł do mnie przed kilkoma dniami pogubił się mocno. Poprosiłem go, by przyszedł jeszcze raz i wszystko oddał Panu Bogu w Sakramencie Miłosierdzia. Przyszedł. I oddał. Co będzie dalej, nie wiem. Pragnąłem tylko jednego. By pozwolił Chrystusowi wejść w swoje traumy, zranienia, lęki, słabości. W końcu nasz Pan przyszedł i wciąż przychodzi do tych, „co źle się mają”. Do chorych, zranionych, zmiażdżonych grzechem swoim i swoich rodziców…

 

Płakałem razem z nim. W jego opowieściach widziałem siebie i swoją przeszłość. Nade wszystko jednak czułem, jak Pan zaczyna wwiercać się ze swoim miłosierdziem w serce tego chłopaka. Jak go uspokaja, leczy, pociesza. Jak wpuszcza w jego krwiobieg potężną dawkę nadziei.

 

Choć były też chwile, kiedy wewnętrznie krzyczałem. Ze złości i bezradności. Mój Boże, jak bardzo matka z ojcem, mniej lub bardziej świadomie, potrafią zniszczyć w swoim dziecku to, co najbardziej ludzkie, wartościowe, delikatne, ważne. Jak mocno ciągną się za nami koszmarne wspomnienia, wypełnione tęsknotą, za słowami pełnymi czułości, troski, za prostymi gestami, których nie doświadczyliśmy nigdy, choć mieliśmy do tego święte prawo. Ile w nas pretensji, złowrogich przekleństw, otwartych ran, ropiejących wciąż i na nowo brakiem przebaczenia, emocjonalną nieporadnością… A Pan robił swoje… Przechadzał się nie tylko we wnętrznościach tego chłopaka, ale i w moim sercu… Powtarzałem cicho słowa, które uzdrawiają: Jezu ufam Tobie…

 

Błogosławieni rodzice, którzy kochają się miłością cierpliwą… Błogosławieni rodzice, którzy mądrze kochają swoje dzieci… Błogosławieni rodzice, którzy dla swoich dzieci mają czas… Błogosławieni rodzice, którzy żyją wierząc i wierzą żyjąc… Błogosławieni rodzice, czule przytulający swoje dzieci… Błogosławieni rodzice obdarowujący i wymagający… Błogosławieni rodzice, objawiający dziecku oblicze sprawiedliwego i miłosiernego Ojca, który mieszka w Niebie… Błogosławieni rodzice, którzy szczerze i całym sercem szukają Boga…

 

Po spowiedzi poszedłem z tym chłopakiem do kaplicy. Udzieliłem mu Komunii Świętej. Modlił się długo. Z twarzą ukrytą w dłoniach. A potem patrzyłem się na niego, powoli oddalającego się i znikającego za drzewami, okalającymi plebanię…

 

+Niech Pan Ci błogosławi – modliłem się w sercu – i niech cię strzeże… W Twoje ręce, o Panie, powierzam tego chłopaka… Jego ducha, jego ciało, jego szczere pragnienia… Gdziekolwiek się uda, bądź z nim… Cokolwiek się stanie, umacniaj go… Niech te dwie i pół godziny zamienią się w wieczność…

 

AUTOR :  Ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

 

ŹRÓDŁO :  http://www.sorkovitz.blogspot.com