| UWAGA!!! Ksiądz zbliża się do ambony... |
|
|
|
| Wpisany przez TOMASZ32-VAD |
| poniedziałek, 15 kwietnia 2013 15:38 |
|
No więc zacznijmy od prostego rozróżnienia. Zbliżając się do ambony, ksiądz powinien jasno zdawać sobie sprawę z tego, co za chwilę będzie mówił. Czy będzie to kazanie, czy homilia? Następnie: do kogo będzie mówił. Świadomość tego jest niezwykle ważna. W ławkach siedzą przecież konkretni ludzie, w różnym wieku, mający konkretne doświadczenia i problemy. Jeśli Słowo ma ich poruszyć, warto to Słowo głosić w kontekście i perspektywie tego, czego doświadczają w szarej codzienności. Nie dla wszystkich księży jest to prawda jasna i oczywista. A szkoda… Wreszcie trzecia oczywistość: co będę mówił? I dlaczego akurat o tym.
Jeśli chodzi o kazanie, roboczo nazywamy kazaniem ułożone przemówienie, w którym przekazuje się słuchaczom prawdy Boże i zachęca wiernych do przestrzegania ich w praktyce życia. Kazanie jest więc „wykładem” zagadnienia kościelnego, połączonego z przekonaniem słuchacza do właściwego postępowania. Kazania, ze względu na tematykę i okoliczności, mogą być pogrzebowe, społeczne, apologetyczne, odpustowe lub katechizmowe. Kaznodzieja pozostaje wolny w doborze tematu, byleby przedstawił go zgodnie z nauką Kościoła, jasno i przekonywająco. Mówca kościelny jest w tym wypadku zwolniony od stosowania się do tekstów sprawowanej liturgii, natomiast powinien podjęty temat uzasadniać Pismem świętym lub ilustrować nim swoje argumenty. Kazania są późniejszym wynalazkiem Kościoła, głoszącego prawdy wiary.
W pierwotnym Kościele królowała homilia. Ojcowie Kościoła praktykowali objaśnianie Pisma świętego jako obecnego w Słowie Boga. I tak chociażby mowy świętego Piotra, które odnajdujemy w Dziejach Apostolskich, są homiliami. Objaśnienie czytania biblijnego przy sprawowaniu sakramentów uświadamia przemawianie samego Boga. To jest właśnie kerygma. Podczas kazania kapłan jako człowiek głosi prawdy podawane przez Kościół, podczas homilii głos kapłana-człowieka wskazuje na głos obecnego pośród nas Boga. Aby tak ostro zarysować różnice między kazaniem i homilią trzeba było Soboru Watykańskiego II i Konstytucji dogmatycznej Dei Verbum, aby przemówienia podczas liturgii nazwać dzieleniem się Słowem Bożym: "Ponieważ zaś Bóg w Piśmie św. przemawiał przez ludzi, na sposób ludzki, komentator Pisma Świętego chcąc poznać, co On zamierzał nam oznajmić, powinien uważnie badać, co hagiografowie w rzeczywistości chcieli wyrazić i co Bogu spodobało się ich słowami ujawnić" (DV 12).
To jedna z wielu propozycji. Myślę, że struktura takiej homilii jest jasna, klarowna i doskonała w odbiorze. Przygotowanie tego typu homilii rozłożone jest na cały tydzień. Słowo Boże, które mam zamiar w przyszłą niedzielę skomentować (i wygłosić) powinno zadomowić się w sercu i umyśle kapłana. Sześć dni powinno dojrzewać w nim, niczym wino w drewnianej beczce. Jest to potrzebny czas także na to, by w tym Słowie odkryć jego uniwersalność i aktualność. Przeżywać dni kolejne, z konkretnym Słowem Bożym w sercu, wchodzić w przeróżne doświadczenia, spotkania z ludźmi, podejmować żywą refleksję w perspektywie tegoż Słowa, które w niedzielę „stanie się Ciałem”, podanym wiernym. Ma być ono „żywe i skuteczne”, zwięzłe i klarowne, zrozumiałe i „nasze”, bo połączone z naszymi codziennymi doświadczeniami…
Dobrze też mieć przy sobie ludzi, którzy nie będą się bali podejść do kapłana i podzielić się swoimi refleksjami na temat wygłoszonego przezeń Słowa. To kapłanowi pomaga, otwiera mu oczy, umacnia, pozwala na podjęcie krytycznej i zdroworozsądkowej refleksji, niezbędnej przy procesie powstawania homilii i kazania.
Nie wiem jakie macie doświadczenia, jeśli chodzi o kaznodziejstwo waszych kapłanów. Z mojego doświadczenia wynika jedno: przygotowanie dobrej homilii, czy kazania kosztuje naprawdę wiele. Nie zapominając o Duchu Świętym, któremu przede wszystkim w głoszeniu Słowa Bożego warto robić miejsce. A to wymaga ogromnej pokory…
AUTOR: Ks. Rafał J. Sorkowicz SChr
|
Menu
Wiadomości
Statystyki








![]() | Dziś | 1679 |
![]() | Wczoraj | 3202 |
![]() | Ten tydzień | 10130 |
![]() | Poprzedni tydzień | 26874 |
![]() | Ten miesiąc | 105016 |
![]() | Poprzedni miesiąc | 138236 |
![]() | Ogólnie | 38998237 |






Pewien przeor zapytał starca: „Abba, jaka powinna być homilia”? „Homilia - odpowiedział starzec - powinna mieś dobry początek i dobre zakończenie. A ty staraj się, żeby początek i koniec były jak najbliżej siebie”! Kazania bywają różne. Długie i krótkie, nudne i porywające. Bo różnie się do nich księża przygotowują. Jeśli w ogóle się przygotowują. „Spontan” ma od czasu do czasu swoje plusy, ale „spontaniczne” kazanie nie zawsze oznacza „dobre” kazanie. Zresztą kapłan ma dwie możliwości stojąc przy ambonie (z czego wielu kapłanów nie zdaje sobie do końca sprawy, nie mówiąc już o wiernych): wygłosić kazanie albo homilię. Ta druga raczej spontaniczna być nie może. No chyba, że Duch Święty postanowi pomieszać w szykach zdań i treści, co też czasami odkrywam nagle, tuż po zakończeniu głoszenia Słowa…
Klasyczna homilia, wygłaszana na niedzielnej Eucharystii może zatem (tak mnie uczono i tak najczęściej ją przygotowuję) zawierać następujący porządek: 1) Przykład z życia. Historia prawdziwa, opowiastka, coś, co przy uwagę słuchacza i go dogłębnie poruszy. 2) Wybieram konkretny fragment, któregoś z czytań, związany bezpośrednio z przykładem z życia, o którym przed chwilą opowiadałem, by pokazać aktualność i powiązanie naszych doświadczeń ze Słowem Bożym. 3) Następnie ukazuję w jaki sposób zastosować to, o czym mówi do nas dzisiaj sam Bóg z naszym konkretnym doświadczeniem życiowym. 4) Resume: krótkie, złota myśl, podsumowanie, coś, co wbije się mocno w serce i świadomość słuchacza.








