Być uczniem Chrystusa dzisiaj.. PDF Drukuj Email
Wpisany przez TOMASZ32-VAD   
wtorek, 04 czerwca 2013 23:49

Być uczniem Chrystusa oznacza bycie w szkole największego i najdoskonalszego Mistrza. Bardzo często ludzie, by się dowartościować, podają nazwiska swoich sławnych nauczycieli. A dzisiaj większość młodych ludzi choć tęskni za prawdziwymi autorytetami, za nauczycielami wielkiego pokroju nie przyjmuje Chrystusa za swego Mistrza i Pana. Ci zaś, co usiłują to robić, bardzo nieśmiało się do tego przyznają. W dzisiejszym świecie istnieje niespotykana dotąd tendencja do przeciwstawiania się zasadom głoszonym w szkole Chrystusa oraz do ostrego krytykowania i ośmieszania Jego uczniów.

 
   

Istnieje więc podwójna trudność wstąpienia do szkoły Chrystusa. Pierwsza zakłada podjęcie wielkiego wysiłku pójścia w ślady Mistrza i realizowanie ewangelicznych zasad objawionych w ośmiu błogosławieństwach. Druga to opieranie się światu, który głosi zasady kompletnie przeciwstawne do ewangelicznych.

     
     

Jak podjąć błogosławieństwo ubogich w duchu, gdy my boimy się ubóstwa i uzależnienia od Boga oraz od innych ludzi? Pragniemy zdobywać i pomnażać dobra materialne. Jeżeli wbrew sobie stajemy się ubodzy, to jesteśmy podobni do ewangelicznego bogacza w swoich pragnieniach i oczekiwaniach. W świecie zdominowanym poprzez dążenie do osiągania coraz większych przyjemności, wyrażenie błogosławieni, którzy się smucą wydaje się niedorzecznością. Grzech przecież przestał być przyczyną smutku, ale stał się symbolem „wolności” i szczytem nowoczesności.

    

Dzisiaj, gdy tak łatwo i szybko poddajemy się złym, destrukcyjnym emocjom zasada błogosławieni cisi jest nieżyciowa. Na każde zło, odrzucenie i niegodziwość reagujemy słusznym gniewem, podniesionym głosem, oburzeniem, czasem obrazą.

   
  

W czasach, gdy nie wierzymy już w siłę dobra, zasada błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości wydaje nam się realna tylko wtedy, gdy stosujemy własną miarę sprawiedliwości, inną dla bliźnich, inną dla siebie.

       
   

Zasada błogosławieni miłosierni wydaje się kompletnie nierealna w świecie, gdzie każdy żyje dla siebie. Jak trudno jest nam przyjąć fakt, że mamy dzielić się z innymi naszymi dobrami duchowymi i materialnymi.

     
    

W codziennym życiu, gdy staramy się obyć bez łaski innych, niełatwo jest przyjąć od Boga błogosławieństwo czystego serca, które jest darmową łaską. Wystarczy tylko z Nim współpracować. My często poddajemy się zniechęceniu i rezygnujemy z codziennej wewnętrznej walki, ulegając pokusom otaczającego nas świata.

   
    

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój wydają się przeżytkiem z minionych epok. Atakuje nas tyle niepokojących wiadomości, udziela się nam niepokój innych ludzi, ciągle się o coś zamartwiamy i nie mamy pokoju w sercach. Pokój bowiem jest darem zmartwychwstałego Chrystusa, który otrzymujemy żyjąc Błogosławieństwami.

 
   

I w końcu któż z nas chce być prześladowany i cierpieć dla sprawiedliwości? Choć cierpienie jest nieodłączne od naszego życia ciągle nie zgadzamy się na nie. Ono jednak uświadamia nam, że jesteśmy żywi i wystarczy nam Bożej łaski, by płynąć pod prąd jako uczniowie Chrystusa.

 

 

AUTOR:  s. Anna Siudak FMM

 

 

 

ŹRÓDŁO:  http://www.fmm.opoka.org.pl