Świętość i lęk PDF Drukuj Email
Wpisany przez Beata   
niedziela, 20 kwietnia 2014 22:22

Jak wiele osób zwłaszcza po odejściu Ojca Świętego mówi, że należy do "pokolenia Jana Pawła II"? Czy przynależność do niego oparta jest wyłącznie na zafascynowaniu się Jego postacią, a może chodzi tu o coś więcej? Czy raczej stale na nowo podejmowanymi próbami wcielania w życie tych ideałów, które były najbliższe Naszemu Papieżowi? Najpełniej wyrażamy pamięć oraz oddajemy cześć i szacunek tym, którzy już odeszli do wieczności przez realizację tych wartości, które były dla nich największe i najcenniejsze i które pragnęli nam wpoić.

 

 



Wzrastanie ku świętości powinno być podporządkowane życiu każdego chrześcijanina. Przez Chrzest święty zostajemy włączeni w świętość Boga. Dodatkowo dzięki napełnieniu Duchem Świętym nosimy już w sobie zalążek do bycia świętym. Od nas tylko zależy, co z nim zrobimy.

 

 


Świętość w obecnych czasach ( i nie tylko) wydaje się się czymś nadzwyczajnym, niedostępnym dla przeciętnego człowieka. Zapominamy, że różne są do niej drogi, każdy z nas jest powołany do niej na swój jedyny i niepowtarzalny sposób.

 

 

Jan Paweł II od początku swego pontyfikatu był tym, który jednak przestrzegał przed lękiem. W jednej ze Mszy świętej na placu św. Piotra skierował On adresowane do wszystkich słowa: nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi”.  Do tego wołania wiele razy dodawał: nie bójcie się być świętymi” w gruncie rzeczy było tylko uszczegółowieniem tego poprzedniego apelu i ciągle tym samym programem życia, określającym pełny sens ludzkiej egzystencji. Bo tylko spotkanie z Chrystusem, czyli świętość, może przezwyciężyć wszelki lęk i zapewnić chrześcijaninowi całkowite spełnienie jego nadziei.
Z pozoru łatwą do zrozumienia jest ta pierwsza papieska zachęta do wyzbycia się lęku, o tyle pozornie dziwne wydaje się przestrzeganie młodzieży, by nie bali się być świętymi. Czy można się bać być szczęśliwym? Lęk jest przecież zawsze przeczuciem jakiegoś zagrożenia, nieszczęścia, bólu. Czy świętość, a więc niekończące się szczęście może być zagrożeniem? Owo wołanie o odwagę poprzez przezwyciężenie lęku przed świętością jest jednym z charakterystycznych znaków papieskiego pontyfikatu. W tym kontekście nasuwają się, więc kolejne pytania: czy Chrystusa, który ma nam zapewnić szczęście, można się bać? Czy Chrystus, źródło świętości człowieka, jest zagrożeniem czy szansą? Można byłoby pytać jeszcze inaczej: Jaką wizję Boga prezentujemy i jakiego wyznajemy? Jakiego nam pokazano? Boga lęku czy miłości?


 

 

Bóg nie jest jednak Bogiem lęku, lecz Bogiem Miłości i ciągle czekającym na każdego z nas z otwartymi ramionami. Powraca w tym miejscu echo tego wezwania, które wynika z apelu Jana Pawła II, przede wszystkim do młodych, choć przecież w gruncie rzeczy do całego Kościoła: czy można bać się być świętym? Czy można w świętości widzieć zagrożenie? Odpowiedź na te pytania zależy z kolei od tego, jaką mamy wizję świętości.

 

 

Świętość i życie w świecie to dla wielu dwie skrajnie różne rzeczywistości, absolutnie nie do pogodzenia ze sobą. Papież całym sobą, swoim życiem i nauczaniem pokazał, że w obecnych czasach można wzrastać w świętości i być świętym. Ta droga jest ciągle dla każdego otwarta. Tylko ilu z nas zechce nią pójść?


 

 

Mimo tego lęku, niezależnie od tego, z jakich źródeł wypływa, można było podczas pontyfikatu Jana Pawła II zaobserwować młodzież, która choć przecież sama nie jest święta, umiała i miała odwagę pokazać swoją tęsknotę za tym, co wielkie, piękne i dobre. I potrafiła przez pół świata jechać po to, żeby spotkać się z Papieżem, słuchać go, śpiewać mu i klaskać. Tysiące młodych szło za nim, choć przecież mówił rzeczy niezwykle trudne, nigdy nie schlebiał młodzieży, nie głosił banalnych, chwytliwych haseł, nie poklepywał po ramieniu. Wiele wymagał. Był do końca prawdziwy w swojej postawie i naukach, a co najważniejsze zawsze wierny Chrystusowi.

 

 

 

Jan Paweł II zostawił po swoim odejściu miliony młodych ludzi na całym świecie, którzy nawet, jeśli świętości jeszcze nie rozumieją i nie realizują, to już jej dotknęli i może zaczęli już myśleć o tym, że warto byłoby rozpoznać Jezusa Chrystusa stojącego pośrodku świata. Jest przecież istotą świętości początkiem zwycięstwa człowieka. To jest chyba – a przynajmniej powinien być – ten najistotniejszy element owej rzeczywistości, którą nazywamy "pokoleniem Jana Pawła II".

 

 

 

 

 

 

autor: Beata Fabiś

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



Poprawiony: środa, 23 kwietnia 2014 20:25