|
Kilka minionych tygodni nabrzmiało wydarzeniami, symboliką myśli, zapachem upalnego lata, słońcem zamkniętym w złocistych tarczach słoneczników, głęboko w sercu zapisanymi słowami i mocno utrwalonymi w pamięci rysami twarzy życzliwych, nowo poznanych osób. Bóg jest pełen łaskawości, wciąż wypełnia podarowane mi dni życia pięknem, dobrem i zwłaszcza gestami miłości. W dzisiejszym świecie, gdzie jest tyle zła i cierpienia możliwość odczucia obecności Boga jest Jego najpiękniejszym obdarowaniem. Ukazując tą dobroć i łaskawość Boga próbuję pocieszyć M. w jej bezradności wobec pulsującego cierpienia - duchowego i fizycznego. Tak też sam próbuję stanąć wobec trudnej prawdy o własnej niemożności i ograniczoności. Bóg współczująco spogląda na nasz los, starając się go swoją wszechmocą ogarnąć, podtrzymać, nadać mu wartość i sens.
Minione tygodnie, to był jednak czas szczególny, niezwykły, wyjątkowy, wypełniony niebem. Bóg dał mi szansę dotykania dobra, a dobro pojawiało się na moich drogach i mnie dotykało. Czasami nie rozpoznajemy, z kim się spotykamy, kogo dotykamy. Czy to jeszcze ludzie, czy już aniołowie? Może aniołowie udają ludzi, a może ludzie są już bardzo anielscy? Spotkania z człowiekiem i spotkania z aniołem powinny być zawsze źródłem pokoju i radości. Inaczej, spotkań nie oczekujmy, będą bolesną stratą czasu. Trzy lata temu w Mochowie próbowałem powołać do życia bractwo aniołów. Od tamtego czasu, gdzieś w sercu pozostała sympatia do niebieskich duchów. W ostatnim czasie Bóg podarował mi znowu kilka cudownych osób, emanujących niezwykłym duchowym pięknem i radosnym sercem. Zostałem niezasłużenie dowartościowany. Cieszę się, więc jak małe dziecko, które zostało pogłaskane po twarzy i przytulone do serca. Taki jest Bóg. Nie zostawia nas samych w pustce egzystencji, ale nie uciekajmy od Niego. Pozwólmy Mu dotknąć się dotknięciem, uśmiechem, łagodnym głosem kogoś, przypominającego anioła. Mam potrzebę dziękować Bogu za każde spotkanie, każde zmieniające mnie dotknięcie.
|